Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fancy clothes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fancy clothes. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 lutego 2014

Rozdział 8.

ATTENTION! THILBO BAGGINSSHIELD!
______________________________

     Kili siedział na ziemi, oparty plecami o nogi siedzącej na ławce Sybil. Patrzył niczym zahipnotyzowany, jak Fili uczył Doriana walki na dwa miecze.
     - Raz, dwa. Kontra. Trzy, cztery. Broń się! - komendował blondyn.
     - Zupełnie jak dawniej - powiedział Kili.
     Dorian zaśmiał się usłyszawszy to i już miał coś powiedzieć, ale dostał od Filiego po palcach. Chłopak odskoczył z krzykiem, a Kili wybuchł śmiechem. Fili był ostrym
i wymagającym nauczycielem.

     - Skup się, Dorian! - powiedział.
     Kili śmiał się z Doriana bezlitośnie, ale nagle Sybil pociągnęła go za włosy.
     - Przestań się wiercić, Ki! - warknęła. - Już prawie skończyłam.
     Plotła mu bowiem warkocze.
     Należy dodać, że wśród krasnoludów obrzęd ten miał ogromne znaczenie: pleść warkocze mogły sobie jedynie najbliższe osoby. Rytuał ten niezwykle zacieśniał więzi między nimi.
     - Fili, teraz twoja kolej - powiedziała po chwili.
     Kili wstał szybko, wziął od Filiego jeden z mieczy i powiedział:
     - No, Dorian, gotowy na porządne lanie?
     Chłopak uśmiechnął się złowieszczo. 
     - Zobaczymy. - Odparł, 
odrzucając jeden miecz. 
     Podczas gdy Sybil rozczesywała złote włosy siedzącego u jej stóp Filiego, na polance dało się słyszeć śpiew stali, lekki szum liści, delikatny szmer strumienia oraz ptasia muzyka.
     Kili znalazł to miejsce dzień po pamiętnej uczcie i błyskawicznie podzielił się swoim odkryciem z resztą. Od tamtej pory cała czwórka przesiadywała tam całymi godzinami. Czuli się bezpieczni - byli pewni, że nie dosięgną ich tam ciekawskie uszy i oczy. Co więcej, owo miejsce zdawało się być ukryte - znajdowało się na granicy parku okalającego Ostatni Przyjazny Dom i nie wiodła tam żadna ścieżka. Była to niemal idealnie okrągła polana, którą opływał niewielki strumień. Znajdowała się na niej kamienna ławka
i posąg jakiegoś elfa ubranego w zbroję, trzymającego miecz. Dookoła rosły buki, dęby
i sosny.

     Cała czwórka nadrabiała tam osiem lat rozłąki; mieli sobie wiele do wyjaśnienia.
I chociaż opowiedziane wtedy historie były w większości bardzo smutne, to wszyscy zapamiętali czas spędzony w tamtym miejscu jako bardzo szczęśliwy.

     Dorian upadł na twarz spektakularnie, potknąwszy się o nieprzypadkowo podstawioną nogę Kiliego. Młody krasnolud przycisnął klingę do pleców leżącego chłopaka. 
     - Poddajesz się? - zapytał z triumfalnym uśmieszkiem. 
     - Nigdy - usłyszał w odpowiedzi, a potem został wrzucony do strumienia.
     - Chłopcy, uspokójcie się! - krzyknęła Sybil, raczej dla zasady, nawet nie patrząc
w ich kierunku. Dwójka młodszych braci mocowała się teraz na ziemi, nie przejmując się tym, że tarzali się w wodzie strumienia.

     - Uwielbiam patrzeć na nich, gdy tak się bawią - powiedział Fili z zadumą.
     Sybil rozumiała. Wiedziała, jak to jest mieć młodszego brata i patrzeć z dumą jak bardzo wyrósł, zmężniał. Ponadto, rozpierała ją radość - pomimo tego, że przeszli tak wiele złego, ci dwaj wciąż potrafili być dziecinni oraz niewinni. Co więcej, zdumiała się, kiedy zauważyła, że Kili i Dorian byli podobni z twarzy. Wyglądali jak rodzeni bracia, gdy ganiali się między drzewami i oddalili się z krzykiem.
     Na polance zapanowała spokojna cisza, którą po jakimś czasie przerwała Sybil. 
     - Więc, wyjeżdżacie jutro?
     Zanim udzielono jej odpowiedzi, dziewczyna zmarszczyła brwi. Dlaczego jej ręce drżały? Przecież tyle razy czesała te złote włosy...
     - Tak, a wy razem z nami - odparł Fili hardo.    
     Sybil westchnęła z irytacją.
     - Fi… tłumaczyłam ci tyle razy! Nie możemy podróżować razem z wami! Możemy być jedynie waszymi cieniami i musisz się z tym pogodzić. A poza tym, bylibyśmy dodatkowym ciężarem dla Thorina…
     - Sybbie… wy nigdy nie bylibyście ciężarem. Co za absurd!
     - Ponadto, nie wiem czy masz pojęcie, jakie zamieszanie mogłaby wywołać jedna kobieta wśród tylu mężczyzn trzech różnych ras…
     Fili prychnął.
     - Sybil…
     - Wiem, że to na razie wszystko bardzo zagmatwane ale Thorin naprawdę nie może się o nas dowiedzieć…
     - Sybil
     - Mi i Dorianowi nic nie będzie, radziliśmy sobie w gorszych sytuacjach więc dlaczego mamy nie dać rady teraz…
     - PRZESTAŃ! - Fili ryknął, zrywając się na nogi. Spojrzał Sybil w twarz ze złością i od razu napotkał jej urażone spojrzenie.
     - Przepraszam… - dodał od razu. Wziął głęboki oddech, zbierając się na odwagę, po czym przemówił: 
     - Sybil, ja… nie chcę żyć w ciągłym strachu. Odkąd was spotkaliśmy boję się
o bezpieczeństwo twoje i Doriana, plus oczywiście Kiliego. Chcę, żebyśmy byli znowu wszyscy razem. Nie godzę się na kolejne rozstanie. Nie chcę was znowu stracić… ja… nie chcę stracić
ciebie.
     Dziewczyna otworzyła usta, lecz z zaskoczenia nie mogła wydobyć z siebie ani słowa,
i zarumieniła się lekko. Potem s
pojrzała mu w oczy niepewnie.
     - Fili? - szepnęła.
     - Sybil… ja… - powiedział cicho, delikatnie gładząc jej policzek. - Rzecz w tym, że…
     Ale ten intymny moment został przerwany przez młodszych braci, którzy wbiegli na polanę z mnóstwem liści we włosach i krzykiem na ustach. A jakże.
     Fili i Sybil w mgnieniu oka otrzęśli się, po czym błyskawicznie wrócili do swojego poprzedniego zajęcia.   
     - No i kto wygrał? - zapytał Fili, jak gdyby nigdy nic.

     - Remis, jak zawsze - zaśmiał się Dorian.
     Cała czwórka zamilkła, a Kili i Dorian dyszeli ciężko.   
     - Przychodzicie na dzisiejszą ucztę? - spytał Fili po chwili. 

     - Musimy - mruknęła Sybil z niezadowoleniem.
     - Jak to - „musicie”?- Kili powtórzył ze zdumieniem. 
     - A tak - odparł Dorian. - Lord Elrolnd wezwał mnie wczoraj na rozmowę. Wyraził swój
i jego ludzi smutek spowodowany tym, że nie zjawiamy się na wieczerzach. Musiałem mu powiedzieć o tym, jak przegięliśmy z Thorinem…

     - To było genialne! - wtrącił Kili. - Okrutnie się z nim zabawiliście! Teraz szuka was na każdej uczcie. On i Kompania pytają o was…
     - I co im mówicie? - przerwała Sybil, słyszalnie przestraszona. 
     - Och, po pierwsze, ja i Ki unikamy kontaktu z nimi – tłumaczył Fili. - Jeśli pytają, co robiliśmy cały dzień itd., to zbywamy ich jakimiś banalnymi wymówkami. Jeśli pytają
o was, mówimy, że jesteście znajomymi. Zwykłymi znajomymi.
Wymyślamy nawet jakieś wasze imiona i informacje o was... Może lepiej potem opowiemy wam szczegóły - dodał, widząc zaciekawienie na twarzach Doriana i Sybil. - Nie wiem jak długo jeszcze tak wytrzymamy. Znając Thorina, zrobi dosłownie wszystko, aby dowiedzieć się prawdy…
     - Wytrzymajcie jak najdłużej - niemal rozkazał Dorian. 
     - Jeśli odwalicie się tak jak ostatnio, to będzie to trudne - burknął Kili.
     - Wszystkie ubrania jakie podarował nam Lord Elrond są niezwykle piękne i zdobne - stwierdziła Sybil. - Poza tym, dzisiaj jest najkrótsza noc roku, więc będziemy musieli ubrać się bardzo odświętnie.
     - Szykuje się niezła impreza. - Dorian mrugnął łobuzersko.
     - O taaak - przytaknął Fili dosyć złowieszczym tonem.

 ***
     Nad wodą znajdowała się bardzo duża polana. Na jej brzegach zostały rozstawione liczne kamienne stoły, a na drzewach uwieszono lampy świecące czystym, białym blaskiem. Wszyscy biesiadnicy podziwiali tańczące i śpiewające elfy, a czas umilała im słodka muzyka wypełniająca polanę.  
     Ale przy stole znajdującym się na podwyższeniu nie wszyscy dobrze się bawili.
     Gandalf niemal słyszał pytania i wątpliwości przemykające przez umysł siedzącego obok Thorina Dębowej Tarczy. I wcale nie dotyczyły one run księżycowych odczytanych przez Elronda.
     - Przybyłeś w samą porę, jak zawsze, Elrondzie.
     - Tym razem zostałem ostrzeżony.

     Tak oto czarodziej dowiedział się o dzieciach Brandona i Kory. Wszystko zaczęło układać się w logiczną całość: to tę dwójkę zobaczył w echach snu Kiliego. To oni byli przyczyną tak nagłej zmiany w zachowaniu synów Dis. To dlatego przez całą podróż do Rivendell wyczuwał czyjąś niedaleką obecność.  Dokuczało mu to do tego stopnia, że zostawił krasnoludy i przeszukiwał okolicę. Pożałował tego, bo w ostatniej chwili uratował Kompanię przed trollami. Jednak cała historia zakończyła się szczęśliwie, a patrzenie teraz, jak Król pod Górą się męczył, irytowało Gandalfa.
     „Tajemnice, tajemnice, za niedługo zaplączą się w nich i znikną” - pomyślał czarodziej. Nie zgadzał się bowiem z Elrondem, chcącym utrzymać obecność Doriana i Sybil
w sekrecie. Jego zdaniem Thorin powinien dowiedzieć się o swoich szalonych obrońcach. Jednakże uszanował decyzję Elronda, wiedząc, że był on osobą bardziej światłą
i doświadczoną.

     Zerknął na Filiego i Kiliego, niecierpliwie rozglądających się po polanie. Uśmiechnął się pod nosem.
     W istocie, najkrótsza noc roku będzie bardzo długa.

***
     Myśleli, że Dorian i Sybil niczym ich nie zaskoczą.
     Kiedy młodzi ludzie weszli na polanę, Fili i Kili zrozumieli jak bardzo się mylili.
     Nie obeszło się bez obryzgania twarzy winem oburzonego Balina i Dwalina.
     Gdy Sybil i Dorian szli pomiędzy stołami, Fili i Kili dławili się i mieli atak kaszlu.
     Nie no, tym razem to już przesada.
     Odwalili się jak jakieś elfie paniątka.
     Dorian miał na sobie czarne buty, tunikę podobnie skrojoną jak poprzednia, całą
w jednolitym kolorze szafirowym. Ale tak intensywnym szafirowym, jakby sam materiał był wykonany z tych kamieni. Zarzucił na siebie elfią pelerynę naszywaną mithrilem. Włosy miał uczesane jak elf, a na głowie diadem z mithrilu, z kamieniem w kształcie łzy osadzonym pośrodku. Klejnot ten świecił blaskiem gwiazd.

     Sybil była ubrana w suknię przepasaną pod biustem, luźną i powłóczystą, z delikatnego materiału w tym samym kolorze co tunika Doriana. Suknia miała naszywane mithrilem gwieździste wzory, rękawy sięgające ziemi, odkrywała też ramiona. Włosy Sybil miała uczesane w kok, który był przykryty delikatną srebrną siatką z mnóstwem maleńkich błyszczących klejnotów.
     Kiedy Fili i Kili w końcu doszli do siebie, zgodzili się, że oczekują wyjaśnień.
     Gdy Kili spojrzał na podwyższenie, zobaczył, że Thorin gapił się na Doriana i Sybil.
     Trzeba było to odpowiednio rozegrać. Młode krasnoludy nie ruszyły się z miejsca, tylko patrzyły z niedowierzaniem na swoje ludzkie rodzeństwo, posilające się kilka stołów dalej. Musieli zaczekać, aż jakieś elfy zaciągną ludzi do rozmowy. Gdy  po niedługim czasie Dorian i Sybil zaczęli krążyć między elfami, dyskutując i śmiejąc się, Fili i Kili wstali od stołu i obrali zupełnie okrężną drogę, aby dotrzeć do tych dwóch dusz towarzystwa. Dorian
i Sybil byli rozchwytywani. Zostali nawet wciągnięci do tańca.

     Kiedy młodzi ludzie rozmawiali z dwoma elfami i znajdowali się wystarczająco daleko od podwyższenia, krasnoludy przerwały im rozmowę. A gdy niejaki Fingwid oraz Dinendal odeszli…
     - Skąd ty u licha wytrzasnąłeś ten diadem, Dorian?
     - Fajny fryz Sybil.
     - Wiecie, że Thorin się gapi?
     - Wyglądacie jak elfie paniątka!
     - Nie przesadziliście przypadkiem?
     - DOŚĆ! - krzyknął Dorian.
     - Dorian dostał diadem od Elronda - wytłuczyła Sybil beztroskim tonem. - Mi fryzurę układała Ireth, jakby była zwykłą służką. Dopóki się patrzy, Thorin jest nieszkodliwy. Tak, wiemy, że wyglądamy zabójczo. Być może faktycznie troszeczkę przegięliśmy. Ale to nasza ostatnia noc tutaj, wiecie?
     - Wyjeżdżacie z nami? - głos Kiliego był pełen nadziei.
     - W tym samym dniu co wy, ale o zmierzchu - odparł Dorian.
     - Ależ się uparliście! - fuknął Fili z irytacją.
     - A zawsze myślałam, że to krasnoludy są najbardziej uparte - zachichotała Sybil.
     Wykłócali się i przekomarzali przez chwilę, po czym Fili powiedział:
     - Sybil, chciałbym z tobą porozmawiać na osobności.
     Dziewczyna zarumieniła się, a Dorian i Kili wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
     Gdy Fili razem z Sybil szedł do ich miejsca, zastanawiał się, czy wypił wystarczająco dużo, żeby powiedzieć to, co chciałby.

***
     Kili zabrał swój kielich wina i usiadł przy Dorianie, na miejscu Sybil.
     - To było do przewidzenia - stwierdził krasnolud.
     - Ale mi wygląda jak kazirodztwo! – skrzywił się chłopak.
     - Najwyraźniej będziesz musiał zmienić punkt widzenia - Kili poklepał Doriana po ramieniu.
     - Zostaliśmy sami… co robimy? - zapytał Dorian po chwili milczenia.
     - Cóż, jesteśmy otoczeni przez piękne elfki… Żal byłoby nie skorzystać - krasnolud mrugnął łobuzersko.
     Dorian kiwnął głową z porozumiewawczym uśmiechem. Wypił duży łyk wina
i powiedział:

     - Prowadź.
     Potem zaczepili pierwsze elfki z brzegu, którymi okazała się Ireth i jej przyjaciółka Arien.
     W istocie, najkrótsza noc roku będzie bardzo długa

***
     Patrzył na nich, gdy weszli na polanę i rozsiewali wokół siebie ciszę.
     Gdy tańczyli, rozmawiali i śmiali się z elfami.
     Był pewny, że ich zna. Być może… Nie, to głupie…
     W jakiś sposób bardzo przypominali mu Brandona i Korę.  
     Thorin uśmiechnął się na wspomnienie swoich przyjaciół. Byli dla niego tacy dobrzy
i wyrozumiali.
A ich dzieci... Zalała go fala ciepła, gdy przypomniał sobie, jak Sybil uparcie przesiadywała w jego kuźni, zadręczając go pytaniami, jak się robi to czy tamto. Albo gdy Dorian niemal wchodził mu na głowę każdego wieczora, gdy wracał do domu po ciężkim dniu pracy, chcąc się z nim bawić.
     Nie… ci dwoje to nie mogli być Brandon i Kora. Chociażby dlatego, że ich dom znajdował się setki mil stąd; co oni mogliby u licha robić w Rivendell? Poza tym, Brandon miał kruczoczarne włosy, nie brązowe i był znacznie wyższy. Kora natomiast nie była tak szczupła i drobna.
     Może ci dwoje to jacyś bliscy krewni tej rodziny, o których nie wiedział?
     Nie było go w Ettinor osiem lat. Musiał się dowiedzieć, jak się mieli jego przyjaciele.
     To było bardzo niegrzeczne, aby odejść od stołu przed gospodarzem, ale Thorinowi nie zależało tak bardzo na przyjaźni Elronda Półelfa.
     Thorin był bardziej niż zdumiony, gdy zobaczył, że Fili wychodził gdzieś z dziewczyną,
a przez umysł przemknęły mu myśli niegodne króla. Momentalnie wstał z krzesła.

     - Dlaczego odchodzisz, Thorinie? - spytał Gandalf, jakby urażony jego zachowaniem.
     - Idę po wyjaśnienia.

***
     Bilbo patrzył z rozbawieniem, jak chłopcy puścili w obroty cały swój urok osobisty. Zdobywali coraz większą rzeszę fanek. Jednakże Dorian miał przewagę, gdyż znał elfickie tańce, i co rusz zapraszał do niego inne elfki, co się Kiliemu wyraźnie nie podobało. Hobbit zachichotał. 
     - Co cię tak śmieszy, panie Baggins? - Bilbo usłyszał ten wspaniały, głęboki głos za plecami.
     Odwrócił się błyskawicznie i spojrzał prosto w szafirowe oczy swojego Króla.
     - N-nic…  j-ja tylko przypomniałem sobie c-coś zabawnego - wyjąkał przestraszony.      Thorina najwyraźniej nie interesowało, co Hobbit miał do powiedzenia, jak zwykle. Król
z uwagą przyglądał się
 Dorianowi i Kiliemu.
     - Czy wiesz, kim jest ten chłopak, który rozmawia z Kilim, Włamywaczu? - spytał Thorin. 
     - Nie… wiem tylko tyle, co ty; że to zwykły znajomy - skłamał Hobbit.  
     Thorin nic nie odpowiedział, tylko się oddalił. Po kilku sekundach Bilbo pojął, dokąd jego Król zmierzał.
     Och nie.  Hobbit musiał go powstrzymać. Przecież obiecał. Obiecał Sybil dyskrecję…
     - Nie możesz tam iść! - krzyknął do Thorina.
     To momentalnie zatrzymało krasnoluda. Odwrócił się i spojrzał na Niziołka wściekle.
     ,,Nie możesz! Nie możesz?! Właśnie rozkazuję Królowi pod Górą!” - Bilbo skarcił się
w myślach.
 
     - Niby dlaczego?-  syknął Thorin, zbliżając się powoli do Bilba.
     - Bo… bo… - O rany, rany, co on mógł na to odrzec? - Ponieważ… eee… zepsujesz im zabawę! - odpowiedział szybko Bilbo. - Zobacz… rozmowy z elfkami bardzo dobrze im idą!
     - Jeśli im przerwę, niewiele stracą - prychnął Thorin pogardliwie, po czym odszedł szybkim krokiem.
     Bilbo rozglądał się rozgorączkowany dookoła w poszukiwaniu ratunku, czegokolwiek... W końcu obiecał! Przecież obiecał… przecież, przecież…
     Spojrzał na podwyższenie, a oczy Elronda przeszyły go na wskroś.
     - Błagam… - szepnął.
     Pan Rivendell wstał od stołu, ogłaszając tym samym ucztę za zakończoną.
     Bilbo odetchnął z ulgą głośno. Thorin był już tak blisko celu!
     Teraz wszyscy przechodzili do Sali Ognia w stosownym porządku, a więc Król pod Górą musiał opuścić polanę jako jeden z pierwszych.
     Gdy Thorin wyszedł, Bilbo myślał tylko o tym, jakiego zrobił z siebie idiotę.

***
     Usadził ją na ławce. Było to dla niego całkiem wygodne, ponieważ mógł wtedy spojrzeć jej w twarz, nie zadzierając głowy. Utonął w jej ciepłych, ciemnobrązowych oczach. Chciałby nie musieć wyjaśniać nic. Tylko patrzeć.
     Jego lodowato niebieskie oczy spoglądały na nią z czułością i miłością. Patrzyły już tak, gdy była mała, ale… w jego spojrzeniu jest coś nowego… coś…
     Dlaczego jej serce biło tak szybko? Przecież mu ufała, do czegokolwiek zmierzał, zdejmując delikatnie siatkę z jej włosów i rozplątując kok…
     Szkoda było niszczyć tak misterną robotę, ale uwielbiał, gdy miała rozpuszczone włosy. Kiedy spłynęły falami po jej plecach, zatopił w nich dłonie. Były bardziej miękkie niż przypuszczał.
     Przyjemny dreszcz przeszedł jej ciało. Na miłość Valarów, co on wyprawiał? I dlaczego ona czuła, że płonie? Dlaczego chciała w tej chwili zrobić tylko jedno? Przecież to jej brat.
     Teraz dopiero zwrócił uwagę na jej nagie ramiona. Przesunął po nich delikatnie opuszkami palców. Jej skóra była tak gładka...
    Chwilę potem otrząsnął się z tej dziwnej fascynacji i zamarł w bezruchu. Na litość Mahal, dlaczego on to robi? Dlaczego nie może się powstrzymać? Przecież to jego siostra.    
     Fili znów spojrzał dziewczynie w oczy, wziął głęboki oddech, po czym wyrzucił z siebie:
     - Sybil, coś się zmieniło. W sposobie, w jakim o tobie myślę. Zapamiętałem cię jako moją małą upartą siostrzyczkę. Nie podejrzewałem, że ludzie dorastają tak szybko. Jesteś teraz młodą kobietą, mentalnie jesteśmy w podobnym wieku.  Kiedy to zrozumiałem, byłem w niemałym szoku. Nie byłem na to gotowy i… Sybil, przepraszam, jeżeli to co zaraz zrobię cię obrzydzi, ale muszę zrozumieć, co się ze mną dzieje... 
     Co Fili wiedział od dawna, był dobrym uwodzicielem. Cieszył się powodzeniem wśród kobiet nie tylko swojego plemienia.
    Jednak kiedy pocałował Sybil i nie czuł normalnego przy tym pożądania, był trochę zaskoczony. Tu było coś więcej… coś… co sprawiało, że mógł poprzestać na tym, że czerpał przyjemność tylko z tego.   
     Czy ją to obrzydza? Ależ skąd. A może powinno? Tego sama nie wiedziała. Wiedziała tylko, że czuła się wspaniale.
     Gdy Sybil zarzuciła ręce na jego szyję, Fili owinął swoje wokół talii dziewczyny
i przysunął ją bliżej.
Ona uśmiechnęła się w pocałunku.
     W istocie, najkrótsza noc roku będzie bardzo długa.
_____________________________
Och tak, ta noc była baaardzo długa.
No i w końcu wiadomo, co z Gandalfem.
Fili i Sybil... jak powiedział Kili, to było do przewidzenia.
#Co do przechodzenia do Sali Ognia... skoro chodzono tam w jakieś ważne święta, to pomyślałam, że najkrótsza noc roku jest jednym z nich. 

środa, 12 lutego 2014

Rozdział 7.

     Ogień i dym.
     Wszędzie. 
     Płomienie zamykały się wokół niego coraz ciaśniejszym pierścieniem. 
     Czuł żar na swojej skórze i ból w klatce piersiowej.
     To nie był zwykły pożar.
     Ten ogień był zdolny stopić dosłownie wszystko.
     Ponadto zdawał się mieć własną, mroczną i potężną wolę.

     Ja jestem ogień… Ja jestem… śmierć.
     Ten głos odbijał się echem w jego umyśle, gdy zrozumiał, że jest  w Rivendell, bezpieczny.
     Cóż to miało znaczyć?
     Jakkolwiek koszmarny był ten sen, podziałał na niego oczyszczająco. Dorian czuł się
o wiele lepiej w porównaniu z dniem, kiedy tu przybył. Częste przechadzki po jego pokoju nie sprawiały mu już większego problemu. Zadziwiające, ale gościł tu z siostrą już od sześciu dni. Sybil rzadko go odwiedzała, a z tego co powiedziała mu Ireth, poza tym
w ogóle nie wychodziła ze swojego pokoju.

     Dorian zachichotał. Pewnie obawiała się spotkania z którymś z członków Kompanii.
     Kiedy Dorian podziwiał widoki ze swojego okna, do pokoju weszła jego opiekunka, niosąc tacę wypełnioną jedzeniem. Piękne aromaty zaczęły unosić się w powietrzu.
     - Jak dobrze widzieć cię w lepszym stanie - powiedziała Ireth z ciepłym uśmiechem. - Przyniosłam obiad i leki dla ciebie, jednak zanim zabierzesz się za ucztowanie - Dorian
o niczym innym nie marzył. - musisz wiedzieć, że Lord Elrond chce widzieć cię
w godzinach popołudniowych w jego komnacie.

     Syna Brandona przeszedł dreszcz. Elfka dodała:
     - W twojej szafie znajdują się rzeczy, które mój pan pragnie, abyś na siebie włożył. Jeśli będziesz potrzebował pomocy, zawołaj mnie. - Powiedziawszy to, wyszła.
     Cóż za łaska. Czym zasłużył sobie na takie wyróżnienie?
     Podarowane mu ubrania były godne bez mała księcia. Były to komplety, jakie mężczyźni nosili w Imladris - wysokie buty, długie tuniki i specyficzne peleryny. Dorian nie mógł sie napatrzeć. Miał wielce kobiecy dylemat - co na siebie włożyć?
     W końcu wybrał chyba najskromniejszy komplet, złożony z czarnych skórzanych butów, spodni oraz prosto skrojonej tuniki w kolorze grafitowym, naszywanych  drobnymi srebrnymi nićmi.
     W lustrze prezentował się na tyle przyzwoicie, aby pokazać się reszcie Eldarów na oczy.
     Wyruszył ze swojego pokoju i przyglądał się z rosnącym zachwytem mijanym pokojom, korytarzom, salom, dziedzińcom, altanom. Towarzyszyły mu ciekawskie spojrzenia oraz szepty elfów, ale także ich miłe pozdrowienia. Dorian z szokiem odkrył, że nie wszystkie efly tutaj były dostojne i poważne. Duża część była rozchichotana i niepoważna, zupełnie jak dzieci.
     Nogi same prowadziły go do komnaty Elronda.
     Nigdy nie będzie gotowy na tę rozmowę. Serce podskoczyło mu do gardła, kiedy usłyszał:
     - Witaj Dorianie
     - Panie - skłonił się nisko.
     - Jestem pewien, że zastanawia cię o czym chcę z tobą porozmawiać. Otóż, całe Rivendell mówi tylko o dzieciach Brandona i Kory. Moi ludzie są was niezwykle ciekawi
i nie mogą się doczekać, aby was bliżej poznać. Widząc, że stan twój i twej siostry wystarczająco się polepszył, pragnę, abyście przyszli na dzisiejszą wieczerzę, jeśli oczywiście czujecie się na siłach.

     Dorian nie wiedział, co rzec, kompletnie zaskoczony. Długo panowała cisza, zanim wykrztusił:
     - Będziemy zaszczyceni. - W myślach natomiast obawiał się spotkania z Thorinem. Było jeszcze na to za wcześnie.
     - Nie martw się, syn Thraina nie przepada za towarzystwem elfów. Zapewne wymknie się z wieczerzy zanim zdążycie przyjść - powiedział Elrond i uśmiechnął się lekko na widok szoku na twarzy chłopca.
     - Panie… ja… i moja siostra… chcemy, aby Król pod Górą jak najdłużej był nieświadomy naszej obecności. Od tego w dużej mierze zależy, czy uda się nam go ochronić. Jeżeli nas rozpozna, zmusi do dołączenia do Kompanii, a jeśli odkryje to Biały Ork… - urwał. Lepiej było zostawić te słowa niewypowiedziane.
     - Wasze związki z orkami są zastanawiające - stwierdził Elrond. Uratowanie życia matce i ojcu to chwalebny czyn, ale rodzeństwo nie chroniłoby Thorina i jego Kompanii tak szaleńczo tylko i wyłącznie z tego powodu… za całą sprawą kryło się coś więcej.
     Znacznie więcej. 

     Jednak dzieciom Brandona i Kory zależało na dyskrecji. Jeżeli syn Thraina wytrzyma na uczcie na tyle długo, że zobaczy rodzeństwo, Elrond  postanowił, że nie będzie zwracał uwagi krasnoluda na tę dwójkę, uprzedzi też o tym swoich ludzi. Być może Król pod Górą ich nie rozpozna. Jeżeli Elrond trafnie odczytał ścieżki, jakie rysowały się w mgłach przyszłości przed Dorianem i Sybil, mógł się pocieszyć tym,że postępował właściwe. Lepiej będzie, jeżeli Thorin na razie nic się nie dowie. 
     Czekają ich trudne momenty. Elrond wątpił, czy rodzeństwo zdoła podołać wyzwaniom, jakie zostaną przed nimi postawione. Ogarniał go smutek, widząc z związku z nimi jedynie dalsze cierpienie.
     I niewiele mógł na to poradzić.

***
     Wszędzie elfy. Otaczały go ze wszystkich stron. Wszystko dookoła było elfickie. Jedzenie, picie, sala. Zewsząd napierały na niego szeleszczące szaty, śmiechy i rozmowy, których nie rozumiał.
     Co za horror
.
     Thorin wpatrywał się w swój kielich z winem. Tylko ten znakomity trunek pozwalał mu przetrwać udrękę tkwienia tutaj i udawania, jak znakomicie się bawi.
     Siedział na podwyższeniu tuż obok Gandalfa i nie odzywał się.
     Zerknął na swoich ludzi siedzących pośrodku wielkiego, długiego stołu. Przynajmniej oni miło spędzali czas. Nawet Fili i Kili, którzy ostatnio zachowywali się wielce podejrzanie, teraz śmiali się i rozmawiali ze wszystkimi. Może byli po prostu zmęczeni, jak każdy
w Kompanii.

     Przy wejściu do Sali rozległy się podniecone szepty. Nawet Elrond  mówił coś do ucha wspaniałego Glorfindela. Do uczty dołączyły dwie osoby. W miarę jak szli wzdłuż stołu
w poszukiwaniu miejsca, wszystkie elfy patrzyły na tych dwoje i mówiły coś cicho między sobą.

     To wzbudziło ciekawość Thorina.
     - Wiesz kim oni są? - spytał Gandalfa.
     - Nie mam pojęcia - odparł czarodziej, zręcznie kryjąc kłamstwo.
     Kiedy Thorin przyjrzał się nieznajomym, momentalnie prychnął:
     - Przecież to tylko elfickie dzieci!
     I znowu zajął się winem.
     Jednakże kilka chwil potem dotarła do niego niedorzeczność tego, co powiedział.
     Elfickie dzieci?
     Z tego co wiedział, nie widywano ich od wieków. Kim oni zatem byli?
     Jego szafirowe oczy wpatrywały się intensywnie w miejsce, w którym ta dwójka siedziała - parę krzeseł dalej od jego Kompanii. Niestety, nie mógł dojrzeć wyraźnie ich twarzy, gdyż elfy otoczyły ich ze wszystkich stron, pragnąc porozmawiać.   
     I znowu zajął się winem.


***
     Po prostu pięknie. Tylko tych szeptów było im potrzeba. Miała wrażenie, że gapiło się na nich całe Rivendell.
     Po co, och, po co się tak ładnie ubierali?
     Spojrzała na podwyższenie. Serce jej zamarło, a sekundę później zaczęło kołatać się
w piersi. Nie widziała go od tak dawna, ale z wyglądu 
się nie zmienił... Jak zawsze wspaniały Thorin Dębowa Tarcza... Który nie miał ty być
     - Dorian…- szepnęła, nie zatrzymując się. - Thorin tu jest! Siedzi na podwyższeniu, po lewej stronie Elronda, tuż obok jakiegoś starca z długą, siwą brodą.
     - O jasna cholera! - usłyszała w odpowiedzi.    
     Kiedy usiedli, Sybil odetchnęła z ulgą. Zostali otoczeni przez elfy, chcące koniecznie poznać ją i brata.


***
     Kili właśnie podziwiał piękne twarze elfek, kiedy ich zobaczył. Zachłysnął się winem.
     Spodziewał się ujrzeć Doriana i Sybil na tej lub najbliższej wieczerzy, ale nie spodziewał się tego.
     - Fi… - szturchnął brata łokciem. Blondyn prowadził właśnie jakąś wielce zabawną konwersację z Bofurem i rzucił tylko:
     - Zaraz. - Nie spojrzał nawet na młodszego brata. 
     Kili spojrzał jeszcze raz na zbliżającą się dwójkę, potem kopnął Filiego z całej siły pod stołem.
     Poskutkowało.
     - Aaa! Ki, co ty wyrabiasz?! Czy ty zawsze musi… -  starszy bart urwał swoją wściekłą przemowę, gdy tylko jego wzrok spoczął na Dorianie i Sybil.
     - Co na Durina? - szepnął.
     Dorian ubrany był w wysokie skórzane buty, sięgającą mu do połowy łydki złotą tunikę,
z kołnierzem na stójce i rozcięciem z przodu na wysokości pasa, która ładnie opinała jego szerokie ramiona. Miał na sobie także wspaniałą, szkarłatną elficką pelerynę dotykającą ziemi.  Nawet włosy miał uczesane na elfią modłę, a na jego głowie widoczny był delikatny złoty diadem

     Sybil była ubrana powłóczystą szkarłatną suknię z ciężkiego materiału, całą wyszywaną w złote kwieciste wzory. Suknia miała gorset podkreślający wąską talię dziewczyny oraz rękawy sięgające ziemi, a także dość śmiały dekolt. Jej włosy spływały delikatnymi falami po jej plecach. Na głowie miała identyczny jak jej brat diadem, który wyglądał, jakby zrobiony został z cienkich gałązek.
     Prezentowali się wspaniale. Wyglądali tak dostojnie, jakby byli z królewskiego rodu. Nie chodziło już nawet o to, co mieli na sobie. Trzymali się dumnie, jakby naprawdę byli szlachetnej krwi.
     Fili i Kili byli w szoku. Czystym, wszechogarniającym, potężnym szoku. 
     - Ale się odstrzelili - wykrztusił w końcu Kili
     - Nigdy nie mówiłeś prawdziwiej, bracie - przytaknął Fili. Nie mógł oderwać oczu od Sybil. Może Kora miała rację, chcąc uczynić swoja córkę damą? Dziewczyna wyglądała teraz tak pięknie.
     - Coś czuję, że mają nam duuużo do powiedzenia - powiedział Kili ze złowieszczym uśmiechem.
     - Ki, lepiej nie kombinuj, przecież my ich nie znamy, nie pamiętasz? - odparł starszy brat.
     - A dlaczego nie możemy chcieć ich poznać?
     - To zwróci uwagę naszych przyjaciół, a przede wszystkim Thorina!
     - Najwyższy czas, żeby się o nich dowiedzieli, nie uważasz?
     - No nie wiem…
     - Chodź! Zróbmy przedstawienie!
     Tak więc, kiedy wszystkie elfy odeszły od młodych ludzi, krasnoludy dały im trochę czasu na spokojne posilenie się, a potem wstały od stołu, zaszły od tyłu Doriana i Sybil
i wyszeptały im do ucha, Kili Sybil, a Fili Dorianowi, jednocześnie:

     - Nie znałem cię od tej strony, wasza wysokość.
     Młodzi ludzie podskoczyli w swoich krzesłach, łapiąc się za serca i dysząc ciężko.
     - Fi, Ki, ale z was głupcy! Przecież my się nie znamy, ja i Sybil nie istniejemy dla was, Thorin nie może o nas wiedzieć i tak dalej- syknął cicho Dorian.
     - Na naszej głowie będzie odwrócenie jego uwagi w razie potrzeby - odparł Kili
     - A co z resztą Kompanii? Patrzą na nas - warknęła Sybil
     - Nie martw się o to - odpowiedział cicho Fili, a potem dodał na głos:
     - Od kiedy pierwszy raz was ujrzałem, wiedziałem, że musimy się poznać. Pozwólcie mi się zatem przedstawić. Fili...
     - … i Kili…
     - … do usług - powiedzieli, kłaniając się nisko.      Ludzie błyskawicznie podchwycili wątek. Wstali od stołu.
     - To dla nas zaszczyt. Dorian, syn Brandona i…
     - …Sybil, córka Kory. Do usług waszych i waszych rodzin.
     Obydwoje się ukłonili. Nie zobaczyli, jak krasnoludy spoważniały na chwilę.
     Do usług waszych i waszych rodzin - jakże trafne były te słowa.

***
     Thorin przewrócił oczami, gdy zobaczył swoich siostrzeńców rozmawiających z tą niezwykłą dwójką.
     „Oczywiście. Chłopcy mają naturalną, fizjologiczną i nieodzowną potrzebę lubić i być lubianym przez wszystkich. Nie mogli sobie odmówić zapoznania się” - pomyślał.
     Niespodziewanie rozbrzmiała wesoła, porywająca muzyka. Elfy, te z rodzaju niepoważnych z pewnością, złapały się za ręce i utworzyły taneczny korowód. Zaczęły posuwać się w rytm melodii wzdłuż stołu. Dołączali do nich inni. Korowód był już całkiem pokaźny, kiedy po raz pierwszy okrążał podwyższenie. Potem została do niego wciągnięta część Kompanii. Następnie reszta, siedząca po drogiej stronie stołu. Teraz wokół stołu zamknął się pierścień. Gandalf, Lord Elrond, Glorfindel oraz wszystkie dostojne elfy patrzyły na to z radością i uśmiechem. Thorin nie mógł zrobić nic więcej, jak się przyglądać.
     Nagle zdał sobie sprawę, że ta dwójka, trzymająca się za ręce z Filim i Kilim, zbliżała się do podwyższenia.

     Gdy tylko chłopak, a potem dziewczyna, spojrzeli mu prosto w oczy, serce w nim zamarło.
     Jego pierwszą myślą było: „Ja znam te twarze. Te oczy. Te uśmiechy”.
     Potem skarcił się - „niby skąd?".   
    Wino zmąciło mu umysł.
     Kiedy otrząsnął się z szoku, ci dwoje zniknęli. Wypatrywał ich w tanecznym korowodzie.
     W miarę jak się zbliżali, Thorin utwierdzał się w przekonaniu, że skądś zna tych młodych ludzi! Szczególnie, gdy usłyszał ich śmiechy.
     Będąc z nim twarzą w twarz, patrzyli na niego niemal bezczelnie.
     Gdy byli tuż za nim, usłyszał głos chłopaka:
     - Thorinie Dębowa Tarczo…
     A później dziewczyny:
     - … jak miło znów cię zobaczyć.
     Oddalili się z chichotem.
     Thorin był gotów zrobić wszystko, byleby tylko z nimi porozmawiać. Ale muzyka się skończyła. 
     A chłopak i dziewczyna rozpłynęli się w powietrzu.
     Od teraz nie opuści ani jednej uczty.

______________________________

#Ktoś tu ma prorocze sny... 
Smućmy sie razem z Elrondem. Thorin niepokojąco przepada za winem. Tak, Kili odczuwa pociąg do elfek. Fili i Kili to geniusze zła, a nasze kochane rodzeństwo nieźle zaszalało.
#Jeżeli ktoś nie odgadł, wieczerza odbywa się w Sali, którą znamy z "Władcy Pierścieni".
To ta sama Sala, w której ucztował Frodo po swoim przybyciu do Rivendell.
#Nie wiem, czy elfy mogłyby utworzyć ten taneczny korowód... To był impuls mojej weny twórczej, któremu nie mogłam się oprzeć.  

Rozdział 6.

     Tak blisko, a tak daleko.
     Dorian patrzył z okna swojego pokoju na siedzącą na tarasie Kompanię.
     Niemożność zejścia do nich i powiedzenia im, że wszystko było w porządku, doprowadzała go do szału.
     Zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo Fili i Kili musieli być zmartwieni.
     Niestety, nawet wstanie z łóżka było dla niego ogromnym wysiłkiem. Czuł dokładnie każdy cios, jaki otrzymał, a było ich wiele. Gdy teraz myślał o tym, jak długo i szybko biegli, zdało mu się to niemożliwe, tak samo jak to, że dosiadali skradzionego warga przez czas jakiś.
     Odczuwał ogromny ból i zmęczenie. W żaden sposób nie były mu one obce, co nie zmieniało faktu, że były tak samo dokuczliwe jak awsze.
     Stan Sybil był jeszcze gorszy. Spała bez przerwy do chwili, gdy odzyskał przytomność, czyli co najmniej od dwóch dni, i spała nadal, a zapadał zmierzch. Ireth, ich opiekunka, informowała go na bieżąco o kondycji siostry. Ponoć na początku dużo krzyczała przez sen, a dokładniej wykrzykiwała trzy imiona: Dorian, Fili, Kili. Teraz już się uspokoiła. Dorian bał się o nią. Jego siostra była silna, ale były jakieś granice wytrzymałości. Bał się, że ciężar trosk przygniecie Sybil. 
     Poczuł, że mu słabo i położył się. Gdy leżał w wygodnym łóżku (już prawie zapomniał jak to jest - spać w cieple, w normalnym posłaniu, pod dachem, z pełnym brzuchem i bez strachu), będąc pochłonięty podziwianiem kwiecistych wzorów na suficie, Ireth weszła do pokoju.
     - Twoja siostra się obudziła - oznajmiła elfka. - Zastanawiającym jest, że od razu wstała na równe nogi, zapytała co z Kompanią, a dowiedziawszy się, że wszystko z nimi
w porządku, beztrosko oświadczyła, że jest głodna.
     Dorian zachichotał.
     - Bardzo mnie to cieszy i wcale nie dziwi. Powiedz jej, proszę, że na razie nie jestem
w stanie się z nią spotkać i żeby przez myśl jej nie przeszło, aby przychodziła do mnie. Niech o nic się nie martwi i wypoczywa.
     - Przekażę jej co do słowa, jednak nic nie obiecuję. Stała się nagle tak pełna energii, że podejrzewam, iż nie będzie w stanie usiedzieć w miejscu przez dłuższy czas – powiedziała Ireth z uśmiechem, a potem dodała:
     - Przyniosłam ci kolację, misę z wodą i lekarstwa. Jeśli będziesz potrzebował przed snem czegoś więcej, zawołaj mnie.
     Dorian uśmiechnął się z wdzięcznością.
     - Dziękuję.
     Gdy Ireth wyszła, Dorian z entuzjazmem zajął się pochłanianiem pysznego jedzenia.
     Nigdy nie zrozumie, dlaczego Thorin tak nie znosił elfów.

***
     Elfy były z pewnością niesamowite. Gdy tylko Sybil oświadczyła, że jest głodna, do jej pokoju natychmiast dostarczono tacę wypełnioną najróżniejszymi owocami i warzywami, pachnącym chlebem oraz grzankami z miodem, w dodatku dostała jeszcze duży kawałek masła, białego i żółtego sera, dzban z wodą, sokiem, a także niezwykłym, orzeźwiającym złotym napojem.
     Na początku nie wierzyła w to, co widzi. Od długiego czasu nie miała takiej ilości jedzenia tylko dla siebie. Gdy Ireth zobaczyła ją łapczywie pochłaniającą wszystko, co jej podano, uśmiechnęła się z zadowoleniem. Powtórzyła  swojej podopiecznej słowa jej brata i zobaczyła zmartwienie na jej twarzy.
     - Nie martw się, córko Kory! Twój brat szybko powróci do zdrowia po zażyciu leków, które i tobie przynoszę. Rozumiem, że trudno ci będzie nie ruszać się z pokoju
i odpoczywać, jak przykazał ci Dorian. Jeśli naprawdę czujesz się na siłach, aby swobodnie chodzić po Rivendell, to jestem zobowiązana przekazać ci, że Lord Elrond pragnie… - Sybil przeszedł dreszcz na te słowa. - abyś ubrała się w jedną z sukni, która znajduje się
w szafie.

     Ireth uśmiechnęła się jeszcze szerzej na widok szoku na twarzy swojej podopiecznej.
     - Jeśli będziesz potrzebować czegoś jeszcze, zawołaj mnie - powiedziała, po czym wyszła.
     Sybil natychmiastowo zapomniała o jedzeniu. Zanim  zapomniała o całym świecie, zdążyła jeszcze zażyć leki, którymi były dwa napary z nieznanych jej ziół. Kiedy wypiła pierwszy z nich, nagle poczuła jak delikatny chłód, lecz nie nieprzyjemny, a kojący, powoli przetacza się przez jej ciało. To było zupełnie tak, jakby woda obmywała powoli popękaną, spragnioną ziemię. Sybil miała wrażenie, że napar łagodzi każdą ranę i bolące miejsce. Po wypiciu drugiego odczuła nagły przypływ ciepła i energii. Miała wrażenie, że jest
w zupełności zdrowa.

     Podbiegła do szafy, wzięła głęboki oddech i zajrzała.
     Niemożliwe.
     Zamknęła i otworzyła drzwi jeszcze raz, i jeszcze. A więc nic jej się nie zdawało. Nigdy nie widziała tak pięknych rzeczy. Owszem, jej mama miała kilka ładnych sukni na ważne okazje, ale żadna z nich nawet w połowie nie dorównywała tym.
     Było ich tam co najmniej dziesięć. Były w przeróżnych kolorach i kształtach, bardzo bogato zdobione.
     (Brak czasu i miejsca na dokładny i możliwie najbardziej wiarygodny opis ich wszystkich).
     I w co się tu ubrać?
     Jakże to był trudny wybór!
     W końcu uznała, że najodpowiedniejszą będzie biała suknia, być może ze względu na to, że wyglądała najskromniej. Zrobiona była z delikatnej wełny, o ile Sybil dobrze pamiętała, ten materiał nazywał się kaszmir. Miała proste obcisłe rękawy i była przepasana pod biustem. Miała też delikatne czarne akcenty - wąski czarny pas i zakończenia rękawów, a także brzegi sukni były obszyte czarnymi perłami. Gdy Sybil pietyzmem założyła ją na siebie, tak samo jak miękkie białe pantofelki, rozejrzała się po swoim pokoju w poszukiwaniu lustra.
     Gdy zobaczyła te dziewczynę, aż krzyknęła.
     Skąd on wzięła się w moim pokoju?!
     Długo później Sybil z szokiem odkryła, że patrzy na własne odbicie. No, no... Ktoś ją wykąpał i rozczesał jej włosy, tak, że teraz delikatnymi falami spływały jej na plecy.
     Prezentowała się niezwykle… kobieco. Nigdy nie chciała zostać damą, przez co doprowadzała czasem mamę do szału. Jednak teraz Sybil rozumiała doskonale, że wśród Eldarów musi się zachowywać jak na damę przystało.
     Jak to szło? Plecy wyprostowane, łopatki złączone, głowa lekko uniesiona,  ręce przy sobie i uśmiech. Kiedy po kilkukrotnym przećwiczeniu odpowiedniej postawy efekt był zadowalający, Sybil wyszła zwiedzać Rivendell.
     Zdziwiła się, że nie spotkała żadnych elfów ale, czego się domyślała, znajdowały się właśnie na wieczerzy.
     Ten dom był naprawdę błogosławiony. Leczył ze smutku, zwątpienia oraz strachu.
     Ale nie Sybil. Najpierw musi zobaczyć Doriana całego i zdrowego.

***
     Bilbo spacerował już od dłuższego czasu i napawał się magiczną aurą tego miejsca. Zdał sobie sprawę, że to jest to, za czym tęsknił - dom i wszelkie jego wygody.
     Z ociąganiem zbierał się do powrotu do swoich krasnoludzkich towarzyszy. Szedł, myśląc o niebieskich migdałach, gdy nagle ktoś na niego wpadł. Bilbo w ostatniej chwili został uratowany przed upadkiem przez czyjeś silne, drobne ręce. Kiedy osoba, która na niego wbiegła, odezwała się, Hobbit doznał szoku.
     - Och, błagam o wybaczenie panie… - jęknęła Sybil
     - Baggins, Bilbo Baggins - wyratował ją z opresji.
     - Panie Baggins. Szukam właśnie kogoś, to dla mnie bardzo ważne, jest mi niezwykle śpieszno i... Jeszcze raz przepraszam, panie Baggins. Och, co za niezręczna sytuacja. Jak mogę panu wynagrodzić moją nieuwagę? - spytała z rozbrajającym uśmiechem.
     - Jest coś takiego… Powiedz mi jakim cudem dotarłaś tu z bratem tak szybko?
     Dziewczynie opadła szczęka. Otwierała i zamykała usta, nie wiedząc co odpowiedzieć.
W końcu wykrztusiła:
     - Skąd… jak… się pan o nas dowiedział?
     - Wstyd mi przez to, ale kiedy Fili i Kili wymknęli się ostatnio zabierając duże ilości piwa, poczułem się zobowiązany, aby ich odnaleźć. Obserwowałem was przez dłuższy czas. Bardzo ładnie tańczysz - zakończył z przepraszającym uśmiechem.
     Sybil spłonęła rumieńcem aż po koniuszki włosów. Nie wiedziała, gdzie podziać oczy. Przez jej twarz przetaczała się cała gama emocji: od niedowierzania, przez zakłopotanie
i skrępowanie, do złości. Kiedy w końcu się opanowała, powiedziała chłodno:
     - Panie Baggins, to były bardzo intymne chwile, nieprzeznaczone dla niczyich uszu ani oczu. Liczę, że w zamian za śledzenie nas, zachowa pan przynajmniej dyskrecję.
     - Zapewniam, że tak właśnie będzie - odparł Bilbo. Nie chciał rozstawać się z Sybil
w takiej wrogiej atmosferze, zapytał więc:
     - Czy mam coś przekazać Filiemu i Kiliemu?
     Dziewczyna uśmiechnęła się radośnie i powiedziała:
     - Proszę przekazać, że jesteśmy tutaj, cali i zdrowi, oraz, że za niedługo się zobaczymy. Niech będą czujni. - Mrugnęła łobuzersko. - Ja tymczasem idę zobaczyć się z Dorianem, mój brat nie ma siły wstać z łóżka - westchnęła, po czym rzekła:
     - To był zaszczyt pana poznać, panie Baggins. - Dygnęła i odeszła szybkim krokiem.
     - Cała przyjemność po mojej stronie - odpowiedział Bilbo, zastanawiając się, co chwalebnego Sybil i Dorian uczynili tym razem. Liczne rany na dłoniach, szyi i twarzy dziewczyny nie uszły bowiem uwadze Hobbita.
     Kiedy powrócił do swoich towarzyszy, zobaczył, że Fili i Kili siedzieli z dala od reszty
i dyskutowali o czymś cicho, z ożywieniem. Bilbo postanowił zażartować z nich dosyć okrutnie. Podkradł się do chłopców, a kiedy stał tak blisko, że mógłby ich dotknąć, powiedział: 
     - Wiecie, właśnie wracałem tutaj z przyjemnej przechadzki … -  bracia aż podskoczyli
i odwrócili się błyskawicznie. - kiedy wpadła na mnie Sybil. Dosłownie. Wyraźnie się gdzieś spieszyła. Zastanawiające, ale wyglądała na zdrową i wypoczętą, czemu kłam mogłyby zadać świeże rany na jej dłoniach, szyi i twarzy. Szkoda, że jej nie widzieliście, bo dużo was ominęło. Była ubrana w elfią białą suknię i wyglądała bardzo ładnie. Przepraszała mnie wielokrotnie i bardzo grzecznie. Rozmawialiśmy przez chwilę, po czym poprosiła mnie, abym przekazał wam te słowa: jesteśmy tutaj, cali i zdrowi, za niedługo się zobaczymy. Bądźcie czujni.  Potem powiedziała, że idzie zobaczyć się z Dorianem, bo jest za słaby, aby wstać z łóżka. Ukłoniła mi się pięknie i odeszła.
     Miny Filiego i Kiliego były tak bezcenne, że Bilbo do końca życia wybuchał śmiechem na ich wspomnienie.

***
     W przedpołudnie następnego dnia, Ireth z ciężkim sercem szła do pokoju Doriana. Miała mu do przekazania bardzo smutne i poważne wieści. Jednakże, kiedy przekroczyła próg pokoju swojego podopiecznego, stanęła jak wryta, mrugając z niedowierzaniem. Po chwili elfka parsknęła śmiechem.
     Ireth od świtu postawiła na nogi połowę Rivendell, nawet wysłała jeźdźców do przeszukania okolicy, po tym jak odkryła, że nie może nigdzie znaleźć Sybil. Tymczasem dziewczyna siedziała na podłodze przy łóżku, w którym leżał jej brat, i śpiąc, rodzeństwo trzymało się za ręce. 
______________________________

Cóż... jeżeli do tej pory opowiadanie było nudne, to obiecuję, że się rozkręci