Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pranks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pranks. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 sierpnia 2014

05.09.2940 r.

Zrobiłam... coś. Czuję tak ogromne obawy przed spektakularnym zniszczeniem wszystkiego, co związane jest z opisaniem nadchodzących wydarzeń w "Życie za życie", że dostaję świra. Musiałam jakoś dać ujście napięciu, więc napisałam historyjkę poniżej. Miała ona być zabawna, lekka i przyjemna, a jak wyszło, to oceńcie sami.
Tytuł to data, kiedy ma miejsce akcja. Dorian budzi się po przyjęciu urodzinowym, wspólnym jego i siostry, i cóż, może jednak zacznie słuchać Sybil...
______________________________

     Naprawdę, naprawdę powinien był wziąć tę oczywistość pod uwagę. I, chociaż urażało to jego dumę do samego jej rdzenia, posłuchać siostry. Oczywiście nigdy tego nie przyzna. Tak samo jak nie przyzna się do rzeczy, które inni będą mu wmawiać, że robił minionej nocy. A fakt, że od pewnego momentu uczty nie mógł sobie nic przypomnieć, wcale nie ułatwiał sprawy.
     Jako, że zawsze może być gorzej, nieodpowiednio okrutnie szybko zdał sobie sprawę ze swojej kondycji. Wyczynem porównywalnym z wdarciem się do lochów Morgotha wydawało mu się teraz otworzenie oczu, wstanie z łóżka i zwykłe funkcjonowanie.
     Chyba po raz pierwszy zaczął żałować, że nie żył wśród ludzi na tyle długo, by poznać przekleństwa mogące dostatecznie obrazowo wyjaśnić, jak fatalnie się czuł.
     „O Mahal” - pomyślał, drżącymi dłońmi uwalniając się z plątaniny pościeli. - „Tym razem rzeczywiście przeholowałem”.
     Zasłużył na nauczkę, prawda, ale czy aż taką? Kac-morderca, który go dopadł, był raczej przesadą, przynajmniej w jego osobistym mniemaniu. Co więcej, straszna perspektywa powrotu do życia była tylko kwestią czasu. Nawet jeżeli reszta biesiadników też musiała się pozbierać, to z pewnością już to zrobiła. Nie mógł równać się z elfami
w wytrzymałości na działanie alkoholu. Nawet nie potrzebował upewnienia, że potwierdził to zeszłej nocy. Jednak nic nie uratuje go przed codziennymi obowiązkami, a już szczególnie nie sami mieszkańcy Leśnego Pałacu.
     Jęknął na samą myśl o nadchodzących docinkach. O Eru
     Natychmiastowo pojął, że musiał zrobić cokolwiek, by chociaż stworzyć pozory, że ma się lepiej niż w rzeczywistości. Inaczej nie przestaną mu dokuczać przynajmniej do początku zimy.
     Mógł by na przykład…
     Wstać.
     Znów jęknął.
     W istocie, musiał zwlec się ze swojego ukochanego, miękkiego, ciepłego łóżka.
     Gdy pogodził się z ową tragedią, ostrożnie uchylił powieki.
     Dziękował samemu Iluvatarowi, że w jego pokoju nie było źródła światła słonecznego, gdyż okazało się, że promienie kilku świec palących się na szafce nocnej wystarczyły, by przez jego gałki oczne dźgnięcie bólu wdarło się aż do mózgu. Syknął i już miał się odwrócić, kiedy zauważył kubek postawiony obok świec, wypełniony jakimś jasnym płynem. Wydał z siebie nieartykułowany okrzyk szczęścia. Valarowie okazali się łaskawi. Miał tak sucho w ustach, że czuł wyimaginowane ziarenka piasku na języku. Z radości nie rozważył swojego następnego ruchu. Szybko podniósł się na łokciach i wtedy to się stało.
     Uderzenie nieopisanego bólu poraziło jego czaszkę z mocą tak ogromną jak połączona siła taty i Thorina walących młotem w kowadło. Krzyknął w cierpieniu, łapiąc się za głowę. Opadł na poduszki, wciąż wyjąc z bólu. Nareszcie zrozumiał, co Fili i Kili mieli na myśli mówiąc, że „słyszysz jakby sam Aulë zrobił sobie kuźnię w twojej głowie”. Tortury trwały
i trwały, gdy nagle przez fale cierpienia przedarła się myśl, że może napój w kubku mu pomoże, cokolwiek to było. Z trudem człowieka będącego w agonii, jakimś cudem chwycił naczynie. Nie zastanawiając się wiele, zaczął pić wielkimi haustami.
     Ciecz była cudownie chłodna oraz doskonale gasiła pragnienie. Miała w sobie delikatność jesiennego poranka i bardzo szybko łagodziła ból. Dorian wypił wszystko za jednym razem. Skrzywił się z niezadowoleniem, kiedy napój się skończył. Potem powoli usiadł na skraju łóżka i przez czas jakiś wpatrywał się w kubek ze słabym uśmiechem.
     - Och Gilraen - w końcu wypowiedział swoje myśli na głos. - Słońce ty moje, czy już kiedyś mówiłem jak bardzo cię kocham?
     - Wspomniałeś o tym zeszłej nocy - odparł aksamitny głos od strony wejścia.
     Podskoczył z zaskoczenia, po czym odwrócił się w jej stronę. Uzdrowicielka opierała się o futrynę. No tak. Pewnie przyszła tutaj zaalarmowana jego krzykami. Jak zwykle biła od niej lekka słoneczna poświata, a biorąc pod uwagę jego aktualnie wyczulony zmysł wzroku, Dorian musiał zmrużyć oczy, by móc na nią patrzeć. Unosiła brwi, a w jej zielonych oczach migotały iskierki rozbawienia.
     - Mówiłem coś takiego? - spytał.
     - O tak, po nadmiarze wina stajesz się wyjątkowo wylewny - odparła elfka. - Wyznałeś mi, jak bardzo mnie cenisz, jak bardzo jesteś wdzięczny za opiekę…
     Ukrył twarz w dłoniach z jękiem upokorzenia. Jeżeli język aż tak bardzo mu się rozplątał…
     Tylko szelest szat i ciepło, które zawsze biło od jej ciała, zdradzały, że Gilraen podeszła blisko.
     - Czy żałujesz tego, co powiedziałeś? – zapytała cicho.
     Gwałtownie podniósł głowę. Elfka klęczała przy łóżku z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
     - Nie! - zaprzeczył ostro. - Moje słowa były jak najbardziej szczere, tylko… od dawna chciałem ci to powiedzieć, ale w inny sposób, nie będąc…
     - Epicko pijanym? - podpowiedziała słowa, których mu brakowało.
     - Tak, właśnie - przyznał niechętnie.
     Westchnęła, kładąc rękę na jego ramieniu.
     - Zasługujesz na porządną reprymendę, Dorianie, synu Brandona - powiedziała surowo. - Lecz ja nie jestem tą, która ci ją da.
     - Co masz na myśli? - zmarszczył brwi.
     - Sybil… - odparła, a jego serce zamarło na dźwięk imienia siostry. - Ona jest… cóż, wściekła.
     Głośno przełknął ślinę.
     - Bardzo? - szepnął, odrobinę przestraszony.
     Jaśniejące oczy Gilraen przeszyły jego własne.
     - Nawet nie masz pojęcia.
     Wzdrygnął się na samo wyobrażenie Sybil tak bardzo złej. A oprócz tego, że będzie musiał stawić jej czoła, to jeszcze przeprosić i przyznać jej rację. Tak, to wygląda na wystarczającą karę.
     - Mi zrobiło się ciebie żal na samo wyobrażenie, co będziesz czuł, gdy się obudzisz… dlatego przygotowałam ci ten napar.
     - Tak, odgadłem to - nie mógł powstrzymać uśmiechu wdzięczności. - Jesteś wspaniała, wiesz?
     Jego Słońce odwzajemniło uśmiech, po czym elfka wstała.
     - Zdajesz sobie sprawę, że jest już późne popołudnie?
     Wytrzeszczył oczy.
     - Niemożliwe…
     - A jednak - odpowiedziała Gilraen z powagą. - Lepiej szybko zbierz się i pokaż
w kuchniach. Spałeś za długo.
     Energicznie pokiwał głową i zerwał się na nogi. Syknął, kiedy w jego głowie rozległy się uderzenia młotów.
     Gilraen zachichotała.
     - Zaraz powinieneś poczuć się o wiele lepiej. Lek jeszcze nie do końca zaczął działać.
     Znów kiwnął głową, tym razem mniej gwałtownie. Przymknął oczy, próbując powstrzymać wirujący świat.
     - Dobrze, już ubieram się i idę - wymamrotał. - Guren glassui, Gilraen.
     - Nie ma za co, henig - z tymi słowami wyszła, pozbawiając pokój jej błogosławionego ciepła i światła.
     Westchnął ciężko, po czym powoli, ostrożnie przystąpił do zdejmowania ubrań. Miał na sobie piękne, wyjściowe szaty, podarunek od Króla, które zwyczajnie zrujnował.
     W tamtej chwili był zdenerwowany sam na siebie. Przecież Sybil go ostrzegała…
     - Dorian, do cholery, zachowujesz się w tej chwili jak rozbrykany dzieciak, którym
w istocie jesteś! - wysyczała, pochylając się nad nim. - Próbujesz pokazać jakiś to ty dorosły, a odnosisz skutek zupełnie odwrotny do zamierzonego!
     - Daj mi spokój - odwarknął. - Przecież…
     - Co? - wtrąciła kpiąco. - Skończyłeś piętnaście lat? Cóż, widziałeś zaprawdę pokaźną ilość wiosen w porównaniu do reszty zgromadzonych - szydziła.
     Najwyższym wysiłkiem woli powstrzymał się przed uderzeniem jej w twarz. Mocniej zacisnął palce wokół kielicha i zabijał siostrę wzrokiem, gdy przysiadła się obok niego.
     - Sybil, choć raz daj mi święty spokój! To jest nasze przyjęcie urodzinowe, mam prawo się zabawić!
     - A ty choć raz mnie posłuchaj! Czy nie widzisz, że nie masz hamulców? Już wypiłeś za dużo, a wyobrażasz sobie, co będzie potem?! Skompromitujesz się jak nigdy!
     - Czy ty nie przesadzasz? - przyłożył dłoń do jej czoła. - Może to ty przeholowałaś
i teraz widzisz rzeczy, których nie ma?
     Gwałtownie odtrąciła jego rękę, po czym ujęła ją w żelazny uścisk pod stołem.
     - Nie dostrzegasz, że pijesz za dużo, żeby to było normalne, Dorian? - szepnęła.
     Parsknął szyderczym śmiechem.
     - Tutaj wszyscy piją - wykrztusił, kiedy jako tako się opanował.
     - To nie jest wymówka - powiedziała chłodno.
     Skrzywił się.
     - Wiesz co? Po prostu… idź sobie. Psujesz mi zabawę.
     Potem wolną ręką sięgnął po kielich i pociągnął z niego długi łyk, patrząc siostrze prosto w oczy, a jego usta wykrzywił wyzywający uśmieszek. Widział po niej, że była niemal zaślepiona furią. Aż usłyszał, jak mocno zazgrzytała zębami. Poczuł, że jej paznokcie wpijają się w skórę na jego ręce prawie do krwi. Była bliska uduszenia go na miejscu, lecz jakimś cudem się powstrzymała.
     -
Pe-channas! - wycedziła przez zaciśnięte zęby, a on prychnął tylko. Wstała gwałtownie i odeszła szybkim krokiem, z twarzą wciąż pociemniałą z gniewu. Odprowadzał ją wzrokiem, kiedy mijała tańczące pary i została u wyjścia z Sali zaczepiona przez Belega. Znów prychnął, po czym wrócił do przerwanej rozmowy z Firieth.
     Po przebraniu się w codzienny strój i wielu, wielu, wielu, wielu, wielu... bardzo wielu... łykach wody, Dorian znów przysiadł na łóżku, zbierając odwagę, by pokazać się reszcie. Najwyraźniej trwało to zbyt długo, bo do jego uszu dotarł znajomy głos gwiżdżący jakąś skoczną melodię. Jęknął przeciągle. Oto nadchodził początek żartów i docinek.
     - Wiesz, jakie jest najczęściej powtarzane zdanie dzisiaj? - Z tymi słowami Súrion wkroczył do pokoju. - Dorian ylf ernedui.
     - Ego mibo orch - burknął.
     Surion zachichotał, lecz nie ruszył się z miejsca. Dorian podszedł do przyjaciela
i uściskał go.
     - Mellon nìn! - Chłopak zerknął na niego błagalnie. - Powiedz mi, że nie było aż tak źle.
     Elf ledwo powstrzymał się od wybuchnięcia śmiechem. Długo krztusił się, po czym odchrząknął i z trudno utrzymywaną powagą rzekł:
     - To zależy, jak na to spojrzeć, melui mellon. Z jednej strony nie jest tragicznie, bo nie byłeś aż tak pijany jak na przykład Imlad, który zwyczajnie zasnął. Ale… ekhm… cóż, skoro blat stołu pomyliłeś z posadzką, chciałeś konkurować z Hirlinem na najlepszego tancerza… bez butów… co chwila wznosiłeś toast za zdrowie Króla… zamieniłeś role w Balladzie
o Luthien i Berenie… i ułożyłeś pieśń na cześć Firieth… Poczekaj… jak to było? - Zastanawiał się przez moment, po czym zaśpiewał:


Czterysta lat spadały liście pod wrażeniem jej urody, 
a jej piękna nie podkreślą suknie żadnej mody. 
Włosy jej niczym płomienie uczucia, 
które rozpala w każdym bez wyczucia.


     - Nie! - wykrzyknął Dorian. - Przestań!
     Jego najlepszy przyjaciel ryknął potężnym śmiechem. Zaśmiewał się i nie przestawał, podczas gdy Dorian bezradnie stał pośrodku pokoju, upokorzony.
     - A wiesz co jest najlepsze? - wykrztusił elf, wycierając łzy z policzków. - Lavassir spisał te słowa! Teraz wszyscy nucą twoją pieśń!
     Dorianowi zachciało się jednocześnie histerycznie śmiać i płakać. Nie dość, że będzie się musiał zmierzyć z Sybil, to jeszcze przeprosić Firieth. Była ona najmłodszą mieszkanką Mrocznej Puszczy, miała niewiele ponad czterysta lat i Dorian bardzo dobrze się z nią dogadywał, ale po czymś takim…
     - Thranduil powinien zabronić mi picia wina - mruknął, próbując ignorować nieustające salwy śmiechu Súriona.
     - Och tak, to prawda, jesteś stanowczo za młody na takie wybryki. - Elf spoważniał na chwilę. - Obiło mi się o uszy, że twoja siostra rozmawiała już z nim na ten temat. Ponoć Król powiedział, że był pod wrażeniem twojego… „młodzieńczego wigoru”. Ale wiesz jaki on jest, ma do ciebie słabość i raczej nie odmówi ci niczego, co lubisz.
     - Niestety - odpowiedział z przekąsem. - Będę musiał z nim o tym pomówić...
     - O! Czyżbym był świadkiem mocnego postanowienia poprawy? - wykrzyknął Súrion.
     Dorian dał mu kuksańca w ramię.
     - Ała! - figlarnie krzyknął jego przyjaciel, żartobliwie masując bolące miejsce. - No co?! Niejedna osoba z radością usłyszy, że dostałeś nauczkę! Sybil, której wypsnęła się nader imponująca wiązanka nieeleganckich epitetów na twój temat… Firieth, która od wczoraj nie pokazała się nikomu na oczy… Oczywiście Thranduil… Ach, i Legolas, który bardzo chętnie wysłucha również twoich wyjaśnień, dlaczego nie stawiłeś się na wyjście na patrol…
     - Co?! - przerwał Dorian. - Książę wyszedł na patrol?!
     - Tak, kilka godzin temu.
     Chłopak jęknął, kryjąc twarz w dłoniach. Legolas został jego dowódcą zaledwie
w zeszłym miesiącu, a Dorian już zdążył zaliczyć wpadkę.
     - Dlaczego nikt mi nie powiedział?
     Súrion wzruszył ramionami.
     - Może myśleli, że usłyszałeś sygnał, ale nie jesteś w stanie przyjść, albo byli zbyt zajęci zachwycaniem się nad twoim poetyckim talentem.
     Elf znów zanucił pieśń swoim czystym, pięknym głosem.


Czterysta lat spadały liście pod wrażeniem jej urody, 
a jej piękna nie podkreślą suknie żadnej mody.


     Widząc mordercze spojrzenie Doriana, Súrion szybko odwrócił się na pięcie w kierunku wyjścia. Chłopak zerwał się do biegu i gonił przyjaciela, z zamysłem spowodowania poważnego uszczerbku na zdrowiu. A Súrion tylko gromko śmiał się, uciekając mu
z łatwością. Nie minęło dużo czasu, gdy elf zniknął Dorianowi z pola widzenia. Chłopak słyszał jedynie śmiech przyjaciela, radosny niczym srebrne dzwoneczki, a także słowa śpiewane na całe gardło:


Włosy jej niczym płomienie uczucia, 
które rozpala w każdym bez wyczucia.


     Postanowienie na przyszłość?
     Naprawdę częściej słuchać siostry.
____________________________

Sindarin:
- Guren glassui - dziękuję z całego serca,
- Henig - moje dziecko,
- Pe-channas - idiota,
- Dorian ylf ernedui - Dorian wypił za dużo wina,
- Ego mibo orch - idź pocałuj orka,
- Mellon nìn - mój przyjaciel/ mój przyjacielu,
- Melui mellon - kochany przyjaciel/ kochany przyjacielu.

Ustaliłam również kilka dat, które na pewno się przydadzą. Dorian i Sybil nie urodzili się w ten sam dzień. Dorian przyszedł na świat 02.09.2925 r., a Sybil 07.09.2923 r., dlatego też mieszkańcy Leśnego Pałacu wyprawiają jedną ucztę zamiast dwóch (powody praktyczne- jest to rozwiązanie wygodne,
a tak szczerze, to kto by zniósł tyle picia w tak krótkim odstępie czasu?).
Ten dzień był 08.02.2939 r., potem od lutego do kwietnia Dorian i Sybil żyli w sąsiedniej wiosce, Kauss. Od kwietnia bezcelowo tułali się po świecie. Dnia 17.07.2939 r. po raz pierwszy spotykają leśne elfy, błądząc w Mrocznej Puszczy. Od tamtej pory pozostali pod ich opieką i wychowaniem aż do 04.01.2941 r., kiedy to rodzeństwo wyrusza do Ered Luin, by odnaleźć Dziedziców Durina, którzy gościli w Ettinor od 16.01.2933 do 10.04.2934 r.
Kolejny rozdział już wkrótce... ale nie ma obaw, będzie raczej rozczarowujący. Zero akcji. (Na waszym miejscu zastanowiłabym się, czy chcecie, żebym przystąpiła do publikowania mojej wersji wydarzeń
z Bitwy Pięciu Armii, co zacznie się w rozdziale 8...).
Powyższy tekst opublikowałam również na deviantarcie, żeby może przyciągnąć kogoś na mojego bloga. Jak na razie nie wyszło. Trudno.

Dorian knows how to party hard.

wtorek, 4 marca 2014

Rozdział 3.

     Zastał drzwi domu Beorna otwarte, a kiedy wszedł do środka, ujrzał, że krasnoludy siedziały na swoich śpiworach i rozmawiały o czymś.
     „Niespodzianka!” - pomyślał ze zdumieniem czarodziej. 
     Wśród Kompanii znajdował sie również Dorian. Gandalf, musiał przyznać, był zaskoczony. Nie spodziewał się, że rodzeństwo się ujawni. Przynajmniej w końcu zrobili coś, co pochwalał.
     - Gdzie jest Fili i Sybil? - usłyszał pytanie Noriego.
     Kili odchrząknął.
     – No, cóż, oni… ymm…
     Czarodziejowi zachciało się śmiać na widok skrępowania na twarzy młodego krasnoluda. Przeczuwał, że nadchodząca sytuacja będzie komiczna, dlatego stał cicho
w miejscu tak, aby nikt go nie zauważył. 
   
     Z rogu domu dobiegł wściekły krzyk. 

     - DORIAN! - wrzasnęła Sybil.
     - KILI! - ryknął Fili.
     Chłopcy zachichotali. 
     - Coo? - zapytał Dorian niewinnym tonem.
     - JUŻ TY DOBRZE WIESZ CO! - odparła jego siostra.
     - Dlaczego się tak złościcie? - zapytał Kili. - Od teraz możecie być nierozłączni - dodał cicho.    
     - SŁYSZAŁAM TO, KI!   
     Młodzieńcy zaśmiali się ponownie.

     - No i co z tego? - spytał Dorian.
     Fili i Sybil wyłonili się zza parawanu.
     - To był bardzo uroczy gest - stwierdziła przesłodzonym tonem. - Ale…
     - Lepiej uciekajcie - dokończył Fili.
     Fili i Sybil zerwali się do biegu. Dorian i Kili za późno zrozumieli, co im grozłio, i zostali, ku uciesze całej Kompanii, spektakularnie powaleni na ziemię. Rozpętała się regularna bójka między starszym a młodszym rodzeństwem. Obserwujące to krasnoludy miały nie lada uciechę. Kibicowały swoim faworytom i były bliskie stawiania zakładów, kto wygra. Wszyscy widzowie musieli przyznać, że cała czwórka wiedziała, jak się bić. To było widowisko, które jednakże szybko dobiegało końca. Fili i Kili po krótkim czasie uspokoili się i uściskali na zgodę. Natomiast ludzkie rodzeństwo wyraźnie nie miało zamiaru przestać. Sybil leżała na ziemi, przygnieciona siedzącym na jej klatce piersiowej bratem. Dorian przyciskał jej ramiona kolanami. 
     - I co, poddajesz się? - Uśmiechnął się tryumfalnie. 
     - Nigdy.
     Sybil próbowała się wyswobodzić, ale bez skutku.
     - To niesprawiedliwe! - fuknęła. - Mam bardzo mocno zawiązane bandaże i nie mogę się normalnie ruszać.
     - Sama zaczęłaś.
     - Dorianie, synu Brandona, przywołuję cię do porządku! W każdej chwili moje rany mogą się jeszcze raz otworzyć. Byłoby ci smutno, gdybym wykrwawiła się na śmierć.
     - Ani trochę.
     Dziewczyna prychnęła. Zarzuciła nogami, oplotła je wokół ramion brata i zrzuciła go
z siebie. Obydwoje momentalnie podnieśli się z ziemi i już mieli zacząć dalsze zapasy, kiedy Sybil dostrzegła wysoką 
sylwetkę kryjącą się w cieniach u wejścia domostwa. 
     - Dorian…
     Odwrócił się we wskazywanym przez siostrę kierunku.
     - Och! - wykrzyknął.
     Młodzi ludzie zaczerwienili się. Wpatrywali się w czarodzieja z wytrzeszczonymi oczami. Zaniemówili na dłuższą 
chwilę. Patrzyli raz na siebie, potem na Gandalfa, na siebie, na Gandalfa, znowu na siebie i znowu na Gandalfa.
     - Czy ty jesteś tym, którego zwą Mithrandir? - w końcu wykrztusił chłopak. 
     - Jestem znany pod wieloma imionami, ale tak, elfy zwykły nazywać mnie Szarym Pielgrzymem - czarodziej odparł Dorianowi.
     - To dla nas zaszczyt - powiedziała Sybil i razem z bratem skłoniła się nisko. 
     Gandalf uśmiechnął się i podszedł bliżej. Kompania od razu zasypała go pytaniami. 
     - Gdzie ty się podziewałeś tak długo?
     - Dlaczego nas zostawiłeś bez słowa? 
     - Co ci zajęło tyle czasu? 
     - Litości, przyjaciele! - wykrzyknął czarodziej. - Dajcie mi najpierw posilić eis i odpocząć.
     Niedługo potem kolacja została podana i wszyscy zasiedli do stołu. W czasie posiłku Gandalf uważnie, choć ukradkiem, przyglądał się ludzkiemu rodzeństwu.
     - Ai, mellon! - powiedziała Sybil wesoło, kiedy podszedł do niej wielki kasztanowy pies.
     - Mellon? - spytał Dorian z niedowierzaniem.
     - Daj spokój! - prychnęła. - Nie mów mi, że nadal boisz się dużych psów!
     - Nie! - chłopak zaprzeczył gwałtownie. - Tylko… zastanawiająco dobrze dogadujesz się ze zwierzętami.
     - Co w tym złego? - warknęła, rzucając psu trochę jedzenia.
     - Nie, nic! Ale, jak ty to robisz?
     - Po pierwsze, mówię po elficku, geniuszu. Po drugie… - ale tutaj przerwała, bo na ramiona wdrapała jej się srebrzystoszara kocica. - Daro, bain! - zachichotała dziewczyna.
     - Bain é - przyznał Dorian i pogłaskał kocicę po łbie. Zwierzę momentalnie przeszło na jego barki i zaczęło się łasić o jego głowę. Chłopak zaśmiał się.
     - Widzisz? To nie takie trudne - rzekła Sybil, spoglądając na brata z delikatnym, czułym uśmiechem. Potem pogłaskała siedzącego u jej stóp, warczącego z zazdrości psa, szepcząc coś do niego uspokajająco.
     Gdyby Gandalf nie miał wystarczająco własnych zmartwień, spytałby, skąd ci dwoje tak dobrze znali elficki. Domyślał się tego jedynie, jak wielu rzeczy. I w tych domysłach chciał się w spokoju pogrążyć, kurząc fajkę i wydmuchując z ust najróżniejsze koła. Minęło trochę czasu, zanim wrócił myślami do rzeczywistości. Kiedy trzeźwo rozejrzał się dookoła, jego oczom ukazał się ciekawy widok.
     Krasnoludy usadowiły się wokół paleniska, podczas gdy Fili, Kili, Sybil i Dorian siedzieli w kółku blisko ognia, a każdy czesał każdemu włosy - Sybil Kiliemu, Kili Dorianowi, Dorian Filiemu, Fili Sybil. Czarodziej uśmiechnął się.
     „Może jest nadzieja dla świata, skoro taka przyjaźń i miłość między rasami nadal istnieje”.
     - Sybil? - zapytał Kili ni stąd, ni zowąd.
     - Hmmm?
     - Zaśpiewacie coś?
     - Eee, no nie wiem… - odparła niepewnie. - Wiesz, większość pieśni jakie znamy są elfickie… Chyba niektórym tu obecnym to by się nie spodobało… - powiedziała, zerkając na Thorina.
     - Ci niektórzy przekonają się zatem, jaki popełniają błąd - stwierdził Fili.
     Sybil westchnęła, zastanowiła się przez moment, po czym zaczęła pieśń. 

Zielone liście, zieleń traw, 
Wysoki jasny szalej -
A na polanie światło gwiazd
Na tle cienistych alej.
Tinuviel wiedzie tutaj tan
(Ton fletni - słyszysz - bliski), 
A na jej włosach światło gwiazd
I w sukni gwiezdne błyski. 

     Kolejną zwrotkę śpiewał Dorian. 


Beren tam przyszedł z mroźnych gór, 
Wędrował wciąż pod liśćmi-
Aż ujrzał Rzeki Elfów brzeg
I rzek: gdzież dalej iść mi? 
I spojrzał przez szaleju liść: 
Na płaszczu złoto słońca
I fala włosów niby cień
Za głową szła - tańcząca. 

     Potem rodzeństwo śpiewało wspólnie swymi pięknymi, czystymi głosami, które idealnie wypełniały się i splatały w jeden, o niezwykłym brzmieniu.

Zmęczonym stopom jakiż lek! 
Wędrówek dość bez końca! 
Więc ruszył naprzód poprzez bór,
Chwytając blask miesiąca. 
A ją przez elfów mroczny las
Tańcząca stopa niesie-
A on samotny tak jak wprzód
W milczącym błądzi lesie. 

A czasem słyszy szelest stóp
Wśród liści lip leciutki-
A czasem jak z podziemnych grot
Melodii cichej nutki. 
Szaleju liść już dawno zwiądł
A z bukowego drzewa
Czerwone liście lecą w krąg
I zimny wiatr je zwiewa. 

Szukał jej wszędzie, szukał wciąż, 
Gdzie leżał liść pokotem, 
Gdy w mroźnym niebie księżyc lśnił
I gwiazdy przy nim złote. 
W miesięcznym blasku lśnił jej płaszcz, 
Gdy na pagórku, w dali
Tańczyła mając u swych stóp
Srebrzystą mgłę z opali. 

Wróciła, gdy był zimy kres,
By przyjście głosić wiosny, 
Swym śpiewem jak skowronka lot
jak rzeki plusk radosny
U stóp jej - patrz - rozkwita kwiat, 
Już Beren urzeczony
Z nią tańczyć chciałby pośród traw
I z kwiatów pleść korony. 

I znów uciekła - Beren w głos
"Tinuviel - woła - miła".
Myślała, że to może elf, 
Więc główkę odwróciła. 
Ten głos snadź rzucił na nią czar-
Stanęła urzeczona, 
I wtedy spełnił się jej los,
Gdy padła mu w ramiona. 

A gdy w jej oczu spojrzał toń, 
Jak na niebieskim łanie, 
Oczarowany ujrzał gwiazd
Srebrzyste migotanie. 
Tinuviel, najpiękniejsza wśród
Odwiecznych elfów grona-
Zarzuca nań swych włosów sieć
I srebrne swe ramiona. 

I długą drogą los ich wiódł
Przez grozę gór Północy,
Żelaznych sal i czarnych wrót
Przez puszcze wiecznej nocy
Choć ich rozdzielił bezkres Mórz, 
Raz jeszcze się spotkali... 
I w las odeszli, dawno już,
Ze śpiewem - i bez żalu. 
               
     Kiedy skończyli, zapadła głęboka cisza. Zdawało się, że krasnoludy,
o dziwo, 
pragnęły usłyszeć więcej elfickich ballad.
     - Teraz wasza kolej - rzekł Dorian. Spojrzał błagalnie na Thorina. - Zaśpiewaj, proszę. Twój głos jest taki niesamowity - zwrócił się do niego błagalnie. 
     Kompania wymieniła zszokowane spojrzenia na tak śmiałe wyznanie w stosunku do Króla, ale on uśmiechnął się tylko i zanucił. 

Ponad gór omglony szczyt
Lećmy, zanim wstanie świt, 
By jaskiniom, lochom, grotom
Czarodziejskie wydrzeć złoto!

     Młodzi ludzie wlepili oczy w Thorina i zdawało się, iż chłonęli każdą nutę. Gdy do śpiewu włączyli się inni członkowie Kompanii, błogie uśmiechy wstąpiły na ich ładne twarze. Wsłuchując się w słowa pieśni, wszyscy przenieśli się do odległych krain, pełnych bogactwa, niemal ujrzeli je na własne oczy, zapragnęli ich... 
     Po długim i pięknym czasie pieśń dobiegła końca. 
     - Dziękuję - Sybil wyszeptała cicho. 
     Wstała na równe nogi i ziewnęła.
     - Robi się późno. Dorian, chodźmy już spać - spojrzała na leżącego na ziemi brata. - Doooriaan!- zawołała głośno. Kiedy nie otrzymała odpowiedzi, parsknęła śmiechem. - Twój głos zawsze go usypiał Thorinie.
     - Dobrze, że chociaż to się nie zmieniło - odparł Król. Patrzył na śpiącego chłopca
z rozczuleniem przez moment. - Może go nie budź… Jakoś zaniesiemy go na jego posłanie…

     - Och nie, nie! - przerwała mu szybko, a jej uśmieszek zdradzał łobuzerskie zamiary. - Jeszcze mu się nie odwdzięczyłam za jego poprzedni kawał…- Z tymi słowami nachyliła się nad bratem i dmuchnęła mu w ucho.
     Dorian obudził się z krzykiem. Gdy zobaczył śmiejącą się siostrę, spojrzał na nią wyraźnie zdegustowany. Jego wzrok sprawił, że dziewczyna zaśmiała się jeszcze głośniej.

     - Ty… - wycedził przez zaciśnięte zęby. - Pożałujesz tego!
     W mgnieniu oka obezwładnił ją i zaczął łaskotać po brzuchu. Udaremniał wszelkie jej histeryczne próby uwolnienia się.
     - I co? Hm..? - syczał cicho z sadystyczną przyjemnością w głosie. - Miło ci?
     - Prze… hahaha… Dorian, nie… haha… Przest…. aaaań! Aaa, PRZESTAŃ! - ryknęła, kopiąc i  machając rękami.
     - Najpierw przysięgnij, że już mnie tak więcej nie obudzisz!
     - Chciałbyś! - warknęła i zdjęła brata z siebie, tak samo jak w trakcie ich poprzedniej bójki. Już miała mu się odwdzięczyć…
     - Dzieci! - krzyknął Thorin. Obydwoje zamarli w bezruchu. - Już wystarczy! Lepiej idźcie wypocząć.
     - No dobra… - mruknął Dorian. Dyszał głośno razem z siostrą, a kiedy już się uspokoili, przytulili się z Filim i Kilim, a Sybil pocałowała blondyna w policzek dyskretnie. Potem, wedle ludzkiego zwyczaju, ściskali każdemu krasnoludowi dłoń. Ukłonili się Gandalfowi
i złożyli szybki, przelotny ukłon przed Królem, po czym j
uż odchodzili w kierunku parawanu. 
     - Dobranoc wszystkim! - rzucił Dorian na pożegnanie.
     - Słodkich snów, Bilbo! - dodała Sybil z uśmiechem.
     - A o mnie zapomnieliście?
     Natychmiastowo się zatrzymali. Odwrócili się i zobaczyli, że Thorin patrzył na nich wyczekująco, jakby zawiedziony. Dorian i Sybil wymienili niepewne, pytające spojrzenie. Potem jednocześnie kiwnęli głowami i zaczęli biec w kierunku Thorina. Wpadli krasnoludowi w objęcia, niemal go przewracając. Król pod Górą sapnął głośno, na poły
z zaskoczenia, a także z powodu siły uderzenia. Na początku wyraźnie widać było, że nie wiedział, co ze sobą zrobić. Jednak po chwili objął dwójkę ludzi powoli, ujmując ich
w mocny uścisk. 

     - Moje drogie dzieci… tak mi przykro. - Jego szept dotarł do nielicznych uszu. 
     - Wiemy, Thorinie, wiemy -  Dorian odparł załamującym się głosem.
     Sybil zaszlochała cicho, a zaraz po niej jej brat. Thorin zaczął głaskać rodzeństwo po głowach i szeptać kojąco:
     - Szsz… Już wystarczająco płakaliście. Od teraz już wszystko będzie dobrze, zobaczycie. - Dziewczyna załkała jeszcze głośniej. - No już, cśś…
     Po kilku chwilach Dorian i Sybil uspokoili się. Kiedy Thorin uwolnił ich ze swoich objęć, cała trójka uśmiechała się do siebie smutno. Król wytarł łzy z policzków dzieci. 
     - Idźcie już, i żeby chociaż wasze sny były przyjemne - powiedział. 
     Dorian i Sybil przytulili go jeszcze raz, a potem bez słowa, nie patrząc na nikogo, odeszli szybko. 
     - Ach, Dorianie! - zawołał Thorin.
     Chłopak odwrócił się błyskawicznie.
     - Twój miecz - powiedział Król i podał oręż chłopakowi, gdy ten podszedł.
     Dorian wysunął miecz z pochwy powoli. Piękno przedmiotu oczarowało wszystkich dookoła.
     - Mój? - wykrztusił, lustrując wzrokiem każdy cal klingi, jakby ujrzał ją po raz pierwszy. - Przecież należał do mojego taty, a skoro on poległ, oddałem go tobie…
     - Wiem, że to był podarunek dla Brandona, ale niech od teraz przechodzi w waszej rodzinie z ojca na syna, jako symbol tego, co nas połączyło - ogłosił Thorin uroczyście.
     Dorian uściskał krasnoluda jeszcze raz.
     - No już, zmykaj chłopcze - zaśmiał się Król.
     Dorian podbiegł do siostry, cały podekscytowany. Sybil, z wyrazem ogromnej dumy na twarzy, otoczyła brata ramieniem i razem odeszli za parawan.
     W tamtym momencie Gandalf przyjrzał się Thorinowi. Król wpatrywał się w miejsce, gdzie młodzi ludzie zniknęli za parawanem. Uśmiechał się, ale w kącikach jego pełnych żalu oczu zbierały się łzy.
     - Mithranirze!
     Galadriela jaśniała zachwycająco w promieniach słońca.
     - Dlaczego Niziołek?
     - Nie wiem. Saruman uważa, że tylko wielka moc zdoła trzymać w szachu wielkie zło. Ja jestem innego zdania. Odkryłem, że to małe rzeczy, codzienne starania zwykłych ludzi,  nie dopuszczają złego
. Proste dowody miłości i dobroci.

***
     Wsłuchiwała się w spokojnych oddech śpiącego brata.
     „Co ja tu jeszcze robię?” - zastanowiła się z paniką. 
     Wstała i uklękła przy bracie.  
     - Dorian, wyruszamy - szepnęła, potrząsając nim.
     - Csooo? - jęknął, po czym zagrzebał się głębiej w sianie.
     Zerwała z niego koc.
     - Musimy tam jechać w tej chwili.
     - Ogarnij się Sybil! - burknął. - Jest środek nocy! Daj normalnym spać!
     Siłą postawiła go na nogi.
     - Wyjeżdżamy. Pakuj się, już!
     - Co ty wyprawiasz?! Dlaczego akurat teraz?
     - Muszę się z nim zobaczyć.
     - I powiedzieć mu o Panu w Dol Guldur? Daj spokój! - prychnął. - On przecież doskonale o nim wie! Jego las pogrąża się w mroku i on aż za dobrze zdaje sobie z tego sprawę! Tak jak cała reszta. W sumie to nie wiem, po co upierasz się, aby tam w ogóle jechać… To są elfy, one wiedzą wszystko!
     - Właśnie… Dorian, muszę się zobaczyć z Gilraen.
     - Co? To z Gilraen czy z nim? Z kim w końcu? - Jej brat świdrował ją wzrokiem.
     - No dobra - przyznała. - Wcale nie z nim. Z Gilraen.
     - Dlaczego? Sybil, co się dzieje? - Zmartwił się. - Źle się czujesz? Jesteś chora?
     - Czy to, co mi dolega to choroba,  jest kwestią sporną. Ale od zarania dziejów wzbudza strach u niezliczonej ilości kobiet. To jest ich największe błogosławieństwo i zrazem przekleństwo…
     - O czym ty mówisz? - zmarszczył brwi. 
     - Dorian, nie wiedziałam, że jesteś aż takim idiotą! Lubisz zagadki, czyż nie? Pomyśl! Musiałeś zauważyć…  wilczy apetyt, huśtawka nastrojów…
     - Nadal nie załapałem. - Pokręcił głową. 
     - Błagam cię, nie każ mi tego mówić wprost! - Po wyrazie twarzy brata widziała, że nie odgadł. - Dobra! - warknęła z irytacją. - Ostatnia wskazówka: powiedzmy, że…
w najkrótszą noc roku nie tylko… rozmawialiśmy
z Filim.
     Dorian głośno wypuścił powietrze z płuc i aż usiadł z wrażenia.
     - Nie…  Sybil… jaja sobie ze mnie robisz!
     - No oczywiście - parsknęła. - To jest wprost idealny temat do żartów.
      - Ale jesteś tego pewna? Przecież to w gruncie rzeczy… niemożliwe.    
     - Dlatego właśnie muszę porozmawiać z Gilraen.

     - A jeżeli się okaże, że to prawda to…  co z tym zrobisz?
     - Nie wiem… - Westchnęła ze znużeniem. - Nie mówmy o tym, na razie. Trzeba się upewnić.
     Spakowali się w pośpiechu i wymknęli z Drewnianego Dworu najciszej jak potrafili, zostawiając po sobie tylko list. Gdy pędzili przez ciemność na pożyczonych bez pytania koniach, Dorian ciągle chichotał.
     - Co jest takie zabawne, braciszku?- zapytała jadowitym tonem, kiedy pokłady jej cierpliwości się w końcu wyczerpały.
     - Sybil, znam cię całe życie, a ty nadal nie przestajesz mnie zaskakiwać! Wbrew wszelkim oczekiwaniom, kiedy trzeba, zachowujesz się jak należy, jak dama. Potem okazuje się, że potrafisz manipulować orkami! Nagle umiesz jeździć na wargu…  A teraz to! Mam ciarki, jak sobie pomyślę, co będzie dalej!
______________________________
TAK, wiem, że Gandalf tak naprawdę przyszedł, kiedy Kompania spożywała kolację, no ale... fikcja literacka.
Dorian i Sybil darzą Gandalfa słusznym szacunkiem. Pewnie nasłuchali się od elfów o tym, jaki to on wielki. Bo faktycznie był wielki. Miał rację... proste gesty dobroci i miłości. Oto, co oczarowało Króla pod Górą. Oto, dlaczego tak bardzo pokochał zwyczajnych ludzi. Przez rok mieszkał z nimi
i posmakował ciepła rodzinnego domu... proste gesty dobroci i ciepła okazywane przez Brandona i 
Korę podziałały na niego najbardziej...
Mellon znaczy przyjaciel
Bain é. - Beautiful indeed. - Rzeczywiście, piękna. 

Mój wybór Ballady o Luthien i Berenie nie jest przypadkowy. Wczytajcie się, ona jest TAKA wspaniała!
Sybil nie chciała powiedzieć tego wprost, wiec ja to zrobię: jest w ciąży!
AAAA, już słyszę te piski i okrzyki radości. (sarkazm) Ale wstrzymajcie się z toastami.
Przecież to niemożliwe, czyż nie? Ludzie i elfy mogą mieć potomstwo, aczkolwiek uznawano to za dosyć... nieprzyzwoite, aby Pierworodni mieli potomków z Drugimi Dziećmi Iluvatara.
A skoro krasnoludy to dzieci Aulego... no nie, to normalnie by 
się nie zdarzyło. Ale... fikcja literacka.
Dobra. Możecie hejtować.  

Rozdział 2.

UWAGA! W TYM ROZDZIALE JEST BARDZO DUŻO MIŁOŚCI. OSOBIŚCIE RZYGAM TĘCZĄ.
____________________________
 
     Piękna srebrzystoszara kocica wpatrywała się w nią swymi wielkimi, złotymi oczami. Sybil czuła na sobie jej spojrzenie, które nie pozwalało dziewczynie jeść w spokoju. Podniosła wzrok znad talerza i ujrzała, że zwierze siedziało na stole, tuż obok usadowionego naprzeciwko Sybil Bifura. Kompania spożywała właśnie podwieczorek. Thorina nie było ani śladu, Kili i Dorian też gdzieś zniknęli. Sybil nie przejmowała sie tym. Stworzenie naprzeciw niej do reszty przykuło jej uwagę. Dziewczyna doskonale rozumiała, jakie były zamiary kocicy. 
     - Ú, cath - mruknęła, patrząc w jej ślepia. Powiedziała to po elficku, żeby zwierzę na pewno zrozumiało.    
     Ślicznotka jakby na złość podeszła bliżej, zaintrygowana, że ktoś oprócz jej pana potrafił się z nią porozumieć. Miauknęła bardzo uroczo. 

     - Ego, cath - powiedziała Sybil, nie mogąc powstrzymać się od uśmiechu. 
     Kocica zaczęła mruczeć, po czym śmiało wdrapała się po ręce na ramiona Sybil
i bezczelnie łasiła się o jej głowę. Dziewczyna zaśmiała się ciepło. 

     - Daro! - zachichotała.
     Ślicznotka zaczęła mruczeć jeszcze głośniej i ocierać się 
o jej głowę mocniej. 
     - Il matha, bain - szepnęła Sybil, rzucając kawałek chleba na podłogę.
     Kocica zamiauczała 
z wdzięcznością i spektakularnie skoczyła po zdobyty kąsek. Nawet nie zdążyła dotknąć jedzenia, kiedy znikąd pojawił się duży pies. Biegł prosto na kocicę, warcząc głośno. Ślicznotka uratowała się w ostatniej chwili, wdrapując się na ramiona Sybil. Psisko szczekało wściekle, bezsilnie skacząc i próbując złapać kotkę. Psu brakowało bardzo niewiele do osiągnięcia tego celu, co denerwowało go jeszcze bardziej. Dziewczyna siedziała spokojnie, wiedząc, że nic jej się nie stanie, jednak po pięciu minutach szczekania i prychania za uchem miała tego dość. 
     - Far! - krzyknęła.
     Zwierzęta uspokoiły się natychmiast. Ślicznotka zeskoczyła z jej pleców na stół, siadając obok jej talerza. Pies zaczął warować u jej stóp z pokornym skomleniem. Przyjrzała się mu. To był bardzo piękny pies, z długą, gładką, lśniącą sierścią w kolorze kasztanowym. Jego bursztynowe oczy patrzyły na nią z szacunkiem.

     - Maer hû - powiedziała cicho, głaszcząc go po łbie.
     On polizał jej dłoń, a ona z uśmiechem rzuciła mu kawałek chleba. Pies zjadł go błyskawicznie, po czym, merdając ogonem, położył głowę na kolanach Sybil, która zaśmiała się lekko i wróciła do jedzenia.

     - Jak to zrobiłaś? - Usłyszała pytanie Glóina.
     Dopiero teraz Sybil spojrzała na krasnoludów siedzących przy stole. Wyglądali na nader zdumionych. 
     - Co? - Zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc. Co w tym dziwnego? Przecież tylko rozmawiała z psem i kotem.
     - To są zwierzęta Beorna i wyłącznie jego powinny słuchać - odparł ognistowłosy krasnolud.
     - Znowu jakieś elfickie czary - prychnął Bifur po Kuzdzulsku.
     - Sam widziałeś, co one potrafią - odpowiedziała mu w tym samym języku.
     Kompanii opadły szczęki. Ich miny wyrażające czysty szok oraz oburzenie były wprost bezcenne.                
     Krasnoludy skrywały swój 
język przed innymi plemionami. Chroniły go przed poznaniem przez inne rasy - wolały posługiwać się obcymi językami, niż uczyć inne istoty własnego. Jakże to było niedopuszczalne, że posługiwała się nim jakaś prosta, młoda dziewczyna. A co by było, gdyby Sybil powiedziała im, że sam Thorin nauczył ich trochę krasnoludzkiego... Zachciało jej się śmiać na tę myśl, ale była zbyt głodna, by wcielić ów pomysł w życie. Wykorzystała moment ciszy i zabrała się za jedzenie.
     Wtedy na kolację jak burza wpadli Dorian i Kili i usiedli siedli obok niej. Wystarczyło, że raz na nich spojrzała, a już wzrosła w niej podejrzliwość. 
     - No dobra, co knujecie? - spytała.  
     - Ależ nic! - odrzekł Dorian z uśmieszkiem. - Skąd takie przypuszczenia, siostrzyczko?
     Nie chciała wdawać się z nimi w dyskusje. Wolała jeść, co też uczyniła. W trakcie spożywania posiłku cały czas czuła, że Kili bacznie się jej przyglądał. Młody krasnolud zagwizdał z wrażenia. 
     - Uau, Sybil, co za apetyt! - wykrzyknął. 
     W tamtym momencie zakręciło jej się w głowie. Miała wrażenie, że zaraz zemdleje. Wstała od stołu i wybiegła na werandę. Powietrza! Złapała się drewnianego filara, próbując opanować ataku nudności.
     To niemożliwe. Przecież to niemożliwe.
     - Wszystko w porządku? - Usłyszała za plecami zatroskany głos Filiego.
     „Odejdź” - pomyślała.
     - Nic mi nie jest - odpowiedziała szorstko, nawet się do niego nie odwracając.
     - Sybil, czy coś się zmieniło? - zapytał odrobinę urażonym tonem
     - Nie… Fili, nic się nie zmieniło. Po prostu… - Spojrzała na niego. Co miałą mu powiedzieć? - Boję się. 
     Usiadła na najbliższej ławce i ukryła twarz w dłoniach. Zbierało jej się na płacz.
     „Co się ze mną dzieje?”
     Fili stanął tuż przed nia. Bez namysłu, Sybil schroniła się w jego silnych ramionach. Położyła głowę na jego piersi i szlochała.
     - Przepraszam za moje zachowanie, Fili…  Ja się zwyczajnie boję. I nie wiem czego… - „Czyżby?” - Strach nie daje mi spokoju…
     - Cśś, już dobrze. Już nic nie mów - szepnął.
     Pocałował Sybil w czoło i zaczął delikatnie głaskać ją po głowie. Westchnęła. Czuła się bezpiecznie w jego ramionach. Już się nie bała. Sybil zdała sobie sprawę, jak bardzo tego potrzebowała. Cieszyła się jego bliskością i dopiero po dłuższym czasie wyswobodziła się
z uścisku i spojrzała na Filiego.

     Te oczy… Tata miał podobne. Też były lodowato niebieskie, ale na nią zawsze patrzyły czule. Tata potrafił mieć taki straszny wzrok, kiedy był zły. Ale nie potrafił się złościć na swoją córeczkę.
     Tęskniła za tym. Za tym, jak na nią patrzył. Za tym, jak się o nią troszczył. Za nim.
      - Fili, tęskniłam za tobą.
     Uśmiechnął się. Wytarł łzy z jej policzków, po czym odgarnął włosy na jej plecy
i pocałował
w odsłoniętą szyję. Potem składał na niej delikatne pocałunki od dołu do góry, a kiedy dotarł do ucha, szepnął:
     - Ja za tobą bardziej.
     „Och, słodka Yvanno, jak ja mam nad sobą panować?”
     Znowu wypełniał ją ogień. Oczywiście uznała, że nie było mowy, aby się powstrzymała. Pocałowała Filiego w usta zaciekle. Poczuła, że był tą zachłannością zaskoczony, ale szybko się dostosował. Na szczęście po krótkim czasie wyczerpali zapasy powietrza. Sybil była bliska zaczęcia rozbierania krasnoluda.
     - Co jeśli ktoś zobaczy? - wydyszał Fili, kiedy opierał swoje czoło o jej.
     - Pytasz dla zasady - stwierdziła z uśmiechem.
     - Oczywiście. - Z tymi słowami pocałował ją znowu, lecz tym razem cieszyli się sobą powoli.                    
     Czuła przyjemne dreszcze, kiedy Fili dłońmi zataczał kręgi na jej plecach. Ona
w zamian masowała mu kark. 
Nie trzeba dodawać, że było im idealnie.
     Jednak nagle Fili przerwał pocałunek. Odsunąwszy się od dziewczyny, jęknął z bólem. Widząc jej pytające spojrzenie, pokazał Sybil swoje dłonie. Były całe ubrudzone we krwi.
     - Wybacz! - krzyknął. - Musiałem otworzyć twoje rany! Tak mi przykro! Co ja narobiłem?! Ale ze mnie idiota!
     - Rzeczywiście, jesteś idiotą - odparła sarkstycznie. - Zachowujesz się, jakby świat miał się skończyć. To nic wielkiego. Chodź, pójdziemy do Oina, on się mną zajmie. 
     Tak więc wrócili do domu, przywołali uzdrowiciela, który momentalnie przystąpił do działania. Zabrał Sybil i Filiego  za parawan. Rozkazał przynieść misę z gorącą wodą, którą Bilbo błyskawicznie dostarczył. Później Oin szybko zrobił napar z ziół. 
     - Fili, Bilbo, wyjdźcie, zaraz zdejmę jej bandaże - powiedział krasnolud.
     Hobbit wyszedł, ale Fili nie ruszył się z miejsca.
     - Chcę zobaczyć - rzekł. 
     - Przecież już widziałeś - warknęła Sybil
     - Chcę zobaczyć - powtórzył uparcie.
     Dziewczyna prychnęła z irytacją, ale zrzuciła z siebie zakrwawiony koc. Cały jej tułów, pierś i ramiona były zabandażowane. W miarę jak Oin sprawnie ściągał bandaże, oczy Filiego zaszły łzami. Patrzył na plecy Sybil i czuł na sobie jej razy. Zdał sobie sprawę, że kiedy widział jej rany po raz pierwszy, nie zobaczył wszystkiego. Myślał, że jej plecy były praktycznie obdarte ze skóry. Ale one faktycznie zostały jej pozbawione.
     Oin szybko przemył rany naparem i zabandażował Sybil tak mocno, że zdawało jej się, iż założono jej gorset. Przed oddaleniem się, uzdrowiciel przykazał jej się położyć i nie ruszać oraz dużo pić. Bardzo chętnie to uczyniła. Poczuła się zmęczona. Ułożyła się wygodnie na miękkim sianie, a jej nowy przyjaciel, piękny pies o kasztanowej sierści, od razu przyniósł jej wielki kufel pełen mleka. Pijąc je łapczywie, nagle zauważyła, że Fili stał w miejscu jak posąg z zaciętym wyrazem twarzy. 
     - Fili? - spytała niepewnie. 
     - Gorbag mi za to zapłaci - powiedział załamującym się głosem.
     - Tak...
     - Jak ty w ogóle wyszłaś z tego żywa? Przecież ludzie są słabi…
     - Dziękuję ci bardzo…
     - I to wszystko dla nas! Tyle cierpisz…
     - Menu tessu, Fili.
     To zdołało go uciszyć. Wpatrywał się w nią z uwielbieniem, milcząc.
     - Fili? - zapytała po chwili. - Zostaniesz ze mną? 
     Nie musieli się obawiać gadania. Za parawan nie wchodził nikt oprócz Doriana, który
o wszystkim wiedział, oraz Bilba i Oina, a oni sprawiali wrażenie, że można było im zaufać.

     - Zawsze - odpowiedział. 
     Położył się obok niej. Po niedługim czasie obydwoje zasnęli, wtuleni w siebie. 
***
     Kiedy znowu otworzył oczy, odkrył, że słońce zachodziło. Wziął głęboki, drżący oddech
i podniósł się na nogi z najwyższym wysiłkiem. Przez ostatnie godziny tylko leżał na ziemi w bezruchu, w myślach wspominając swych drogich przyjaciół i w ciszy oddając im hołd,
a mimo to czuł 
się wyczerpany. Dotarło jednak do niego, że musi żyć. Nie dla Filiego
i Kiliego. Ani dla Dis, Sybil czy Doriana. Nawet nie dla Ereboru. Dla zemsty. Brandon
i Kora zostaną przez niego pomszczeni, a w Królestwie Ereboru każdy będzie znał ich imię. 

     Powlókł się powrotem do domu Beorna. Nie spieszył się - musiał się ostatecznie opanować. Jego ludzie nie mogli go zobaczyć w takim stanie. Musiał zachować kamienną twarz. Był Królem, nie można było go złamać. Niech jego ludzie pozostaną niezachwiani
w tym przekonaniu.

     Gdy wyszedł zza zakrętu, zobaczył Filiego i Sybil przytulających się na werandzie. Zaskoczył go ten widok, lecz tylko trochę. Nie było nic złego w obejmowaniu się. Ponadto, nie musiało być w tym zachowaniu nic więcej oprócz wyrazu przywiązania. W tym nie musi się nic kryć. Zupełnie tak jak z nim i Bilbem.
     Oczywiście, że podszedł bliżej. I to najciszej jak potrafił.
     - Fili, tęskniłam za tobą. - W głosie Sybil była nuta, której się nie spodziewał.
     Później Thorin ujrzał, jak jego siostrzeniec delikatnie całował szyję dziewczyny od dołu do góry, a potem szepcze coś do jej ucha. Król przewrócił oczami z irytacją.
     „Na litość Mahal, Fili,
znowu?!” .
     Thorin powoli miał tego dość. Gdziekolwiek się zjawili, Fili i Kili uwodzili młode panny. Ileż było z tego problemów!

     „A ile będzie problemów z tego!” - pomyślał, gdy ujrzał  Filiego i Sybil całujących się
z ewidentnym pożądaniem.
     Thorin odwrócił wzrok. To było dosyć niestosowne, aby oglądał takie sceny
z udziałem własnego siostrzeńca. On sam odwrócił się od miłości tego rodzaju. Miał zbyt wiele obowiązków, żeby zaprzątać sobie tym myśli. Kiedy odzyskają Samotną Górę, będzie musiał poślubić jakąś krasnoludzką kobietę. Miał już potomków, ale wymagany będzie od niego jakiś korzystny sojusz polityczny. To był kolejny królewski obowiązek. Być może miłość przyjdzie wraz z małżeństwem. A jeśli nie, to cóż, do tej pory dobrze się bez niej obchodził. Nie potrzebował jej. 
     Fili i Sybil przestali i dyszeli głośno, stykając się czołami. Thorin zastanawiał się, dlaczego Fili to robił. Przecież krzywdził Sybil. Nawet jeśli było między nimi coś więcej niż zwykłe młodzieńcze zauroczenie, związek krasnoluda i człowieka nie miał prawa bytu. To się zwyczajnie nie zdarzało.
     - Co jeśli ktoś zobaczy? - zapytał Fili.
     - Pytasz dla zasady - stwierdziła z uśmiechem.
     - Oczywiście.
     Tym razem Król był zdumiony. Fili i Sybil całowali się teraz bardzo czule oraz powoli.
     Thorin zmarszczył brwi.
     „Pytasz dla zasady? To ile razy wy to już robiliście?”.
     Przypomniał sobie, jak Fili kłócił się z Sybil. Mówił wtedy… powiedz mi kto, a go 
zabiję,
i jeszcze: dla mnie liczy się tylko to, że jesteś ranna. To były słowa wskazujące na ogromne przywiązanie. Fili był gotów zamordować dla Sybil, bardzo zależało mu na niej. Widoczne to było również teraz - zwyczajnie spanikował, odkrywając, że dziewczyna krwawiła. To oznaczało tylko jedno…
     Szok zalał Thorina potężną falą.
     „Fili, jak mogłeś być tak… młody?”.
     Przecież to bez sensu. Sybil to tylko człowiek. Zestarzeje się i umrze, zanim Fili przeżyje połowę życia. To się nie mogło skończyć szczęśliwie.

     „Jak to się stało, że akurat ją wybrałeś?”
***
     - Oni tak na poważnie? - spytał Kili z niedowierzaniem.
     - Na to wygląda - westchnął Dorian. 
     Gapili się na Sybil i Filiego śpiących obok siebie, trzymających się za ręce.
     Kili wiedział, że ten dzień kiedyś nadejdzie. Że pojawi się dziewczyna, która sprawi, że nie będzie już dla brata najważniejszy. Ale kompletnie nie spodziewał się, że stanie się to właśnie teraz i tą dziewczyną będzie Sybil. Dokładnie ta sama Sybil, którą jeszcze osiem lat temu nosił na rękach i śpiewał z nią wesołe piosenki. Której opowiadał bajki na dobranoc. To było surrealistyczne.
     To samo tyczyło się Doriana. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że kiedyś zjawi się chłopak, który zepchnie go na drugi plan. Ale za nic w świecie nie spodziewał się, że będzie to Fili. Ten sam Fili, z którym osiem lat temu układał plany unicestwienia firnakowego potwora i którego zadręczał pytaniami o wszystko. Ten sam Fili, który kołysał go do snu. To było niewiarygodne.
     Dorian i Kili chcieli zażartować z tej sytuacji, póki jeszcze mogli.
     - Jesteś pewny, że się nie obudzą? - spytał Dorian szeptem.
     - Jeśli się zamkniesz, to tak - odparł młody krasnolud i ostrożnie przystąpił do dzieła.

***
     Sybil napawała się chwilą. Czuła się po prostu dobrze. Fili leżał obok niej i trzymał ją za rękę. Przyjemne ciepło biło od jego ciała. Zapragnęła, by mogło tak zostać na zawsze - ona i Fili, sami.
     Ale odkryła, że były z nimi ktoś jeszcze. Leniwie otworzyła oczy i uśmiechnęła się. Ślicznotka leżała na brzuchu dziewczyny. 
     - Ai, bain! - powiedziała.
     Kocica zaczęła mruczeć, słysząc słowa powitania. Sybil pogłaskała kotkę po jej miękkim futerku. Potem próbowała usiąść, ale coś pociągnęło ją za włosy.

     - Fili! - syknęła, potrząsając nim.
     - Hmmm? - mruknął półprzytomny.
     - Puść moje włosy.
     - Hę? Przecież ja.. ała! - Próbował się od niej odsunąć, jednak coś go boleśnie powstrzymało.
     Oboje jednocześnie odkryli, ze ich włosy są zaplątane w jednym miejscu. I oczywiście
w tym samym momencie zderzyli się głowami, chcąc sprawdzić, co im się stało.

     - Czekaj, najpierw ja - powiedział Fili. Powoli odwrócił głowę, wybadując to miejsce rękami. - Oooo, nie… - warknął. - Małe dranie za to dostaną.
     - Co?
     - Sama sprawdź.
     Złote włosy Filiego przeplatały się z brązowymi włosami Sybil w długim, misternym warkoczu.
_____________________________
Hah, Kili i Dorian, tacy żartownisie, hahahah.
Wiem doskonale, że w powyższym rozdziale znajdują się pewne niezrozumiałe zdania. Och, no wiem, ja wiem, że nie powinnam ufać internetowi w tej sprawie, ale... no to jest elficki...
Ú
, cath. - No, cat. - Nie, kocie.
Ego, catch. - Go away, cat. - Odejdź kocie.
Daro! - Stop! - Przestań!
Il matha, bain. - You wield, beautiful. - Ty rządzisz, piękna.
Far! - Enough! Dosyć! Maer hû. - Good dog. - Dobry pies.
Ai, bain. - Ah/ Hail, beautiful. - Ach/ Witaj, piękna.