Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dancing. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dancing. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 sierpnia 2014

05.09.2940 r.

Zrobiłam... coś. Czuję tak ogromne obawy przed spektakularnym zniszczeniem wszystkiego, co związane jest z opisaniem nadchodzących wydarzeń w "Życie za życie", że dostaję świra. Musiałam jakoś dać ujście napięciu, więc napisałam historyjkę poniżej. Miała ona być zabawna, lekka i przyjemna, a jak wyszło, to oceńcie sami.
Tytuł to data, kiedy ma miejsce akcja. Dorian budzi się po przyjęciu urodzinowym, wspólnym jego i siostry, i cóż, może jednak zacznie słuchać Sybil...
______________________________

     Naprawdę, naprawdę powinien był wziąć tę oczywistość pod uwagę. I, chociaż urażało to jego dumę do samego jej rdzenia, posłuchać siostry. Oczywiście nigdy tego nie przyzna. Tak samo jak nie przyzna się do rzeczy, które inni będą mu wmawiać, że robił minionej nocy. A fakt, że od pewnego momentu uczty nie mógł sobie nic przypomnieć, wcale nie ułatwiał sprawy.
     Jako, że zawsze może być gorzej, nieodpowiednio okrutnie szybko zdał sobie sprawę ze swojej kondycji. Wyczynem porównywalnym z wdarciem się do lochów Morgotha wydawało mu się teraz otworzenie oczu, wstanie z łóżka i zwykłe funkcjonowanie.
     Chyba po raz pierwszy zaczął żałować, że nie żył wśród ludzi na tyle długo, by poznać przekleństwa mogące dostatecznie obrazowo wyjaśnić, jak fatalnie się czuł.
     „O Mahal” - pomyślał, drżącymi dłońmi uwalniając się z plątaniny pościeli. - „Tym razem rzeczywiście przeholowałem”.
     Zasłużył na nauczkę, prawda, ale czy aż taką? Kac-morderca, który go dopadł, był raczej przesadą, przynajmniej w jego osobistym mniemaniu. Co więcej, straszna perspektywa powrotu do życia była tylko kwestią czasu. Nawet jeżeli reszta biesiadników też musiała się pozbierać, to z pewnością już to zrobiła. Nie mógł równać się z elfami
w wytrzymałości na działanie alkoholu. Nawet nie potrzebował upewnienia, że potwierdził to zeszłej nocy. Jednak nic nie uratuje go przed codziennymi obowiązkami, a już szczególnie nie sami mieszkańcy Leśnego Pałacu.
     Jęknął na samą myśl o nadchodzących docinkach. O Eru
     Natychmiastowo pojął, że musiał zrobić cokolwiek, by chociaż stworzyć pozory, że ma się lepiej niż w rzeczywistości. Inaczej nie przestaną mu dokuczać przynajmniej do początku zimy.
     Mógł by na przykład…
     Wstać.
     Znów jęknął.
     W istocie, musiał zwlec się ze swojego ukochanego, miękkiego, ciepłego łóżka.
     Gdy pogodził się z ową tragedią, ostrożnie uchylił powieki.
     Dziękował samemu Iluvatarowi, że w jego pokoju nie było źródła światła słonecznego, gdyż okazało się, że promienie kilku świec palących się na szafce nocnej wystarczyły, by przez jego gałki oczne dźgnięcie bólu wdarło się aż do mózgu. Syknął i już miał się odwrócić, kiedy zauważył kubek postawiony obok świec, wypełniony jakimś jasnym płynem. Wydał z siebie nieartykułowany okrzyk szczęścia. Valarowie okazali się łaskawi. Miał tak sucho w ustach, że czuł wyimaginowane ziarenka piasku na języku. Z radości nie rozważył swojego następnego ruchu. Szybko podniósł się na łokciach i wtedy to się stało.
     Uderzenie nieopisanego bólu poraziło jego czaszkę z mocą tak ogromną jak połączona siła taty i Thorina walących młotem w kowadło. Krzyknął w cierpieniu, łapiąc się za głowę. Opadł na poduszki, wciąż wyjąc z bólu. Nareszcie zrozumiał, co Fili i Kili mieli na myśli mówiąc, że „słyszysz jakby sam Aulë zrobił sobie kuźnię w twojej głowie”. Tortury trwały
i trwały, gdy nagle przez fale cierpienia przedarła się myśl, że może napój w kubku mu pomoże, cokolwiek to było. Z trudem człowieka będącego w agonii, jakimś cudem chwycił naczynie. Nie zastanawiając się wiele, zaczął pić wielkimi haustami.
     Ciecz była cudownie chłodna oraz doskonale gasiła pragnienie. Miała w sobie delikatność jesiennego poranka i bardzo szybko łagodziła ból. Dorian wypił wszystko za jednym razem. Skrzywił się z niezadowoleniem, kiedy napój się skończył. Potem powoli usiadł na skraju łóżka i przez czas jakiś wpatrywał się w kubek ze słabym uśmiechem.
     - Och Gilraen - w końcu wypowiedział swoje myśli na głos. - Słońce ty moje, czy już kiedyś mówiłem jak bardzo cię kocham?
     - Wspomniałeś o tym zeszłej nocy - odparł aksamitny głos od strony wejścia.
     Podskoczył z zaskoczenia, po czym odwrócił się w jej stronę. Uzdrowicielka opierała się o futrynę. No tak. Pewnie przyszła tutaj zaalarmowana jego krzykami. Jak zwykle biła od niej lekka słoneczna poświata, a biorąc pod uwagę jego aktualnie wyczulony zmysł wzroku, Dorian musiał zmrużyć oczy, by móc na nią patrzeć. Unosiła brwi, a w jej zielonych oczach migotały iskierki rozbawienia.
     - Mówiłem coś takiego? - spytał.
     - O tak, po nadmiarze wina stajesz się wyjątkowo wylewny - odparła elfka. - Wyznałeś mi, jak bardzo mnie cenisz, jak bardzo jesteś wdzięczny za opiekę…
     Ukrył twarz w dłoniach z jękiem upokorzenia. Jeżeli język aż tak bardzo mu się rozplątał…
     Tylko szelest szat i ciepło, które zawsze biło od jej ciała, zdradzały, że Gilraen podeszła blisko.
     - Czy żałujesz tego, co powiedziałeś? – zapytała cicho.
     Gwałtownie podniósł głowę. Elfka klęczała przy łóżku z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
     - Nie! - zaprzeczył ostro. - Moje słowa były jak najbardziej szczere, tylko… od dawna chciałem ci to powiedzieć, ale w inny sposób, nie będąc…
     - Epicko pijanym? - podpowiedziała słowa, których mu brakowało.
     - Tak, właśnie - przyznał niechętnie.
     Westchnęła, kładąc rękę na jego ramieniu.
     - Zasługujesz na porządną reprymendę, Dorianie, synu Brandona - powiedziała surowo. - Lecz ja nie jestem tą, która ci ją da.
     - Co masz na myśli? - zmarszczył brwi.
     - Sybil… - odparła, a jego serce zamarło na dźwięk imienia siostry. - Ona jest… cóż, wściekła.
     Głośno przełknął ślinę.
     - Bardzo? - szepnął, odrobinę przestraszony.
     Jaśniejące oczy Gilraen przeszyły jego własne.
     - Nawet nie masz pojęcia.
     Wzdrygnął się na samo wyobrażenie Sybil tak bardzo złej. A oprócz tego, że będzie musiał stawić jej czoła, to jeszcze przeprosić i przyznać jej rację. Tak, to wygląda na wystarczającą karę.
     - Mi zrobiło się ciebie żal na samo wyobrażenie, co będziesz czuł, gdy się obudzisz… dlatego przygotowałam ci ten napar.
     - Tak, odgadłem to - nie mógł powstrzymać uśmiechu wdzięczności. - Jesteś wspaniała, wiesz?
     Jego Słońce odwzajemniło uśmiech, po czym elfka wstała.
     - Zdajesz sobie sprawę, że jest już późne popołudnie?
     Wytrzeszczył oczy.
     - Niemożliwe…
     - A jednak - odpowiedziała Gilraen z powagą. - Lepiej szybko zbierz się i pokaż
w kuchniach. Spałeś za długo.
     Energicznie pokiwał głową i zerwał się na nogi. Syknął, kiedy w jego głowie rozległy się uderzenia młotów.
     Gilraen zachichotała.
     - Zaraz powinieneś poczuć się o wiele lepiej. Lek jeszcze nie do końca zaczął działać.
     Znów kiwnął głową, tym razem mniej gwałtownie. Przymknął oczy, próbując powstrzymać wirujący świat.
     - Dobrze, już ubieram się i idę - wymamrotał. - Guren glassui, Gilraen.
     - Nie ma za co, henig - z tymi słowami wyszła, pozbawiając pokój jej błogosławionego ciepła i światła.
     Westchnął ciężko, po czym powoli, ostrożnie przystąpił do zdejmowania ubrań. Miał na sobie piękne, wyjściowe szaty, podarunek od Króla, które zwyczajnie zrujnował.
     W tamtej chwili był zdenerwowany sam na siebie. Przecież Sybil go ostrzegała…
     - Dorian, do cholery, zachowujesz się w tej chwili jak rozbrykany dzieciak, którym
w istocie jesteś! - wysyczała, pochylając się nad nim. - Próbujesz pokazać jakiś to ty dorosły, a odnosisz skutek zupełnie odwrotny do zamierzonego!
     - Daj mi spokój - odwarknął. - Przecież…
     - Co? - wtrąciła kpiąco. - Skończyłeś piętnaście lat? Cóż, widziałeś zaprawdę pokaźną ilość wiosen w porównaniu do reszty zgromadzonych - szydziła.
     Najwyższym wysiłkiem woli powstrzymał się przed uderzeniem jej w twarz. Mocniej zacisnął palce wokół kielicha i zabijał siostrę wzrokiem, gdy przysiadła się obok niego.
     - Sybil, choć raz daj mi święty spokój! To jest nasze przyjęcie urodzinowe, mam prawo się zabawić!
     - A ty choć raz mnie posłuchaj! Czy nie widzisz, że nie masz hamulców? Już wypiłeś za dużo, a wyobrażasz sobie, co będzie potem?! Skompromitujesz się jak nigdy!
     - Czy ty nie przesadzasz? - przyłożył dłoń do jej czoła. - Może to ty przeholowałaś
i teraz widzisz rzeczy, których nie ma?
     Gwałtownie odtrąciła jego rękę, po czym ujęła ją w żelazny uścisk pod stołem.
     - Nie dostrzegasz, że pijesz za dużo, żeby to było normalne, Dorian? - szepnęła.
     Parsknął szyderczym śmiechem.
     - Tutaj wszyscy piją - wykrztusił, kiedy jako tako się opanował.
     - To nie jest wymówka - powiedziała chłodno.
     Skrzywił się.
     - Wiesz co? Po prostu… idź sobie. Psujesz mi zabawę.
     Potem wolną ręką sięgnął po kielich i pociągnął z niego długi łyk, patrząc siostrze prosto w oczy, a jego usta wykrzywił wyzywający uśmieszek. Widział po niej, że była niemal zaślepiona furią. Aż usłyszał, jak mocno zazgrzytała zębami. Poczuł, że jej paznokcie wpijają się w skórę na jego ręce prawie do krwi. Była bliska uduszenia go na miejscu, lecz jakimś cudem się powstrzymała.
     -
Pe-channas! - wycedziła przez zaciśnięte zęby, a on prychnął tylko. Wstała gwałtownie i odeszła szybkim krokiem, z twarzą wciąż pociemniałą z gniewu. Odprowadzał ją wzrokiem, kiedy mijała tańczące pary i została u wyjścia z Sali zaczepiona przez Belega. Znów prychnął, po czym wrócił do przerwanej rozmowy z Firieth.
     Po przebraniu się w codzienny strój i wielu, wielu, wielu, wielu, wielu... bardzo wielu... łykach wody, Dorian znów przysiadł na łóżku, zbierając odwagę, by pokazać się reszcie. Najwyraźniej trwało to zbyt długo, bo do jego uszu dotarł znajomy głos gwiżdżący jakąś skoczną melodię. Jęknął przeciągle. Oto nadchodził początek żartów i docinek.
     - Wiesz, jakie jest najczęściej powtarzane zdanie dzisiaj? - Z tymi słowami Súrion wkroczył do pokoju. - Dorian ylf ernedui.
     - Ego mibo orch - burknął.
     Surion zachichotał, lecz nie ruszył się z miejsca. Dorian podszedł do przyjaciela
i uściskał go.
     - Mellon nìn! - Chłopak zerknął na niego błagalnie. - Powiedz mi, że nie było aż tak źle.
     Elf ledwo powstrzymał się od wybuchnięcia śmiechem. Długo krztusił się, po czym odchrząknął i z trudno utrzymywaną powagą rzekł:
     - To zależy, jak na to spojrzeć, melui mellon. Z jednej strony nie jest tragicznie, bo nie byłeś aż tak pijany jak na przykład Imlad, który zwyczajnie zasnął. Ale… ekhm… cóż, skoro blat stołu pomyliłeś z posadzką, chciałeś konkurować z Hirlinem na najlepszego tancerza… bez butów… co chwila wznosiłeś toast za zdrowie Króla… zamieniłeś role w Balladzie
o Luthien i Berenie… i ułożyłeś pieśń na cześć Firieth… Poczekaj… jak to było? - Zastanawiał się przez moment, po czym zaśpiewał:


Czterysta lat spadały liście pod wrażeniem jej urody, 
a jej piękna nie podkreślą suknie żadnej mody. 
Włosy jej niczym płomienie uczucia, 
które rozpala w każdym bez wyczucia.


     - Nie! - wykrzyknął Dorian. - Przestań!
     Jego najlepszy przyjaciel ryknął potężnym śmiechem. Zaśmiewał się i nie przestawał, podczas gdy Dorian bezradnie stał pośrodku pokoju, upokorzony.
     - A wiesz co jest najlepsze? - wykrztusił elf, wycierając łzy z policzków. - Lavassir spisał te słowa! Teraz wszyscy nucą twoją pieśń!
     Dorianowi zachciało się jednocześnie histerycznie śmiać i płakać. Nie dość, że będzie się musiał zmierzyć z Sybil, to jeszcze przeprosić Firieth. Była ona najmłodszą mieszkanką Mrocznej Puszczy, miała niewiele ponad czterysta lat i Dorian bardzo dobrze się z nią dogadywał, ale po czymś takim…
     - Thranduil powinien zabronić mi picia wina - mruknął, próbując ignorować nieustające salwy śmiechu Súriona.
     - Och tak, to prawda, jesteś stanowczo za młody na takie wybryki. - Elf spoważniał na chwilę. - Obiło mi się o uszy, że twoja siostra rozmawiała już z nim na ten temat. Ponoć Król powiedział, że był pod wrażeniem twojego… „młodzieńczego wigoru”. Ale wiesz jaki on jest, ma do ciebie słabość i raczej nie odmówi ci niczego, co lubisz.
     - Niestety - odpowiedział z przekąsem. - Będę musiał z nim o tym pomówić...
     - O! Czyżbym był świadkiem mocnego postanowienia poprawy? - wykrzyknął Súrion.
     Dorian dał mu kuksańca w ramię.
     - Ała! - figlarnie krzyknął jego przyjaciel, żartobliwie masując bolące miejsce. - No co?! Niejedna osoba z radością usłyszy, że dostałeś nauczkę! Sybil, której wypsnęła się nader imponująca wiązanka nieeleganckich epitetów na twój temat… Firieth, która od wczoraj nie pokazała się nikomu na oczy… Oczywiście Thranduil… Ach, i Legolas, który bardzo chętnie wysłucha również twoich wyjaśnień, dlaczego nie stawiłeś się na wyjście na patrol…
     - Co?! - przerwał Dorian. - Książę wyszedł na patrol?!
     - Tak, kilka godzin temu.
     Chłopak jęknął, kryjąc twarz w dłoniach. Legolas został jego dowódcą zaledwie
w zeszłym miesiącu, a Dorian już zdążył zaliczyć wpadkę.
     - Dlaczego nikt mi nie powiedział?
     Súrion wzruszył ramionami.
     - Może myśleli, że usłyszałeś sygnał, ale nie jesteś w stanie przyjść, albo byli zbyt zajęci zachwycaniem się nad twoim poetyckim talentem.
     Elf znów zanucił pieśń swoim czystym, pięknym głosem.


Czterysta lat spadały liście pod wrażeniem jej urody, 
a jej piękna nie podkreślą suknie żadnej mody.


     Widząc mordercze spojrzenie Doriana, Súrion szybko odwrócił się na pięcie w kierunku wyjścia. Chłopak zerwał się do biegu i gonił przyjaciela, z zamysłem spowodowania poważnego uszczerbku na zdrowiu. A Súrion tylko gromko śmiał się, uciekając mu
z łatwością. Nie minęło dużo czasu, gdy elf zniknął Dorianowi z pola widzenia. Chłopak słyszał jedynie śmiech przyjaciela, radosny niczym srebrne dzwoneczki, a także słowa śpiewane na całe gardło:


Włosy jej niczym płomienie uczucia, 
które rozpala w każdym bez wyczucia.


     Postanowienie na przyszłość?
     Naprawdę częściej słuchać siostry.
____________________________

Sindarin:
- Guren glassui - dziękuję z całego serca,
- Henig - moje dziecko,
- Pe-channas - idiota,
- Dorian ylf ernedui - Dorian wypił za dużo wina,
- Ego mibo orch - idź pocałuj orka,
- Mellon nìn - mój przyjaciel/ mój przyjacielu,
- Melui mellon - kochany przyjaciel/ kochany przyjacielu.

Ustaliłam również kilka dat, które na pewno się przydadzą. Dorian i Sybil nie urodzili się w ten sam dzień. Dorian przyszedł na świat 02.09.2925 r., a Sybil 07.09.2923 r., dlatego też mieszkańcy Leśnego Pałacu wyprawiają jedną ucztę zamiast dwóch (powody praktyczne- jest to rozwiązanie wygodne,
a tak szczerze, to kto by zniósł tyle picia w tak krótkim odstępie czasu?).
Ten dzień był 08.02.2939 r., potem od lutego do kwietnia Dorian i Sybil żyli w sąsiedniej wiosce, Kauss. Od kwietnia bezcelowo tułali się po świecie. Dnia 17.07.2939 r. po raz pierwszy spotykają leśne elfy, błądząc w Mrocznej Puszczy. Od tamtej pory pozostali pod ich opieką i wychowaniem aż do 04.01.2941 r., kiedy to rodzeństwo wyrusza do Ered Luin, by odnaleźć Dziedziców Durina, którzy gościli w Ettinor od 16.01.2933 do 10.04.2934 r.
Kolejny rozdział już wkrótce... ale nie ma obaw, będzie raczej rozczarowujący. Zero akcji. (Na waszym miejscu zastanowiłabym się, czy chcecie, żebym przystąpiła do publikowania mojej wersji wydarzeń
z Bitwy Pięciu Armii, co zacznie się w rozdziale 8...).
Powyższy tekst opublikowałam również na deviantarcie, żeby może przyciągnąć kogoś na mojego bloga. Jak na razie nie wyszło. Trudno.

Dorian knows how to party hard.

niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 3.

Wszystko wręcz tonie w tęczy! TYLE miłości! Nie, pomocy, ja już nie chcę o tym pisać, ale wiem, że muszę, jeżeli mam osiągnąć swój cel.

AAA! THILBO BAGGINSHIELD!
______________________________

 
     Erebor był taki rozczarowujący. To była tylko ogromna, zimna góra, wypchana po brzegi jeszcze zimniejszym złotem. 
Skarbu było tak mnóstwo, że aż można było dostać zawrotów głowy. Bilbo nie mógł zrozumieć - po co komu tyle bogactw? Pozostawało to sprawą niepojętą dla jego zdrowego hobbickiego rozsądku. Tak samo jak zachowanie całej Kompanii. Żądza złota zabierała ich, jednego po drugim, a pan Baggins bezradnie się temu przyglądał. Jak oni mogli bez przerwy zachwycać się tymi wszystkimi diamentami, szafirami, szmaragdami, rubinami? Przecież to na dłuższą metę nużące 
i bezsensowne. Najbardziej pozbawione sensu było jednakże ich szukanie Arcykamienia. Hobbitowi zachciało mu się histerycznie śmiać. Co by było, gdyby odkryli, że najwspanialszy, najpyszniejszy z klejnotów Góry spoczywał zawinięty w jego śpiworze? 
     Thorin pewnie by go zabił. Na niego skarb zdawał się oddziaływać najbardziej. Bilbu zdawało się, że Król zapomniał nawet o swoich siostrzeńcach! Nic o nich nie wspominał,
a przecież nie wiadomo nawet, czy przeżyli atak smoka!
 Bilba zżerał niepokój z tego powowdu, a na dokładkę nic już do Thorina nie docierało. Jego Król bardzo się zmienił. 
     Hobbici nie mieli królów ani władców, lecz Bilbo był dumny, mogąc nazywać Thorina Dębową 
Tarczę swoim królem. 
     Był. 

     Do tej pory Bilbo postrzegał go jako wspaniałego, dostojnego krasnoluda, ze szlachetną misją odzyskania bestialsko odebranego królestwa. 
Prawda, na początku podróży źle go traktował, ale później, na Carrock, tak pięknie przeprosił. Potem Bilbo nie raz udowodnił swoją wartość, zyskując szacunek Króla. Miał nawet wrażenie, że stał się jego numerem jeden. Niestety, gdy wkroczyli do Ereboru, jak złodzieje, w istocie, w sposób raczej niegodny pieśni, wszystko uległo zmianie. Ten moment, gdy Thorin mierzył do niego mieczem… to było straszne. Nie widział już tej samej osoby, którą tak szanował, za którą był gotów zginąć, którą… kochał. 
     Tak, Bilbo nie mógł tego się dłużej wypierać. Pokochał Thorina Dębową Tarczę. Król pod Górą był kimś, obok kogo nie dało się przejść obojętnie. Wzbudzał miłość w sercach poddanych i Hobbit był więcej niż pewien, że każdy członek Kompanii kochał ich przywódcę na swój sposób.  
     Ale w tamtej przerażającej chwili Bilbo widział jedynie jakiegoś potwora przepełnionego żądzą Królewskiego Klejnotu. Co za rozczarowanie. Myślał, że Thorin był na tyle silny, by przezwyciężyć klątwę swego rodu. 

     Po raz nie wiadomo który Niziołek zadawał sobie pytanie, po co w ogóle wyszedł
z domu? Co on w ogóle tutaj robił? To były wszystko wielkie rzeczy, niedotyczące takiego zwykłego hobbita jak on. 

     Jednakże nie zmieniało to faktu, że Bilbo nie godził się, by patrzeć, jak Thorina trawi 

i na dobre zabiera choroba. Postanowił zrobić wszystko, by temu zapobiec.
  
 ***
     Na temat momentu, w którym Jedyny zostaje wybrany, krążyły niezliczone poematy oraz najwznioślejsze pieśni, na jakie stać było krasnoludów. Krasnoludy nawet w wyborze partnera były uparte. Kiedy zdecydowały się na kogoś, już nigdy nie zmieniały zdania. Często zdarzało się, że miłość była nieodwzajemniona, dlatego też bardzo dużo
z plemienia Durina nie zaprzątało sobie głowy takimi rzeczami i poświęciło się doskonaleniu rzemiosła.

     Wszystko, co wiązało się z Sybil, było dla Filiego niespodziewane. Pojawiła się w jego życiu nagle i pokochał ją jako małą dziewczynkę. Potem, kiedy odeszli z Ettinor, nierzadko zastanawiał się, jak się miała jego siostrzyczka. Ich pierwsze spotkanie po latach było takim szokiem. Wyrosła na piękną wojowniczkę, która dzielnie znosiła tyle krzywd dla niego, Kiliego i Thorina. Nie mógł przestać myśleć o tym, kim się stała. Była dla niego jedną wielką niespodzianką, niewyczerpaną kopalnią tajemnic. Ciekawiła go. Jego uczucie do niej było dziwne. Tak naprawdę nie mógł tego określić. To była z pewnością troska, wdzięczność, och, zdecydowanie pociąg i coś jeszcze, coś nowego. Lecz to nie była tego rodzaju miłość. Jeszcze nie. Czuł również tęsknotę, gdy godzinami rozmyślał o niej w celi w Leśnym Pałacu, wiedząc, że znajdowała się gdzieś blisko… Ale potem nieoczekiwanie zjawiła się w domu Barda i wtedy to się stało.
     Wyłoniła się z płomieni. Wymieniła kilka słów z Dorianem, a później wszystko zwolniło. Fili stanął w bezruchu i jak urzeczony przyglądał się Sybil kroczącej ku niemu. Ogień nadawał jej niesamowitego wyglądu. Jej skóra zdawała się płonąć. Jej twarz iluminowała
z niesamowitymi refleksami. Światło ognia ukazało na jej obliczu zachwycające blaski oraz cienie, które sprawiały, że wyglądała jak istota nie z tego świata. A jej oczy stały się bezdenną otchłanią czerni. Z całej jej postawy biła potęga, Fili miał wrażenie, że była to moc samych Valarów. I gniew. Straszny, zniewalający gniew. 

     Zanim otrząsnął się z pierwszego szoku, gorący podmuch naleciał od jej strony i uderzył
w Filiego, niemal zwalając go z nóg. To stało się dokładnie w tamtej chwili. Wszystko nagle znalazło swoje miejsce, nabrało sensu. A ona była tym sensem. Było tak jak w pieśniach - poczuł ogromną więź z Sybil, poczucie przynależności i owo niesamowite uczucie miłości. Niepohamowanej, wiecznej, cudownej.
     Potem podeszła do niego i przytuliła go mocno. Wtedy przewaliła się przez niego potężna fala ulgi oraz ciepła. Miał wrażenie, że w tamtej chwili wszystko było właśnie tak, jak należy. 
     Od tamtej pory wiedział już, do kogo należało jego serce.
     Wybrał Ją.
     Doskonale wiedział, że nie miał na to żadnego wpływu, lecz mimo to beształ się za to. Sybil to człowiek - nie przeżyje z nim nawet połowy życia. Chociaż Fili był pewien, że Ona była kimś znacznie więcej niż tylko człowiekiem, a mimo to, patrząc na to, jak szybko urosła, równie szybko zestarzeje się i… Myśl o tym, co nieuniknione, sprawiała, że ogarniał go strach. Gdy tylko pomyślał o tym, że Sybil kiedyś… umrze... To była najgorsza rzecz, jaką potrafił sobie wyobrazić.
     Nie mógł wybrać jednocześnie lepiej i gorzej. 

     Teraz podziwiał Ją z oddali. Pomagała elfom w stawianiu chat dla ocalałych. Wymieniała z nimi wesołe uwagi w ich języku od czasu do czasu. Właśnie pochylała się po jakiś kawał drewna, a Jej włosy dotknęły ziemi. Znów miała je rozpuszczone. Fili to uwielbiał. Zapragnął podejść do Niej i bez słowa Ją pocałować, zatopić dłonie w tych miękkich falach. Powstrzymał się jednak. Musiał się upewnić, że wszystko dobrze sobie przypomniał. Nie znał się za dobrze na sposobach, w jaki oświadczały się inne rasy. Niespokojnie przesuwał pierścień mamy między palcami. Miał tremę. Był absolutnie pewny tego, co chciał zrobić, ale nie miał pewności co do odpowiedzi, jaką otrzyma.  
     Sybil przestała pracować. Podparła się o pobliski bal i zamknęła oczy, łapiąc szybkie, urywane oddechy. Wyglądało to, jakby zakręciło Jej się w głowie. Fili zmartwił się nie na żarty. Wcześniej wytłumaczyła mu, że pędzili do Mrocznej Puszczy, bo zauważyła, że była chora i tylko jedna elfka mogła Jej pomóc. Uparcie nie chciała wyjaśnić, co Jej dolegało. Utrzymywała, że już Jej lepiej, że prawie wyzdrowiała. Nie wierzył Jej do końca. Teraz dotknęła się za lekko wystający brzuch. Nie uszło jego uwadze, że przytyła. Nie była już tak przeraźliwie wychudzona i nabrała odrobiny kształtów, co sprawiało, że pociągała go jeszcze bardziej, jeżeli, o Mahal, to w ogóle możliwe.
     Nie mógł wytrzymać już ani chwili dłużej. Zjawił się tuż obok Niej. Zapewne wyczuła jego obecność, bo otworzyła oczy i spojrzała prosto na niego, uśmiechając się.
     Ten uśmiech. Pełen dobroci i ciepła. Sprawiał, że jego serce biło mocniej. Ten uśmiech był dla niego balsamem na wszelkie rany. Kiedy Sybil się uśmiechała, wszelkie wątpliwości i smutki znikały. Wszystko znów miało sens, gdy była blisko. A Jej oczy… zastanawiało go, jak to możliwe, że ktoś, kto przeszedł tyle złego, mógł zachować tyle niewinności. Patrząc
w ciemnobrązowe oczy Sybil, zdawała mu się być nietknięta przez zło. Wiedział doskonale, że to nieprawda - nie miała oporów przed zabijaniem. Lecz nie kiedy była przy nim. Dla reszty świata mogła być groźną wojowniczką, ale dla niego była zawsze spokojna
i łagodna. A czasem wręcz dziecinnie niegrzeczna, łobuzerska. Była zmienna, lecz nie niepokoiło go to. Fascynowało. Raz delikatna i miła jak lekki wietrzyk, kiedy indziej silna oraz straszna jak huragan.

     - Sybil, powiesz mi w końcu, co się dzieje? - spytał. 
     Pochyliła się nad nim i, ujmując dłonią jego policzek, wyszeptała:
     - Przecież już mówiłam. Wszystko w porządku. Nie masz się o co martwić.
     - Nie potrafię się nie martwić.
     Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, trochę uspokajająco.
     - Naprawdę nie ma ku temu powodu.
     - Ależ jest.
     Spojrzała na niego pytająco, a on uklęknął na jedno kolano. Sybil zamarła. Naokoło rozległy się gwizdy.  
     - Sybil, nie obchodzi mnie to, że jesteś człowiekiem. Poza tym, dla mnie jesteś kimś znacznie więcej.
     - To znaczy? - pisnęła.
     - Wybrałem cię. 
     Nagle wyprostowała się. Zrobiła jeden krok w tył, wytrzeszczając oczy. Zasłoniła usta dłońmi i kręciła głową z niedowierzaniem. Fili wyszeptał:
     - Men lananubukhs menu, Sybil.
     Zaśmiała się, a w Jej oczach zalśniły łzy. 
     - Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
     Sybil wyraźnie zabrakło tchu. Milczała przez czas jakiś, lecz gdy się opanowała, wykrzyczała:
     - Tak, po stokroć tak!
     Zalała go fala ogromnego szczęścia. Uśmiechnął się szeroko, po czym wstał szybko.
     - Daj mi lewą rękę.
     Opadła Jej szczęka, ale posłusznie zrobiła, o co poprosił. Po chwili pierścień Dis zalśnił na Jej serdecznym palcu.
     - Fili… to jest… - Sybil wyglądała tak uroczo, będąc zszokowaną.
     - Pierścień mojej matki. - Kiwnął głową, potwierdzając Jej domysły. - Dała mi go, oczywiście, jako oznak przynależności do rodu królewskiego, a ponadto jako symbol obietnicy.
     Zamrugała, nie rozumiejąc.
     - Obiecałem, że wrócę do niej. I wrócę… z tobą. Pierścień należy do ciebie. Jesteś panią mojego serca i wiedz, że zatrzęsę całym Śródziemiem w posadach, byleby tylko znaleźć sposób, żebyśmy zestarzeli się razem, lub nawet więcej; żebyś mnie przeżyła.
     Załkała cicho. Zanim zdążył cokolwiek zrobić, wpadła mu w objęcia i trzymała go mocno, nic nie mówiąc. Po paru minutach zachowanie to stało się dość dziwne, lecz, jakby czytając w jego myślach, wyjaśniła:
     - Fili, ja… nie zasługuję na to wszystko - wyszeptała, wzruszona.
     - Nonsens. Nikt nie zasługuje na to bardziej od ciebie. Tyle przeżyłaś, żeby mnie chronić… Jestem pewien, że oddałabyś wszystko dla mnie, nawet własne życie… ale nie, ty już to zrobiłaś.
     Milczała.
     - Puścisz mnie kiedyś? - spytał.
     - Nie - mruknęła.
     - Sama tego chciałaś - odparł złowieszczo.
     Błyskawicznie złapał Ją za nogi i wziął w ramiona, a Ona aż krzyknęła z zaskoczenia. Zaczął obracać się z Nią w kółko. Obydwoje śmiali się jak szaleni, a dookoła rozległy się okrzyki z gratulacjami oraz wiwaty, ktoś zanucił weselną melodię. Byli bezgranicznie szczęśliwi, więc kręcili się w kółko, nie przestając się śmiać, nie zwracając uwagi na resztę świata. Gdy w końcu przestał Nią obracać, spytał:
     - No może w końcu mnie pocałujesz, moja królowo?
     Zachichotała, po czym pocałowała go tak namiętnie, że aż się przeraził. Było cudownie. Zapragnął, by mogli tak zostać na zawsze, lecz Sybil nagle przestała.
     - Myślę, że nasi bracia powinni się dowiedzieć, zanim kompletnie stracimy panowanie nad sobą.
     - Słusznie - przytaknął. - To któremu powiemy najpierw?
     - I tutaj mamy problem - westchnęła. - Ty w pierwszej kolejności chciałbyś iść do Kiliego, a ja do Doriana.
     - No faktycznie…
     Przez chwilę panowała cisza.
     - Ach! Mam pomysł! - wykrzyknęła. - Pamiętasz grę w kamień, papier, nożyce?
     - Oczywiście. Ludzie grają w nią bez przerwy.
     - Zagrajmy zatem, do trzech.
     Uwolnił Sybil ze swoich ramion, po czym zaczęli grać. Jako pierwszy obydwoje pokazali kamień, później nożyce, a potem papier. Pod koniec parsknęli gromkim śmiechem.
     - Fi, wygląda na to, że mamy takie same myśli! - Sybil zachichotała.
     - To dobrze czy źle? - zażartował.
     - Przekonamy się. - Mrugnęła łobuzersko. - Więc… a może… moglibyśmy im powiedzieć będąc osobno. Ja poszłabym do Doriana, a ty do Kiliego.
     - To trochę dziwne… - zmarszczył brwi. - Powinniśmy poinformować ich wspólnie.
     - Tak, wiem, ale… wydaje mi się, że inaczej tego nie rozwiążemy.
     - Chyba tak - przyznał, lecz nie miał najmniejszej ochoty rozstawać się z Nią choćby na sekundę, dlatego też pocałował Ją bez jakiegoś większego ostrzeżenia. Ona z uśmiechem odwzajemniła pocałunek. Całowali się powoli, długo i słodko. W końcu oderwali się od siebie, a Fili zaśmiał się.
     - Naprawdę będziemy musieli nauczyć się panować nad sobą.
     - Jeszcze nie teraz - szepnęła z uśmiechem, dając mu pstryczka w nos, a potem odeszła.
     Długo odprowadzał Ją wzrokiem. Gdy oprzytomniał, zdał sobie sprawę z tego, że nie wiedział, gdzie podziewał się Kili. Lecz odpowiedź na tę zagadkę była prosta - z Tauriel. Gdzie była ta elfka, tam był i jego młodszy brat. Fili z niepokojem obserwował poważne zaangażowanie Kiliego. To nie był zwykły flirt jak
w przypadku poprzednich kobiet różnych ras. Trzeba przyznać, że jego braciszek miał gust. Jednakże… krasnolud i elfka? To nierealne. Nienawiść między tymi rasami była nie do przeskoczenia. Biedny Kili mierzy zbyt wysoko.
     Kiedy Fili odnalazł swojego młodszego brata i Tauriel, oddalonych od reszty, siedzących nad brzegiem Jeziora, doznał szoku.
     To. Jakiś. Żart.
     Kili plótł Tauriel warkocza.
     „Ki... żartujesz sobie ze mnie”.
     Nic tylko pogratulować.
     Przez gest plecenia warkocza Kili publicznie pokazywał swoje głębokie przywiązanie
i uczucie, według krasnoludzkiej tradycji, oczywiście. Ciekawe, czy Tauriel w ogóle miała
o tym pojęcie.
     Fili nawet w najbardziej szaleńczych przypuszczeniach nie zakładałby, że sprawy zajdą tak daleko w tak zawrotnym tempie.

     Będzie miał z Kilim do pogadania. Lecz nie teraz. Fili nie chciał być taki okropny
i przeszkodzić młodszemu bratu w tym intymnym momencie. Szybko zawrócił, starając się nie myśleć
o niemałym skandalu, którego przed chwilą był świadkiem.
     Jak się później przekonał, sam również mógł zostać posądzony o aferę. Po tym jak Sybil pokazała lewą dłoń, Dorian patrzył to na niego, to na Sybil, znów na niego, znowu na Sybil. Pokręcił głową, nie mogąc uwierzyć. Był wyraźnie, delikatnie rzecz ujmując, zbulwersowany.
     - Wy się… zaręczyliście?! - krzyknął, kiedy odzyskał mowę.
     - Dokładnie - potwierdziła jego siostra.
     - Ale, ale… skąd ten pośpiech? - Przeszył Filiego wzrokiem. - Nie mogliście się wstrzymać? Nie lepiej byłoby zrobić wszystko jak należy, po tym, jak to całe szaleństwo się skończy?    
     Każde pytanie chłopaka brzmiało jak oskarżenie.

     - Nie, wybacz, ale kiedy wybrałem Sybil nie chciałem czekać. Dotarło do mnie, że chce z nią spędzić resztę życia… i nic tego nie zmieni - odparł krasnolud chłodno.
     - Nie zrozum mnie na opak, Fili - Dorian powiedział szybko. - Nie życzę wam źle,
a wręcz przeciwnie, bardzo się cieszę, tylko, że…  trudno mi cię zaakceptować jako przyszłego szwagra, skoro traktuję cię jak brata.

     - Tak, dla mnie to też będzie odrobinę dziwne - przyznał Fili.
     - Zanim przejdziemy do świętowania… - Chłopak rzucił mu ostre spojrzenie. - Dbaj
o nią, Fili. Jeżeli ją skrzywdzisz, to wiedz, że nie będę miał skrupułów.

     „Wolę nie wiedzieć przed czym” - pomyślał.
     Cała sytuacja wydała się Filiemu groteskowa. Dorian, szesnastoletni młody człowiek, groził jemu, dziedzicowi Durina, temu, który nauczył go walki na miecze, temu, który śpiewał mu kołysanki, temu, z którym układali plany uwolnienia świata od firankowego potwora. Zachciało mu się parsknąć śmiechem, lecz nie zrobił tego, widząc poważną minę Doriana. Pokiwał głową tylko, nic nie odpowiadając. Chłopak serdecznie uściskał siostrę,
a później krasnoluda.

     - Gratuluję wam - nagle odezwała się milcząca do tej pory Sigrid.
     Sybil wstała, po czym przytuliła dziewczynę.
     - Wam również - powiedziała jego Ukochana.
     Córka Barda Łucznika zarumieniła się niczym piwonia, a Dorian rzucił Sybil mordercze spojrzenie. Ona odwróciła się do Filiego z łobuzerskim uśmieszkiem. Zapytał ją wzrokiem, o co chodziło, a jej gesty mówiły: „później ci wyjaśnię” .
     - Robi się późno - Dorian odchrząknął. - Może pójdźmy na miejsce spotkań?
     - Moim zdaniem jeszcze za wcześnie na to, ale możemy iść, jeśli chcesz - rzekła Sybil.
     Chłopak kiwnął głową z zadowoleniem, a potem, ku ogólnemu zaskoczeniu, wstał
o własnych nogach i szedł, wspierając się tylko na siostrze i Sigrid.

     Zostało wyznaczone miejsce, gdzie wszyscy ocalali oraz elfy spotykali się w porze wieczerzy. Każdemu rozdzielano wtedy zapasy pozostałego jedzenia, najbardziej sprawiedliwie jak to możliwe. Wielkie ognisko, które co wieczór rozpalano, zawsze ściągało wszystkich wokół siebie. Jedzono, odpoczywano, opowiadano historie, czasem nawet śpiewano.
     Kiedy tam dotarli, nie było jeszcze nikogo oprócz tych mających pieczę nad żywnością. Ludzie poskarżyli się, że zapasy topniały jak śnieg na wiosnę, jednak pocieszali się myślą, że nadchodzą wojska Thranduila, a ich przybycie to kwestia jednego dnia - Pan Lasu
z pewnością przywiezie coś ze sobą.

     „Żebyście się nie zdziwili” - pomyślał Fili ponuro, gdyż doskonale wiedział, jak władca Mrocznej Puszczy traktuje potrzebujących.
     Chwilę później zjawili się Oin i Bofur, od razu zabierając się za rozpalanie ogniska. Wkrótce zapłonęło wesoło, a naokoło zaczął gromadzić się tłum. Mizerną kolację podano, a po niedługim czasie wszyscy pochłonęli ją, nie zaspokajając zbytnio głodu. Dziwnie milcząco było tamtego dnia. Niewiele się odzywano, większość osób bez słowa wpatrywała się w płomienie. Fili siedział na ziemi, oparty o nogi swojej Ukochanej i cieszył się Jej bliskością.
     - Fi, chciałabym zapleść ci mojego własnego warkocza - oświadczyła nagle.
     Na początku nie wierzył w to, co usłyszał, a później poczuł się bezgranicznie szczęśliwy. Odwrócił się do Niej, a ona wzięła kosmyk jego włosów będący blisko twarzy i zaczęła pleść dziwny warkocz, jakiego jeszcze nie widział.  Nie mógł przestać wpatrywać się w Nią, gdy plotła w skupieniu.
     - Niestety, nie mam żadnego koralika, którym mogłabym zakończyć, ale mam nadzieję, że wkrótce będę mogła taki zrobić - powiedziała po skończeniu plecenia. 
     - Oczywiście, w Ereborze znajdziesz wszystkie materiały, jakich tylko zapragniesz - odparł, przesuwając warkocz między palcami. - Sybil, co to jest? Nie spotkałem się jeszcze z takim warkoczem.
     - Jego inna nazwa to kłos. Wybrałam go, bo wyróżnia się wyglądem.
     - Dziękuję, jest piękny. - Z tymi słowami pocałował Ją krótko. - No, teraz moja kolej.
     Gdy skończył, kłos identyczny jak jego znalazł się przy jej lewym policzku.
     - I ja nie mam koralika - powiedział. - Na razie.
     Sybil dotknęła swojego nowego warkocza i zachichotała.
     - Jestem pod wrażeniem! Ot tak nauczyłeś się robić kłosa!
     - Dla ciebie wszystko - szepnął Jej do ucha, po czym napotkał Jej gorące spojrzenie.
     Cóż, najpewniej złączyliby się namiętnym pocałunku, gdyby naprzeciw nie stanął Kili.
     - Czy ja o czymś  nie wiem? - zapytał zirytowany, z rękami na biodrach.
     - Tak, coś cię ominęło - stwierdził Fili. - Zaręczyliśmy się.
     Naokoło rozległy się okrzyki zaskoczenia, a jednocześnie zgorszenia. Dziwne, że elfy widzące ich zaręczyny nie rozgadały o tym całemu światu.
     Jego młodszy brat wyraźnie znalazł się w stanie potężnego szoku.
     - Fi… żartujesz sobie ze mnie.
     - To samo mógłbym powiedzieć tobie, Ki - odparł, znacząco patrząc na ładny, zgrabny warkoczyk przy jego prawym uchu, którego wcześniej nie było. Sybil też musiała go zauważyć, gdyż zerwała się na nogi. Wzięła warkoczyk w rękę, po czym spojrzała na Tauriel, by zobaczyć u niej identyczny.
     - Zwariowaliście! - wykrzyknęła jego Jedyna, a zaraz później parsknęła cudnym, zaraźliwym śmiechem. Przytuliła mocno Kiliego i uściskała elfke. Teraz wszyscy się śmiali
i radowali.

     - Och, Aulë, gdybyż na świecie było wystarczająco piwa, by odpowiednio opić taką okazję! - krzyknął Bofur i spotkał się z gwałtownym aplauzem ludzi. Potem Oin zanucił wesołą melodię, którą dużo osób podchwyciło. Elfy włączyły się do zabawy, tworząc cudowną muzykę z samych swych głosów.              
     Wielu zerwało się do tańca, a Fili uśmiechnął się, gdy powróciły do niego wspomnienia.
     - Wiesz już, co zatańczymy? - mruknęła, nie odrywając wzroku od Doriana i Kiliego.
     - Nie mam pojęcia - odparł. - Ale to musi być coś powalającego, tak bardzo, żebyśmy wygrali. 
     - Zatem to musi być elfi taniec! 
     - Elfi? To ty znasz elfie tańce? - spytał, zaskoczony.
     - A znam - powiedziała, po czym szybko zapytała:
     - Ale ty pewnie nie, prawda?
     - Tak się składa, że umiem jeden.
     - CO?! SKĄD?
     Zachichotał.
     - Bywało się tu i tam… w dodatku ten taniec bardzo mi się podoba, tylko błagam cię, nie mów nikomu. Nazywa się „Pogoń Tiliona za Arieną”.
     - Och, Fili, on jest naprawdę piękny!
     - Więc zwycięstwo należy do nas - mrugnął.
     Wszyscy naokoło tańczyli, a Fili wymienił spojrzenie z Sybil i już wiedział. Razem wyszli na środek i zaczęli tańczyć wbrew obowiązującej melodii. Każda para zatrzymywała się, jedna po drugiej, muzyka ucichła, a Fili czuł ogromną intensywność spojrzeń, które na nich spoczęły. Mimo to kontynuowali, podczas gdy elfy zanuciły do „Pogoni Tiliona za Arieną”. Taniec ten mógłby być tańczony w nieskończoność, tak jak wieczne były ruchy księżyca oraz słońca, lecz po długim, długim, pięknym czasie Fili i Sybil przestali. Grom oklasków niemal zwalał z nóg. Para ukłoniła się i odeszła na bok. Fili zauważył, że Sigrid odprowadzała Doriana do chaty, Kili i Tauriel gdzieś zmykali, a Oin i Bofur bawili się razem z Súrionem.
     Lepszej okazji nie będzie.
     - Sybil… wiesz, widziałem małą, przyjemną, ustronną zatoczkę nieopodal… może masz ochotę na orzeźwiającą kąpiel?
     - Nie każ mi czekać - zażądała, a on z uśmiechem zaczął prowadzić ją w tamto miejsce.
     Kiedy zniknęli, by cieszyć się sobą, Filiemu przypomniała się pieśń, którą jego Jedyna śpiewała u Beorna razem z Dorianem, a w szczególności jeden jej fragment.  

Tinuvel, najpiękniejsza wśród
Odwiecznych elfów grona-
Zarzuca nań swych włosów sieć
I srebrne swe ramiona.     

______________________________
Men lananubukhs menu - kocham cię po krasnoludzku. 
Ariena to strażniczka Słońca, a Tilion księżyca. Odsyłam do Sillmarillionu.
Och, Aulë, gdybyż na świecie było wystarczająco piwa, by odpowiednio opić taką okazję!
Słusznie, Bofurze, nie ma na tyle alkoholu, by uczcić te wydarzenia.
No miłość.
Ach!
(rychło w czas)
Wesołych Świąt wszystkim! 

czwartek, 13 lutego 2014

Rozdział 8.

ATTENTION! THILBO BAGGINSSHIELD!
______________________________

     Kili siedział na ziemi, oparty plecami o nogi siedzącej na ławce Sybil. Patrzył niczym zahipnotyzowany, jak Fili uczył Doriana walki na dwa miecze.
     - Raz, dwa. Kontra. Trzy, cztery. Broń się! - komendował blondyn.
     - Zupełnie jak dawniej - powiedział Kili.
     Dorian zaśmiał się usłyszawszy to i już miał coś powiedzieć, ale dostał od Filiego po palcach. Chłopak odskoczył z krzykiem, a Kili wybuchł śmiechem. Fili był ostrym
i wymagającym nauczycielem.

     - Skup się, Dorian! - powiedział.
     Kili śmiał się z Doriana bezlitośnie, ale nagle Sybil pociągnęła go za włosy.
     - Przestań się wiercić, Ki! - warknęła. - Już prawie skończyłam.
     Plotła mu bowiem warkocze.
     Należy dodać, że wśród krasnoludów obrzęd ten miał ogromne znaczenie: pleść warkocze mogły sobie jedynie najbliższe osoby. Rytuał ten niezwykle zacieśniał więzi między nimi.
     - Fili, teraz twoja kolej - powiedziała po chwili.
     Kili wstał szybko, wziął od Filiego jeden z mieczy i powiedział:
     - No, Dorian, gotowy na porządne lanie?
     Chłopak uśmiechnął się złowieszczo. 
     - Zobaczymy. - Odparł, 
odrzucając jeden miecz. 
     Podczas gdy Sybil rozczesywała złote włosy siedzącego u jej stóp Filiego, na polance dało się słyszeć śpiew stali, lekki szum liści, delikatny szmer strumienia oraz ptasia muzyka.
     Kili znalazł to miejsce dzień po pamiętnej uczcie i błyskawicznie podzielił się swoim odkryciem z resztą. Od tamtej pory cała czwórka przesiadywała tam całymi godzinami. Czuli się bezpieczni - byli pewni, że nie dosięgną ich tam ciekawskie uszy i oczy. Co więcej, owo miejsce zdawało się być ukryte - znajdowało się na granicy parku okalającego Ostatni Przyjazny Dom i nie wiodła tam żadna ścieżka. Była to niemal idealnie okrągła polana, którą opływał niewielki strumień. Znajdowała się na niej kamienna ławka
i posąg jakiegoś elfa ubranego w zbroję, trzymającego miecz. Dookoła rosły buki, dęby
i sosny.

     Cała czwórka nadrabiała tam osiem lat rozłąki; mieli sobie wiele do wyjaśnienia.
I chociaż opowiedziane wtedy historie były w większości bardzo smutne, to wszyscy zapamiętali czas spędzony w tamtym miejscu jako bardzo szczęśliwy.

     Dorian upadł na twarz spektakularnie, potknąwszy się o nieprzypadkowo podstawioną nogę Kiliego. Młody krasnolud przycisnął klingę do pleców leżącego chłopaka. 
     - Poddajesz się? - zapytał z triumfalnym uśmieszkiem. 
     - Nigdy - usłyszał w odpowiedzi, a potem został wrzucony do strumienia.
     - Chłopcy, uspokójcie się! - krzyknęła Sybil, raczej dla zasady, nawet nie patrząc
w ich kierunku. Dwójka młodszych braci mocowała się teraz na ziemi, nie przejmując się tym, że tarzali się w wodzie strumienia.

     - Uwielbiam patrzeć na nich, gdy tak się bawią - powiedział Fili z zadumą.
     Sybil rozumiała. Wiedziała, jak to jest mieć młodszego brata i patrzeć z dumą jak bardzo wyrósł, zmężniał. Ponadto, rozpierała ją radość - pomimo tego, że przeszli tak wiele złego, ci dwaj wciąż potrafili być dziecinni oraz niewinni. Co więcej, zdumiała się, kiedy zauważyła, że Kili i Dorian byli podobni z twarzy. Wyglądali jak rodzeni bracia, gdy ganiali się między drzewami i oddalili się z krzykiem.
     Na polance zapanowała spokojna cisza, którą po jakimś czasie przerwała Sybil. 
     - Więc, wyjeżdżacie jutro?
     Zanim udzielono jej odpowiedzi, dziewczyna zmarszczyła brwi. Dlaczego jej ręce drżały? Przecież tyle razy czesała te złote włosy...
     - Tak, a wy razem z nami - odparł Fili hardo.    
     Sybil westchnęła z irytacją.
     - Fi… tłumaczyłam ci tyle razy! Nie możemy podróżować razem z wami! Możemy być jedynie waszymi cieniami i musisz się z tym pogodzić. A poza tym, bylibyśmy dodatkowym ciężarem dla Thorina…
     - Sybbie… wy nigdy nie bylibyście ciężarem. Co za absurd!
     - Ponadto, nie wiem czy masz pojęcie, jakie zamieszanie mogłaby wywołać jedna kobieta wśród tylu mężczyzn trzech różnych ras…
     Fili prychnął.
     - Sybil…
     - Wiem, że to na razie wszystko bardzo zagmatwane ale Thorin naprawdę nie może się o nas dowiedzieć…
     - Sybil
     - Mi i Dorianowi nic nie będzie, radziliśmy sobie w gorszych sytuacjach więc dlaczego mamy nie dać rady teraz…
     - PRZESTAŃ! - Fili ryknął, zrywając się na nogi. Spojrzał Sybil w twarz ze złością i od razu napotkał jej urażone spojrzenie.
     - Przepraszam… - dodał od razu. Wziął głęboki oddech, zbierając się na odwagę, po czym przemówił: 
     - Sybil, ja… nie chcę żyć w ciągłym strachu. Odkąd was spotkaliśmy boję się
o bezpieczeństwo twoje i Doriana, plus oczywiście Kiliego. Chcę, żebyśmy byli znowu wszyscy razem. Nie godzę się na kolejne rozstanie. Nie chcę was znowu stracić… ja… nie chcę stracić
ciebie.
     Dziewczyna otworzyła usta, lecz z zaskoczenia nie mogła wydobyć z siebie ani słowa,
i zarumieniła się lekko. Potem s
pojrzała mu w oczy niepewnie.
     - Fili? - szepnęła.
     - Sybil… ja… - powiedział cicho, delikatnie gładząc jej policzek. - Rzecz w tym, że…
     Ale ten intymny moment został przerwany przez młodszych braci, którzy wbiegli na polanę z mnóstwem liści we włosach i krzykiem na ustach. A jakże.
     Fili i Sybil w mgnieniu oka otrzęśli się, po czym błyskawicznie wrócili do swojego poprzedniego zajęcia.   
     - No i kto wygrał? - zapytał Fili, jak gdyby nigdy nic.

     - Remis, jak zawsze - zaśmiał się Dorian.
     Cała czwórka zamilkła, a Kili i Dorian dyszeli ciężko.   
     - Przychodzicie na dzisiejszą ucztę? - spytał Fili po chwili. 

     - Musimy - mruknęła Sybil z niezadowoleniem.
     - Jak to - „musicie”?- Kili powtórzył ze zdumieniem. 
     - A tak - odparł Dorian. - Lord Elrolnd wezwał mnie wczoraj na rozmowę. Wyraził swój
i jego ludzi smutek spowodowany tym, że nie zjawiamy się na wieczerzach. Musiałem mu powiedzieć o tym, jak przegięliśmy z Thorinem…

     - To było genialne! - wtrącił Kili. - Okrutnie się z nim zabawiliście! Teraz szuka was na każdej uczcie. On i Kompania pytają o was…
     - I co im mówicie? - przerwała Sybil, słyszalnie przestraszona. 
     - Och, po pierwsze, ja i Ki unikamy kontaktu z nimi – tłumaczył Fili. - Jeśli pytają, co robiliśmy cały dzień itd., to zbywamy ich jakimiś banalnymi wymówkami. Jeśli pytają
o was, mówimy, że jesteście znajomymi. Zwykłymi znajomymi.
Wymyślamy nawet jakieś wasze imiona i informacje o was... Może lepiej potem opowiemy wam szczegóły - dodał, widząc zaciekawienie na twarzach Doriana i Sybil. - Nie wiem jak długo jeszcze tak wytrzymamy. Znając Thorina, zrobi dosłownie wszystko, aby dowiedzieć się prawdy…
     - Wytrzymajcie jak najdłużej - niemal rozkazał Dorian. 
     - Jeśli odwalicie się tak jak ostatnio, to będzie to trudne - burknął Kili.
     - Wszystkie ubrania jakie podarował nam Lord Elrond są niezwykle piękne i zdobne - stwierdziła Sybil. - Poza tym, dzisiaj jest najkrótsza noc roku, więc będziemy musieli ubrać się bardzo odświętnie.
     - Szykuje się niezła impreza. - Dorian mrugnął łobuzersko.
     - O taaak - przytaknął Fili dosyć złowieszczym tonem.

 ***
     Nad wodą znajdowała się bardzo duża polana. Na jej brzegach zostały rozstawione liczne kamienne stoły, a na drzewach uwieszono lampy świecące czystym, białym blaskiem. Wszyscy biesiadnicy podziwiali tańczące i śpiewające elfy, a czas umilała im słodka muzyka wypełniająca polanę.  
     Ale przy stole znajdującym się na podwyższeniu nie wszyscy dobrze się bawili.
     Gandalf niemal słyszał pytania i wątpliwości przemykające przez umysł siedzącego obok Thorina Dębowej Tarczy. I wcale nie dotyczyły one run księżycowych odczytanych przez Elronda.
     - Przybyłeś w samą porę, jak zawsze, Elrondzie.
     - Tym razem zostałem ostrzeżony.

     Tak oto czarodziej dowiedział się o dzieciach Brandona i Kory. Wszystko zaczęło układać się w logiczną całość: to tę dwójkę zobaczył w echach snu Kiliego. To oni byli przyczyną tak nagłej zmiany w zachowaniu synów Dis. To dlatego przez całą podróż do Rivendell wyczuwał czyjąś niedaleką obecność.  Dokuczało mu to do tego stopnia, że zostawił krasnoludy i przeszukiwał okolicę. Pożałował tego, bo w ostatniej chwili uratował Kompanię przed trollami. Jednak cała historia zakończyła się szczęśliwie, a patrzenie teraz, jak Król pod Górą się męczył, irytowało Gandalfa.
     „Tajemnice, tajemnice, za niedługo zaplączą się w nich i znikną” - pomyślał czarodziej. Nie zgadzał się bowiem z Elrondem, chcącym utrzymać obecność Doriana i Sybil
w sekrecie. Jego zdaniem Thorin powinien dowiedzieć się o swoich szalonych obrońcach. Jednakże uszanował decyzję Elronda, wiedząc, że był on osobą bardziej światłą
i doświadczoną.

     Zerknął na Filiego i Kiliego, niecierpliwie rozglądających się po polanie. Uśmiechnął się pod nosem.
     W istocie, najkrótsza noc roku będzie bardzo długa.

***
     Myśleli, że Dorian i Sybil niczym ich nie zaskoczą.
     Kiedy młodzi ludzie weszli na polanę, Fili i Kili zrozumieli jak bardzo się mylili.
     Nie obeszło się bez obryzgania twarzy winem oburzonego Balina i Dwalina.
     Gdy Sybil i Dorian szli pomiędzy stołami, Fili i Kili dławili się i mieli atak kaszlu.
     Nie no, tym razem to już przesada.
     Odwalili się jak jakieś elfie paniątka.
     Dorian miał na sobie czarne buty, tunikę podobnie skrojoną jak poprzednia, całą
w jednolitym kolorze szafirowym. Ale tak intensywnym szafirowym, jakby sam materiał był wykonany z tych kamieni. Zarzucił na siebie elfią pelerynę naszywaną mithrilem. Włosy miał uczesane jak elf, a na głowie diadem z mithrilu, z kamieniem w kształcie łzy osadzonym pośrodku. Klejnot ten świecił blaskiem gwiazd.

     Sybil była ubrana w suknię przepasaną pod biustem, luźną i powłóczystą, z delikatnego materiału w tym samym kolorze co tunika Doriana. Suknia miała naszywane mithrilem gwieździste wzory, rękawy sięgające ziemi, odkrywała też ramiona. Włosy Sybil miała uczesane w kok, który był przykryty delikatną srebrną siatką z mnóstwem maleńkich błyszczących klejnotów.
     Kiedy Fili i Kili w końcu doszli do siebie, zgodzili się, że oczekują wyjaśnień.
     Gdy Kili spojrzał na podwyższenie, zobaczył, że Thorin gapił się na Doriana i Sybil.
     Trzeba było to odpowiednio rozegrać. Młode krasnoludy nie ruszyły się z miejsca, tylko patrzyły z niedowierzaniem na swoje ludzkie rodzeństwo, posilające się kilka stołów dalej. Musieli zaczekać, aż jakieś elfy zaciągną ludzi do rozmowy. Gdy  po niedługim czasie Dorian i Sybil zaczęli krążyć między elfami, dyskutując i śmiejąc się, Fili i Kili wstali od stołu i obrali zupełnie okrężną drogę, aby dotrzeć do tych dwóch dusz towarzystwa. Dorian
i Sybil byli rozchwytywani. Zostali nawet wciągnięci do tańca.

     Kiedy młodzi ludzie rozmawiali z dwoma elfami i znajdowali się wystarczająco daleko od podwyższenia, krasnoludy przerwały im rozmowę. A gdy niejaki Fingwid oraz Dinendal odeszli…
     - Skąd ty u licha wytrzasnąłeś ten diadem, Dorian?
     - Fajny fryz Sybil.
     - Wiecie, że Thorin się gapi?
     - Wyglądacie jak elfie paniątka!
     - Nie przesadziliście przypadkiem?
     - DOŚĆ! - krzyknął Dorian.
     - Dorian dostał diadem od Elronda - wytłuczyła Sybil beztroskim tonem. - Mi fryzurę układała Ireth, jakby była zwykłą służką. Dopóki się patrzy, Thorin jest nieszkodliwy. Tak, wiemy, że wyglądamy zabójczo. Być może faktycznie troszeczkę przegięliśmy. Ale to nasza ostatnia noc tutaj, wiecie?
     - Wyjeżdżacie z nami? - głos Kiliego był pełen nadziei.
     - W tym samym dniu co wy, ale o zmierzchu - odparł Dorian.
     - Ależ się uparliście! - fuknął Fili z irytacją.
     - A zawsze myślałam, że to krasnoludy są najbardziej uparte - zachichotała Sybil.
     Wykłócali się i przekomarzali przez chwilę, po czym Fili powiedział:
     - Sybil, chciałbym z tobą porozmawiać na osobności.
     Dziewczyna zarumieniła się, a Dorian i Kili wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
     Gdy Fili razem z Sybil szedł do ich miejsca, zastanawiał się, czy wypił wystarczająco dużo, żeby powiedzieć to, co chciałby.

***
     Kili zabrał swój kielich wina i usiadł przy Dorianie, na miejscu Sybil.
     - To było do przewidzenia - stwierdził krasnolud.
     - Ale mi wygląda jak kazirodztwo! – skrzywił się chłopak.
     - Najwyraźniej będziesz musiał zmienić punkt widzenia - Kili poklepał Doriana po ramieniu.
     - Zostaliśmy sami… co robimy? - zapytał Dorian po chwili milczenia.
     - Cóż, jesteśmy otoczeni przez piękne elfki… Żal byłoby nie skorzystać - krasnolud mrugnął łobuzersko.
     Dorian kiwnął głową z porozumiewawczym uśmiechem. Wypił duży łyk wina
i powiedział:

     - Prowadź.
     Potem zaczepili pierwsze elfki z brzegu, którymi okazała się Ireth i jej przyjaciółka Arien.
     W istocie, najkrótsza noc roku będzie bardzo długa

***
     Patrzył na nich, gdy weszli na polanę i rozsiewali wokół siebie ciszę.
     Gdy tańczyli, rozmawiali i śmiali się z elfami.
     Był pewny, że ich zna. Być może… Nie, to głupie…
     W jakiś sposób bardzo przypominali mu Brandona i Korę.  
     Thorin uśmiechnął się na wspomnienie swoich przyjaciół. Byli dla niego tacy dobrzy
i wyrozumiali.
A ich dzieci... Zalała go fala ciepła, gdy przypomniał sobie, jak Sybil uparcie przesiadywała w jego kuźni, zadręczając go pytaniami, jak się robi to czy tamto. Albo gdy Dorian niemal wchodził mu na głowę każdego wieczora, gdy wracał do domu po ciężkim dniu pracy, chcąc się z nim bawić.
     Nie… ci dwoje to nie mogli być Brandon i Kora. Chociażby dlatego, że ich dom znajdował się setki mil stąd; co oni mogliby u licha robić w Rivendell? Poza tym, Brandon miał kruczoczarne włosy, nie brązowe i był znacznie wyższy. Kora natomiast nie była tak szczupła i drobna.
     Może ci dwoje to jacyś bliscy krewni tej rodziny, o których nie wiedział?
     Nie było go w Ettinor osiem lat. Musiał się dowiedzieć, jak się mieli jego przyjaciele.
     To było bardzo niegrzeczne, aby odejść od stołu przed gospodarzem, ale Thorinowi nie zależało tak bardzo na przyjaźni Elronda Półelfa.
     Thorin był bardziej niż zdumiony, gdy zobaczył, że Fili wychodził gdzieś z dziewczyną,
a przez umysł przemknęły mu myśli niegodne króla. Momentalnie wstał z krzesła.

     - Dlaczego odchodzisz, Thorinie? - spytał Gandalf, jakby urażony jego zachowaniem.
     - Idę po wyjaśnienia.

***
     Bilbo patrzył z rozbawieniem, jak chłopcy puścili w obroty cały swój urok osobisty. Zdobywali coraz większą rzeszę fanek. Jednakże Dorian miał przewagę, gdyż znał elfickie tańce, i co rusz zapraszał do niego inne elfki, co się Kiliemu wyraźnie nie podobało. Hobbit zachichotał. 
     - Co cię tak śmieszy, panie Baggins? - Bilbo usłyszał ten wspaniały, głęboki głos za plecami.
     Odwrócił się błyskawicznie i spojrzał prosto w szafirowe oczy swojego Króla.
     - N-nic…  j-ja tylko przypomniałem sobie c-coś zabawnego - wyjąkał przestraszony.      Thorina najwyraźniej nie interesowało, co Hobbit miał do powiedzenia, jak zwykle. Król
z uwagą przyglądał się
 Dorianowi i Kiliemu.
     - Czy wiesz, kim jest ten chłopak, który rozmawia z Kilim, Włamywaczu? - spytał Thorin. 
     - Nie… wiem tylko tyle, co ty; że to zwykły znajomy - skłamał Hobbit.  
     Thorin nic nie odpowiedział, tylko się oddalił. Po kilku sekundach Bilbo pojął, dokąd jego Król zmierzał.
     Och nie.  Hobbit musiał go powstrzymać. Przecież obiecał. Obiecał Sybil dyskrecję…
     - Nie możesz tam iść! - krzyknął do Thorina.
     To momentalnie zatrzymało krasnoluda. Odwrócił się i spojrzał na Niziołka wściekle.
     ,,Nie możesz! Nie możesz?! Właśnie rozkazuję Królowi pod Górą!” - Bilbo skarcił się
w myślach.
 
     - Niby dlaczego?-  syknął Thorin, zbliżając się powoli do Bilba.
     - Bo… bo… - O rany, rany, co on mógł na to odrzec? - Ponieważ… eee… zepsujesz im zabawę! - odpowiedział szybko Bilbo. - Zobacz… rozmowy z elfkami bardzo dobrze im idą!
     - Jeśli im przerwę, niewiele stracą - prychnął Thorin pogardliwie, po czym odszedł szybkim krokiem.
     Bilbo rozglądał się rozgorączkowany dookoła w poszukiwaniu ratunku, czegokolwiek... W końcu obiecał! Przecież obiecał… przecież, przecież…
     Spojrzał na podwyższenie, a oczy Elronda przeszyły go na wskroś.
     - Błagam… - szepnął.
     Pan Rivendell wstał od stołu, ogłaszając tym samym ucztę za zakończoną.
     Bilbo odetchnął z ulgą głośno. Thorin był już tak blisko celu!
     Teraz wszyscy przechodzili do Sali Ognia w stosownym porządku, a więc Król pod Górą musiał opuścić polanę jako jeden z pierwszych.
     Gdy Thorin wyszedł, Bilbo myślał tylko o tym, jakiego zrobił z siebie idiotę.

***
     Usadził ją na ławce. Było to dla niego całkiem wygodne, ponieważ mógł wtedy spojrzeć jej w twarz, nie zadzierając głowy. Utonął w jej ciepłych, ciemnobrązowych oczach. Chciałby nie musieć wyjaśniać nic. Tylko patrzeć.
     Jego lodowato niebieskie oczy spoglądały na nią z czułością i miłością. Patrzyły już tak, gdy była mała, ale… w jego spojrzeniu jest coś nowego… coś…
     Dlaczego jej serce biło tak szybko? Przecież mu ufała, do czegokolwiek zmierzał, zdejmując delikatnie siatkę z jej włosów i rozplątując kok…
     Szkoda było niszczyć tak misterną robotę, ale uwielbiał, gdy miała rozpuszczone włosy. Kiedy spłynęły falami po jej plecach, zatopił w nich dłonie. Były bardziej miękkie niż przypuszczał.
     Przyjemny dreszcz przeszedł jej ciało. Na miłość Valarów, co on wyprawiał? I dlaczego ona czuła, że płonie? Dlaczego chciała w tej chwili zrobić tylko jedno? Przecież to jej brat.
     Teraz dopiero zwrócił uwagę na jej nagie ramiona. Przesunął po nich delikatnie opuszkami palców. Jej skóra była tak gładka...
    Chwilę potem otrząsnął się z tej dziwnej fascynacji i zamarł w bezruchu. Na litość Mahal, dlaczego on to robi? Dlaczego nie może się powstrzymać? Przecież to jego siostra.    
     Fili znów spojrzał dziewczynie w oczy, wziął głęboki oddech, po czym wyrzucił z siebie:
     - Sybil, coś się zmieniło. W sposobie, w jakim o tobie myślę. Zapamiętałem cię jako moją małą upartą siostrzyczkę. Nie podejrzewałem, że ludzie dorastają tak szybko. Jesteś teraz młodą kobietą, mentalnie jesteśmy w podobnym wieku.  Kiedy to zrozumiałem, byłem w niemałym szoku. Nie byłem na to gotowy i… Sybil, przepraszam, jeżeli to co zaraz zrobię cię obrzydzi, ale muszę zrozumieć, co się ze mną dzieje... 
     Co Fili wiedział od dawna, był dobrym uwodzicielem. Cieszył się powodzeniem wśród kobiet nie tylko swojego plemienia.
    Jednak kiedy pocałował Sybil i nie czuł normalnego przy tym pożądania, był trochę zaskoczony. Tu było coś więcej… coś… co sprawiało, że mógł poprzestać na tym, że czerpał przyjemność tylko z tego.   
     Czy ją to obrzydza? Ależ skąd. A może powinno? Tego sama nie wiedziała. Wiedziała tylko, że czuła się wspaniale.
     Gdy Sybil zarzuciła ręce na jego szyję, Fili owinął swoje wokół talii dziewczyny
i przysunął ją bliżej.
Ona uśmiechnęła się w pocałunku.
     W istocie, najkrótsza noc roku będzie bardzo długa.
_____________________________
Och tak, ta noc była baaardzo długa.
No i w końcu wiadomo, co z Gandalfem.
Fili i Sybil... jak powiedział Kili, to było do przewidzenia.
#Co do przechodzenia do Sali Ognia... skoro chodzono tam w jakieś ważne święta, to pomyślałam, że najkrótsza noc roku jest jednym z nich. 

wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział 4.

UWAGA! WĄTEK THILBO BAGGINSHIELD!
______________________________

     Bilbo tym razem nie daruje tym łobuzom. Znowu zniknęli! W dodatku przepadło sporo piwa, ku przerażeniu mającego nad nim pieczę Bombura, z którym Hobbit właśnie zakończył wartę… To musiało mieć ze sobą jakiś związek. Bilbo nie miał pojęcia jakim cudem chłopcy wymknęli się z obozu niezauważeni, na dodatek wykradając tyle trunku, ale to nie wróżyło nic dobrego.
     Hobbit czuł się wyjątkowo zobowiązany, aby dbać o bezpieczeństwo siostrzeńców Thorina. Thorin… ten majestatyczny, silny krasnolud, o nieziemskim głosie i cudnych szafirowych oczach, Król pod Górą, wspaniały lider…
     Bilbo potrząsnął głową. Nie czas na takie myśli! Najważniejsze teraz było pytanie - gdzie ci dwaj mogli udać się z piwem?
     Wszędzie. Niziołek westchnął z irytacją. No pomocne, doprawdy.
     Pan Baggins wypatrywał wszelkich znaków na niebie i na ziemi mogących doprowadzić go do drogich mu krasnoludów. A wtedy jego bystre hobbickie oczy wypatrzyły światło. Jakiś jasny punkt znajdujący się dosyć daleko od miejsca gdzie stał, przynajmniej milę.
     I co teraz począćZawiadomić kogoś o tym, czy sprawdzić samemu? Po niedługiej wewnętrznej walce, ostatecznie w Bilbie zwyciężył Tuk, co go akurat nie zdziwiło.
     Będący teraz na warcie Oin i Gloin oraz reszta Kompanii raczej nie zauważą jego nieobecności. Na pewno nie, jeśli tylko ułoży koce w swoim śpiworze w odpowiedni sposób, tak jak Fili i Kili. Ponadto wartownicy byli zbyt pochłonięci rozważaniami, czy aby na pewno Bombur sam nie wypił całego zaginionego trunku.
     Zdawałoby się, że wieczność całą zajęło mu zbliżenie się do tamtego jaśniejącego punktu, który, tak jak Hobbit podejrzewał, okazał się być ogniskiem. Już z oddali Niziołek usłyszał dwa znajome śmiechy oraz dwa obce. Co to miało znaczyć? Hobbit przyspieszył kroku i podkradł się bardzo blisko, niezauważony.
     Na widok osób zgromadzonych wokół ognia opadła mu szczęka.
     Fili, Kili oraz...
     Bilbo zamrugał. Potem zamrugał znowu. I raz jeszcze. 
Następnie przetarł oczy, lecz przekonał się, że wciąż patrzył na to samo. Wzrok go zatem nie zawodził. Hobbit zmarszczył brwi.   
     „Coś tu nie gra" - myślał intensywnie. - "Fili i Kili zabierają piwo, wymykają się z obozu tylko po to by napić się go z… kim oni są, tak właściwie?". 
     Skupił swoją uwagę na dwójce nieznajomych. Wyglądali oni po części jak elfy, po części jak ludzie i byli niewielkiego wzrostu, mimo to przerastali chłopców o głowę… Elfy to istoty wysokie (dosłownie i w przenośni), a więc chłopak i dziewczyna byli młodymi ludźmi! I to nie takimi zwyczajnymi ludźmi, o nie.
     "Muszą być kimś wyjątkowym dla Filiego
i Kiliego" - stwierdził Bilbo w myślach 
     Widać to było na pierwszy rzut oka. Hobbit nie widział do tej pory młodych dziedziców Durina tak szczęśliwych. Zachowywali się niesamowicie swobodnie w towarzystwie tych dwojga, jakby znali się z nimi od zawsze. To samo tyczyło się ludzi. Przepychanki, zapasy, kawały, żarty i kpiny, śmiechy i radosne śpiewy - to wszystko ujrzał Bilbo obserwując lekko wstawioną czwórkę.        
     Nagle ktoś wpadł na pomysł konkursu tanecznego bez muzyki. Hobbit przewrócił oczami na tak niedorzeczne zajęcie, lecz 
ciekawsko przyglądał się pierwszej parze startującej w konkurencji. 
     Chłopak i dziewczyna.   
      „Z twarzy i wzrostu są praktycznie identyczni! Rodzeństwo,
z pewnością” - pomyślał pan Baggins.

     Ustawili się naprzeciw siebie.
     - Sybil - chłopak ukłonił się z gracją.
     - Dorianie - dziewczyna dygnęła wdzięcznie.
     - Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zatańczysz ze mną?
     - Z miłą chęcią, bracie - odparła dziewczyna, z trudem zachowując powagę.
     Zatańczyli jeden z tańców ludzi, którym otwierano większość balów. Układ był dosyć poważny i stonowany, wymagający gracji oraz umiejętności. Rodzeństwo radziło sobie znakomicie. Tańcząc nawet  na królewskim dworze przynieśliby chlubę swej rodzinie. Gdy skończyli, rozległy się żywe oklaski.
     Następnie startowało drugie rodzeństwo. Fili i Kili zatańczyli jeden z tańców krasnoludów, bardzo wesoły, żywiołowy i spektakularny. Wśród „publiczności” wielokrotnie rozbrzmiało pełne napięcia  „ooch!” i „aach!”, a potem gromkie brawa.
     Bilbo nie miał pojęcia komu przyznałby w tym monecie laur zwycięzcy.

     Potem Kili i Dorian tańczyli razem, lecz to nie był taniec, to było przedstawienie! Chłopcy zachowywali tyle powagi i dworności, gdy tańczyli poważny taniec ludzkich elit. Później jeszcze nawiązał się między nimi zabawny dialog parodiujący sposoby wysławiania się wyższych sfer. Fili i Sybil płakali ze śmiechu. Bilbo również uśmiał się co nie miara, po cichu, ale jednak.
     Kolejną parą byli Kili i Sybil. Tańczyli taniec krasnoludów, w którym, ku uciesze wszystkich, to Kili znajdował się na miejscu partnerki, i zostawał co chwila wyrzucany
w powietrze jak dziecko. Och, jakież to komiczne! Bilbo również, tak jak Fili i Dorian, płakał ze śmiechu, chociaż nadal starał się siedzieć cicho. 

     Przedostatnią parą biorącą udział w konkursie byli Dorian i Fili. Ku zaskoczeniu Bilba, zatańczyli taniec hobbicki! Prosty, wesoły i radosny taniec, często praktykowany na urodzinach i tego typu okazjach. Patrzyło się na to z przyjemnością, aż serce rosło. Gromkie brawa, gromkie brawa!
     Ale to ostatnia para wygrała. Fili i Sybil zatańczyli taniec elfów. Bilbo początkowo nie mógł się nadziwić, skąd oni znali ten taniec, jednakże nie przejmował się tym przez czas dłuższy niż parę chwil. Jedyne, co mógł zrobić, to nie odrywać od nich wzroku. Ta para wzbudzała czysty zachwyt. Szczerze, Bilbo nie spodziewał się po Filim takiego wdzięku. Biło do niego królewskie dostojeństwo. Dziewczyna natomiast przewyższała gracją niejedną elfkę. To był taniec elit wśród elit, ale nie zatańczony dla kpiny. Układ wprost urzekał, a muzyka jakby sama zaczynała grać w uszach.
     Gdy skończyli, ogłoszono ich zwycięzcami.

     Kiedy Sybil i Fili ukłonili się po raz setny, a oklaski ucichły, w końcu, cała czwórka tarzała się po ziemi i śmiała do łez. Bilbo nie pochwalał takiej nieostrożności.
     - Jak wspaniale się z wami zobaczyć. Było nam bez was smutno i trudno - rzekł Dorian.
     - Uwierz mi, nam również - odparł Fili.
     Milczeli przez dłuższą chwilę, wpatrując się w niebo.
     - Mam wrażenie, że jesteśmy prawdziwym  rodzeństwem, a wy? - powiedział Kili.
     - W rzeczy samej. I w końcu jesteśmy w komplecie! - Sybil przytaknęła radośnie, rozkładając ramiona ku niebu.
     - Może będziemy się tak spotykać co każde siedem dni? - zaproponował Fili
     - Tak! - Chórem odpowiedziała reszta.
     - Ale za kilka najbliższych dni wypada, że będziemy w Rivendell - mruknął Kili
     - Daj spokój, wuj nie da się na to namówić! - sprzeciwił się Fili.
     - A jeśli tak, to co? - zapytał młodszy krasnolud.
     - To przybędziemy do Rivendell - powiedział Dorian z uśmiechem
     - I ujawnicie się?! - krzyknął Kili
     - Być może… - Sybil odparła tajemniczo
     - Błagamy was! - jęknął Fili
     - Zobaczymy - Dorian uciął rozmowę ze złowieszczym uśmiechem.
     - Co knujecie? - zapytał Kili z podejrzliwością w głosie.
     Bilbo zachichotał. A więc istniał ktoś, kto potrafił przewyższyć synów Dis w snuciu intryg.
     - Przekonacie się sami - Sybil stwierdziła stanowczo, ucinając dyskusję.
     Potem długo panowała cisza.
     - Ykhm, zamierzacie tu z nami spać? - warknęła Sybil.
     - A dlaczego nie? - odparł Fili wyzywająco.
     - Och, no tak, zapomniałem, że jesteśmy podobnym stopniu szaleni - stwierdził Dorian, lekko sarkastycznie.
     Reszta zaśmiała się.
     - Odejdziemy, gdy powiecie nam jedno - rzekł Kili.
     - Cóż to takiego? - mruknęła Sybil niepewnie.
     - Co rozumiecie przez ,,życie za życie"? - zapytał Fili.
Sybil i Dorian wymienili spojrzenia, jakby pytając siebie nawzajem, czy odpowiedzieć krasnoludom, czy też nie.    
     W końcu Sybil zaczęła powoli:

     - Nie pamiętacie? Thorin uratował naszą matkę i ojca od strasznej śmierci, sam ryzykując życie. Nie wiem, co by się z nami stało, gdyby nie on… Jesteśmy mu za to tak nieopisanie wdzięczni - przez głos dziewczyny przelała się fala smutku, która zaniepokoiła krasnoludów i sprawiła, że Kili spytał:
     - Właśnie, jak się mają wasi wspaniali rodzice?     Dorian i Sybil znieruchomieli, a na ich obliczał rysował się wielki smutek oraz ból. Dorian zacisnął usta i wpatrywał się tępo w ziemię, milcząc. Natomiast Sybil wzięła głęboki oddech, zacisnęła pieści i przymknęła oczy, po czym rzekła:
- Rzecz w tym, że Azog i jego banda zawitali do wioski i-i… i tata zginął w obronie mamy przebity mieczem przez samego Azoga, a-a mama umarła zasłaniając nas własnym ciałem, przeszyta s-strzałą przez jednego z podkomendnych Białego Orka. Potem… chcieli pojmać nas, ale poświencenie rodziców nie poszła na marne i zdołaliśmy uciec. Nie mieliśmy do czego wracać. Splądrowali i spalili wszystko
     Sybil wybuchła płaczem, kryjąc twarz w dłoniach.  

     Fili i Kili patrzyli na Doriana i Sybil z wytrzeszczonymi oczami, oniemieli, z kącików ich oczu wypływały łzy.
     - To było ponad dwa lata temu - odezwał się Dorian załamującym się głosem, przytuliwszy Sybil. - Od tamtego czasu tułamy się po świecie bez celu. Ale teraz wy staliście się sensem naszego życia. Odkąd odkryliśmy spisek Azoga, by zabić Thorina… Nie pytajcie w jakich okolicznościach… - Sybil załkała, a chłopak westchnął drżąco, po czym zaczął kiwać się w przód i w tył z siostrą w ramionach. - Robimy wszystko aby temu zapobiec. Polega to głównie na uprzykrzaniu temu potworowi życia. Wy, Dis, a przede wszystkim Thorin, daliście nam tyle szczęścia. Kili pokazał Sybil jak się strzela z łuku. Ty, Fili mnie, jak się walczy na miecze. Gdy spotkaliśmy was po raz pierwszy, niezwykle zaimponowała nam wasza umiejętność posługiwania się bronią, dlatego tak błagaliśmy was, aby nam pokazać, jak to się robi. Po waszym odejściu doskonaliliśmy to, czego nas nauczyliście. Gdyby nie wy, zginęlibyśmy razem z rodzicami, albo niedługo potem. Ponadto, gdyby Thorin nie wykuł tego wspaniałego oręża w podarunku dla naszego ojca, wielokrotnie poniósłbym śmierć. Nasze życie poświęcamy wam, dlatego, że dzięki wam wciąż istniejemy. Nie spoczniemy, dopóki nie będziemy pewni, że jesteście bezpieczni.
     Fili i Kili zaniemówili. Byli wyraźnie zdruzgotani na wieść o śmierci tego małżeństwa.
Z niedowierzaniem i nie mniejszym współczuciem wpatrywali się
w Doriana i Sybil. 
     - Wy… wy nie zasługujecie na taki los! - sprzeciwił się Kili. - Jesteście młodymi ludźmi, którzy powinni cieszyć się życiem! Dlaczego ponosicie tak wielką ofiarę?   
     Sybil uwolniła się z uścisku brata i odparła już spokojnie:
     - To była moja i Doriana wspólnie podjęta decyzja. Po ataku orków nie mieliśmy domu, ani pieniędzy na jego zakup, ani umiejętności na ich zarobienie. Wszędzie byliśmy niechciani. Dwa koszmarne lata walczyliśmy o przetrwanie. Gdy zrozumieliśmy, co zamierza Azog, zgodziliśmy się, że nie możemy przyglądać się temu bezczynnie. Nie możemy pozwolić, aby zło tym razem zwyciężyło. Aby wasza rodzina została rozdarta. Chociaż nasze możliwości są niewielkie… to zrobimy co się da, aby nie pozwolić was skrzywdzić - oświadczyła z zaciętością. 
     Bilbo był zdumiony. Nie znał Dużych Ludzi od tej strony. Jak to się stało, że te praktycznie dzieci dźwigały tak wielkie brzemię? Że ta szlachetna decyzja została podjęta przez tak młode osoby?
     Bilbo poczuł wzrastającą w nim złość na myśl o rodzinnej tragedii Doriana i Sybil. Uważał, że to niedopuszczalne, aby tacy wspaniali ludzie tyle cierpieli. Podziwiał to rodzeństwo. Bilbo zrozumiał, dlaczego Fili i Kili darzyli Doriana i Sybil uczuciem. Zdał sobie również 
sprawę, że usłyszał wystarczająco.
     Ze łzami w oczach i ściśniętym gardłem obserwował, jak cała czwórka przytulała się teraz i szlochała. Hobbit zrozumiał, że czas na niego. Fili i Kili na pewno poradzą sobie
z powrotem do obozu.

     Jednakże Hobbit przede wszystkim potrzebował teraz chwili samotności, by zmierzyć się z natłokiem myśli. Czuł się przytłoczony ciężarem nowo poznanego sekretu. Jak długo zdoła go utrzymać? Nie chciał być posiadaczem tej wiedzy.
_____________________________

Po prostu musiałam wmieszać naszego poczciwego hobbita w intrygę.
#Co do tych tańców - nie widzę nic zdrożnego w tym, że tańczą ze sobą dwaj chłopcy.
#Uważam, że Thilbo Bagginshield (czyli rzekomy romans Bilba Bagginsa
i Thorina 
Dębowej Tarczy) jest chorą nadinterpretacją, co nie zmienia faktu, że uwielbiam ten wątek. Będzie zawarty w moim "dziele" wielokrotnie. Bawi mnie, jeżeli kogoś tym wkurzyłam.
#Co do tagów (czy też etykiet) poniżej, to są one po angielsku, bo... bo tak. Po prostu po angielsku zużywam mniej słów, by wyrazić to, co chcę (a etykiety mają niewielki limit długości).