Pokazywanie postów oznaczonych etykietą such a lot of coffee to survive. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą such a lot of coffee to survive. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 czerwca 2014

Ważne!

Absurd staje się jeszcze bardziej absurdalny. 
WAŻNE OGŁOSZENIE PARAFIALNE

W związku z bardzo niewielkim postępem prac nad moim "dziełem" oraz koniecznością przeredagowania rozdziału 5. niemal od podstaw, ogłaszam, że nie warto zaglądać tutaj w poszukiwaniu nowych rozdziałów wcześniej niż przed połową czerwca. 
Od tamtej pory jednakże już naprawdę powinno pójść z górki, chociaż szczerze wątpię, czy wyrobię się ze skończeniem "Życie za życie" przed początkiem sierpnia.

Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że równolegle pracuję nad tzw. prequelem oraz sequelem "Życie za życie". 

Mogę dodać, że prequel będzie nosił tytuł "Początek". Opowiada on głównie
o, uwierzcie mi, skomplikowanym związku Brandona i Kory. 

Sequel natomiast ma dwa zamienne tytuły: "Peryár" lub "Półkrwi" , znaczą one to samo, więc nie wiem jeszcze, na który się zdecyduję. I tutaj więcej już nie powiem. 


Poza tym nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Niesamowicie się rozleniwiłam
i zwątpiłam w swoje umiejętności jak nigdy. Ma ktoś może jakieś "cudowne sposoby" na zmotywowanie się

poniedziałek, 17 marca 2014

Rozdział 8.

Cholerna wena! Stos książek piętrzy się tuż obok, a ja pisze zamiast się uczyć! Nie wiem, czy
w jakiś ciekawy sposób przedstawiłam ucieczkę Kompanii, ale musiałam ulżyć mojej wenie. Nie mogłam normalnie funkcjonować bez spisania tego, co mi przyszło do głowy. Szykuje się kolejna długa noc…

______________________________

     - Zmień wyraz twarzy, bracie.
     Te słowa wyrwały go z zamyślenia.
     - Co?
     - Po twojej minie widać od razu, że coś knujesz… Musisz zagrać, zrobić przedstawienie.
     - Ja nie jestem w tym tak dobry jak ty.
     Pierwszy punkt ich planu wypalił całkowicie. Jego siostra poszła do Relliasa, by przekazać mu, że w piwnicach znajdowały się resztki wina przeznaczonego na królewski stół. Znając umiłowanie elfa do tego trunku, wykorzystała ten fakt dość perfidnie. Chłopak
z ukrycia przyglądał się, jak Sybil przymilała się swemu niechcianemu narzeczonemu. Niewiarygodnym było, jak dobrze grała - zdawało się, że szalała za Relliasem i nie mogła doczekać się ślubu. W pewnym momencie miał ochotę im przerwać - wiedząc, co łączyło jego siostrę i Filiego, nie mógł patrzeć, jak ona namiętnie całowała elfa. Powstrzymał się jednak, a po dalszych obserwacjach jego podziw dla przebiegłości siostry wzrósł. Rellias stał się po pocałunku bardziej uległy oraz wydawał się być oczarowany Sybil. Mimo to,
w oczach obojga chłopak nie dojrzał miłości. To była zimna, wyrachowana gra, w której każdy miał na uwadze własne korzyści.

     Dorian dopilnował, żeby klucznik zszedł do piwnic, mówiąc mu, że beczki do Miasta na Jeziorze jeszcze nie zostały wysłane. Później wspólnie z siostrą z rozbawieniem patrzył, jak elf razem 
z Relliasem upijał się do nieprzytomności. Potem ujrzeli, że jakaś niewidzialna istota zdejmowała z haka pęk kluczy. Po chwili Bilbo dał znak do dalszego działania.
     Musieli teraz zagadnąć strażników cel. To również należało odpowiednio rozegrać. Rodzeństwo przechodzilo bez słowa nieopodal trzech uzbrojonych po zęby elfów, modląc się w duchu, aby oni zaczęli rozmowę.
     I tak się stało.
     - Tolo, govano ven - zawołał jeden z nich.
     Młodzi ludzie podeszli bliżej, uprzejmie kłaniając się i rzucając słowa powitania.

     - Man cerig- spytał drugi.
     Dorian przestraszył się.
     „Czyżby już coś podejrzewali?”.
     Odparli, że tylko sobie spacerowali i mogą odejść, jeżeli przeszkadzali. Strażnicy zaprzeczyli gwałtownie. Rozpoczęła się wesoła, niezobowiązująca dyskusja na lekkie, przyjemne tematy. Gratulowali Sybil nadchodzącego zamążpójścia. Plotki w istocie rozchodziły się szybko. Następnie zaczęli żartować, że Dorian wkrótce mógłby wybrać sobie żonę. Dziwnym trafem zaraz potem rozmowa zeszła na temat Tauriel. Dorian zacisnął pięści, próbując opanować złość. Siostra posłała mu szybkie, ostrzegawcze spojrzenie mówiące „uspokój się, przedstawienie trwa”. Praktycznie niezauważalnie kiwnął głową.
     Na dole, wśród cel, można było usłyszeć jakieś poruszenie. Serce w nim zamarło.
     - Co to było? - wyszeptał trzeci ze strażników, nadstawiając uszu.
     - Ja nic nie słyszałam - skłamała Sybil przekonująco.
     Jednak zmysłów elfów nie można było tak łatwo zwieść. Wszyscy wsłuchali się uważnie. Nawet Dorian mógł wyłapać dźwięki podnieconych głosów.
     - Coś tam się dzieje.
     - Och, zdaje wam się - sprzeciwił się Dorian. - Pewnie zadziałała na was wasza własna magia.
     Taka złośliwość nie mogła przejść bez echa. Strażnicy bez reszty pogrążyli się w żywej dyskusji na ten temat. Odetchnął z ulgą. W innym razie od razu usłyszeliby otwieranie cel.
     Niestety, któryś członek Kompanii był na tyle nieuważny, że wprost trzasnął kratami.
     „Idiota!” - chłopak omal nie powiedział tego na głos.
     Trzej elfowie od razu ucichli. Odgłosy dudnienia ciężkich krasnoludzkich buciorów niosły się przez Pałac.
     Strażnicy błyskawicznie zbiegli do cel. Dorian i Sybil nawet nie próbowali za nimi nadążyć.              
     Usłyszeli, jak jeden krzyknął:
     - Uciekli!
     Potem, wedle procedury, popędzili powiadomić o zaistniałej sytuacji panią kapitan straży.
     „To jest czas na ucieczkę”.

     W stroje do lasu przebrali się przed rozpoczęciem akcji. Teraz musieli tylko dostać się do swoich pokoi, po czym zabrać stamtąd przygotowane plecaki oraz broń. Wszystko przebiegało szybko i bez przeszkód. Kiedy Dorian spotkał się z siostrą w umówionym miejscu, usłyszeli róg. Spóźnili się.            
     Pościg za więźniami wyruszył bez nich.

***
      - Bilbo! - rozległ się krzyk Balina.
     Wszyscy zaczęli się śmiać i wykrzykiwać różne rzeczy.
     - Cicho! Strażnicy są blisko! - syknął.
     Uspokoili się, lecz tylko na chwilę.
     „Och, błagam was, wstrzymajcie ich tam jeszcze przez moment” - modlił się do Doriana i Sybil w duchu.
     Mina przywódcy, pełna szoku, niedowierzania oraz podziwu, była warta wszystkiego. Posłał mu spojrzenie mówiące „nigdy się bardziej nie myliłeś, co?”.
     Kiedy uwolnił całą dwunastkę, zaczął sprowadzać ich do piwnic, a w myślach przeklinał ich ciężkie buciory. Zirytował się jeszcze bardziej, gdy chcieli mu wmówić, że zwariował
i zaraz ich złapią.
     „Cholerne krasnoludy! Przecież wiem, co robię!”
     Na szczęście Thorin mu zaufał. Serce zabiło mu mocniej.
     To tylko podniecenie związane z tym, że akcja się udaje, nic więcej. Nic.
     Jako, że oczywiście nie mogło być tak, aby wszystko poszło zgodnie z planem, został sam w pustej piwnicy.
     W dodatku usłyszał gniewny krzyk elfki:
     - Gdzie się podział klucznik?
     Byli coraz bliżej.
     „No to koniec!”
     A potem nagle znalazł się w lodowatej wodzie.
     - Dobra robota, panie Baggins - usłyszał głos Króla, pełen uznania.
     Machnął tylko ręką. Uciekali, a rwący strumień szarpał nimi we wszystkie strony.
     Jako, że oczywiście coś musi pójść źle, zamknięto bramy.
     „Och, błagam. Niech cały mój wysiłek nie pójdzie na marne!”
     Modlitwy Bilba zostały wysłuchane. Pomoc nadeszła z najmniej oczekiwanej strony. Orkowie.
     „Czy może być jeszcze gorzej?”
     Może. Kili zaczął się wspinać do dźwigni, ale kiedy już miał za nią pociągnąć, został postrzelony w łydkę. Stanął w miejscu, zszokowany, po czym upadł, wijąc się z bólu.
     „Kili, ależ ty jesteś lekkomyślny”.

***
     - KILI!   
     Trzy osoby wykrzyknęły to imię jednocześnie: ona, Dorian i Fili.

     W ostatniej sekundzie rodzeństwu udało się wyrwać z Pałacu.

     Kompania znów uciekała, goniona przez elfów i orków. 
Sybil i Dorian razem z Tauriel, Legolasem oraz kilkoma innymi oddali się przyjemności zabijania stworów.
     Nie potrafiła dobrze skupić się na walce. Przepełniał ją strach o Kiliego. Strzały orków często bywały zatrute. Ofiara umierała wtedy w niekończących się męczarniach. Modliła się do Elbereth, żeby kochany Kili został trafiony zwykłą strzałą.
Tymczasem wspólnie
z bratem 
bezwzględnie uśmiercała orków. Uwielbiała ich zestrzelać albo podrzynać im gardła sztyletem. Dorian walczył swoim mieczem. Zauważyła, że Legolas ma Orkrist, co niemało ją zaciekawiło.   

     Książę mocno sobie pozwalał - zachciało jej się śmiać, gdy zobaczyła, jak skakał krasnoludom po głowach. Obserwowała to widowisko z rozbawieniem, kiedy Dorian trącił ją łokciem.
Odwróciła się do niego. Wskazywał na odległe drzewa. Orkowie się wycofywali.
     - Co robimy? - szepnęła.

     - Wiesz, nas w ogóle nie powinno tu być. Powinniśmy wracać.

     - 
Powinniśmy - odparła.
     - Czyli nie musimy.
     Zaczęli się już oddalać, gdy usłyszeli, jak Legolas rozkazał Tauriel pojmać jednego
z tych potworów.
     - Wróg numer jeden powrócił - stwierdził Dorian, wycierając miecz z krwi.
     - Czy stęskniłeś się za nimi tak mocno, jak ja?- spytała.
     - Nawet bardziej - wyszeptał ze złowieszczym uśmieszkiem.
     Byli pewni, że nikt nie zauważył, jak zniknęli wśród zarośli.

______________________________

Tolo, govano ven - Come, join us - Chodźcie, przyłączcie się do nas. 
Man cerig
?- What are you doing?- Co robicie? 
Wróg numer jeden powrócił.
Co zapowiada kłopoty...

sobota, 15 marca 2014

Rozdział 7.

TAK, TAK, TAK!!! Wena nadeszła! W najmniej odpowiednim momencie, oczywiście. Coś czuję, że moje oceny przez to ucierpią… albo zarwę klika nocy (znowu).
Gdzie się podział nasz drogi Bilbo? Osobiście stęskniłam się za tym poczciwym hobbitem…


__________________________________

      Uważniej nadstawił uszu. Zdawało mu się, że usłyszał znajome głosy.
     - Dzisiejsza wieczerza będzie wyjątkowa. Thranduil oficjalnie ogłosi twoje małżeństwo.
     - Niech się pocałuje w ten swój królewski tyłek. Nie zmusi mnie do wyjścia za Relliasa.
     - Sybil… - Dorian zniżył głos do szeptu. - Jesteśmy w samym środku okropnych kłopotów, nie utrudniaj tego…
     Kiedy do Bilba dotarło, co i kogo właśnie słyszał, natychmiast zaczął iść w kierunku dźwięków.
     - My?! - wysyczała z furią. - My?!
     Przez moment słychać było szarpaninę, po czym znowu usłyszał  wściekłą dziewczynę:
     - To ja mam zostać do końca życia związana z elfem, za którym nawet nie przepadam! A dlaczego? Dzięki tobie! Bo na wczorajszej uczcie łaskawie udzieliłeś mu pozwolenia!
     - Byłem pijany - jęknął Dorian.
     Hobbit był już bardzo blisko. Miał na sobie czarodziejski pierścień, więc nie obawiał się odkrycia. Zobaczył, że rodzeństwo znajdowało się w jakimś mrocznym korytarzu. Gdy zakładał pierścień świat stawał się zamglony, ale zdawało mu się, że widział, jak Sybil przygniatała Doriana do ściany, trzymając go za gardło.
     - W tym rzecz, wiesz? - szepnęła jadowicie. - Raz spuścić cię z oczu, raz! Wypiłeś za dużo, ojej, nic wielkiego, ale… znowu! Nie zaczynaj tego, co mama… 
     - Ja nie mam problemu z alkoholem! - zaprzeczył gwałtownie, odrzucając siostrę od siebie.
     - Nie, w ogóle… - wycedziła. - Dlaczego, och dlaczego nie poszłam z tobą na tę ucztę!
     - Mówiłaś, że źle się czujesz…
     - Zamknij się, dobra? Teraz to nie ma znaczenia. Liczy się to, że Rellias chce uczynić mnie swoją żoną. Idiota - prychnęła.
     - Fakt, to głupie. Przecież zestarzejesz się i umrzesz zanim on zdąży zmrużyć oczy!
     - Co ty nie powiesz? - zadrwiła. 
     - Rellias to nie ktoś, kogo posądzałbym o brak rozsądku. Dlaczego to zrobił?
     - Bo jestem panią jego serca - zapiała, wyraźnie kpiąc z miłosnego uniesienia. - Tak naprawdę to dostał rozkazy.
     - CO?!
     - Zrobię wszystko, żeby zatrzymać was przy sobie… Mówi ci to coś?
     - Nie! - wykrzyknął. Zaczął chodzić w tę i we w tę, kręcąc głową z niedowierzaniem. - Niemożliwe… Przecież to nie ma sensu!
     - Czyżby? Rellias cieszy się opinią jednego z najwierniejszych i najbardziej zaufanych sług Pana Lasu. Zrobiłby dla niego wszystko. Biorąc pod uwagę to, że będzie żył wiecznie, a ja niezbyt długo, nie skazuje się nawet na zbyt wielkie męczarnie. Uwolni się ode mnie bardzo szybko, a zdobędzie najwyższe uznanie Króla…
     - Thranduil nie zrobiłby ci czegoś takiego!
     - Nie byłabym tego taka pewna…
     - Sybil, dlaczego stawiasz go w takim złym świetlne?
     - A dlaczego ty tak zaciekle go bronisz? On nawet specjalnie wybrał Relliasa, bo wiedział, że niezbyt go lubię!
     - Skąd możesz to wiedzieć? 
     - Dorian, gdyby Rellias kochał mnie prawdziwie, przyszedłby oświadczyć się prosto do mnie. Odmowa byłaby wtedy możliwa, a on musiałby się z tym pogodzić. Tymczasem on pyta o moją rękę, o ironio, ciebie, mojego młodszego brata, w dodatku kompletnie pijanego. To cuchnie spiskiem na mile!
     Bilbo wprost nie mógł uwierzyć, i to w kilka rzeczy.
     Po pierwsze, że oni w ogóle byli tutaj. Thorin, Fili i Kili nie chcieli nic powiedzieć o ich zniknięciu, tak jak Gandalf. Oczywiście, każdy słyszał kłótnię  Króla i jego siostrzeńców. Kogo nie obudziłby krzyczący Thorin? Nikt z Kompanii nie odważył się jednak zadawać pytań. Dorian i Sybil stali się tematem tabu. Wszyscy polubili to rodzeństwo, Bilbo nawet za nimi tęsknił i martwił się o nich, ale nikt nic nie mówił.
     Następnie - jak swobodnie się tutaj czuli. Obserwował Doriana i Sybil przez dłuższy czas pobytu w Pałacu. Widział, że cieszyli się ogólną sympatią oraz względami Króla. Dodatkowo łamał sobie głowę, dlaczego opuścili Kompanię, by przybyć właśnie tutaj.
     I jeszcze - w co się właśnie wplątali. Wyglądało na to, że byli w poważnych tarapatach. A już sam fakt, co Sybil sądziła o rzekomej intrydze Panu Lasu! Ze względu na to zechciał im pomóc, jednak bardzo obawiał się ujawnić, więc czekał, jak rozwinie się sytuacja.  
     Dorian prychnął.
     - Dobra, nie będę się z tobą wykłócał. Nie zgadzam się z twoją teorią, ale tak się przy niej uparłaś, że… - Westchnął. - Lepiej powiedz mi, co robimy?
     - Nie dopuszczamy do ślubu - odpowiedziała, jakby to było coś oczywistego.
     - Ale on ma się odbyć już w przyszłym tygodniu! Trzeba by było wywołać ogromne zamieszanie!
     - Tak, tak… - mruknęła. - Musisz ruszyć głową…
     - Ja? - syknął. - Dlaczego ja?
     - Bo to wszystko przez ciebie oraz twoją głupotę! Wymyśl coś szybko albo uruchom ten swój dyplomatyczny język i odwołaj tę komediancką farsę!
     - Nie odwołam danego słowa – odparł hardo.
     Sybil parsknęła śmiechem.
     - Cholerny honor! - zachichotała, po czym diametralnie zmieniła ton:
     - Dorian, jesteśmy zdrajcami, my go nie mamy! - warknęła groźnie.
     - Nie jesteśm… dobra, nieważne. Potrzebujemy pomocy…
     - Do czego? – zapytała, zaintrygowana.
     - Do zasiania totalnego chaosu, dzięki któremu uciekniemy. Cicho, nic nie mów, staram się myśleć…
     Panowała długa cisza.
     - Ach, to by było dobre! - wykrzyknął w końcu.
     - Co?
     - Thranduil kazał nam wybrać, po której jesteśmy stronie, pamiętasz? - Prychnął. - Tyle, że jedyną stroną przeciwną jest zło, nie krasnoludy, ale on tego nie widzi… No ale skoro sam nam tak rozkazał… Pomyślałem sobie, żeby uwolnić Kompanię i uciec razem z nimi.
      Dziewczyna aż zagwizdała z wrażenia.
     - Wysoko mierzysz, bracie! Do tego potrzebowalibyśmy nie tylko pomocy, ale też cudu.
     Hobbit odważył się zdjąć pierścień ten jeden jedyny raz. 
     - Oto więc nadszedł - powiedział Niziołek, stając tuż obok.
     Jak oni podskoczyli!  
     Kiedy rozpoznali Bilba, złapali się za serca i dysząc ciężko, wybuchli śmiechem.
     - Na mą duszę, Bilbo! - krzyknął Dorian. - Zastanawiałem się nie raz, co się z tobą stało, ale tego bym się w życiu nie spodziewał!  
     Potem chłopak uściskał go serdecznie, zaraz po nim jego siostra.
     - Macie mi sporo do wyjaśnienia - rzekł pan Baggins.
     - Jak i ty - odparła Sybil. - Tak po prostu pojawiasz się i znikasz?
     - Wcale nie, cały czas byłem w cieniu, po prostu mnie nie zauważyliście! - bronił się. Nie miał najmniejszej ochoty mówić o pierścieniu.
     - Jestem pewien, że cię tam nie było - stwierdził Dorian. - Poza tym, nie dałbyś rady żyć tutaj, nie będąc złapanym!
     Bilbo czuł na sobie świdrujące spojrzenia rodzeństwa i w końcu dał za wygraną. Niechętnie wyjął pierścień z kieszeni, po czym podniósł go wysoko, żeby wyraźnie zobaczyli złoty przedmiot. Następnie wsunął go na palec i po chwili zdjął. Ujrzał zdumione miny młodych ludzi.
     - Niewiarygodne… - szepnął chłopak, po czym zadumał się na moment. Zmarszczył brwi. - Dziwne…
     - Nigdy nie mówiłeś prawdziwiej bracie - przytaknęła dziewczyna ponuro. - Czarodziejski pierścień! W dodatku wyczuwam, że nie taki zwykły, jeżeli rzecz tego typu można nazwać zwyczajną…
     - Co masz na myśli? - przerwał zdziwiony Bilbo.
     - Nieważne… schowaj go, już! No już!
     Jeszcze bardziej zaskoczony, Hobbit zrobił co kazała, po czym rzekł:
     - Sekret za sekret. Co wy tu robicie? Dlaczego nas opuściliście? I jak to możliwe, że macie względy u Thranduila i czujecie się tu jak w domu?
     Sybil zachichotała.
     - Szpiegowałeś nas!
     - Nieprawda! - zaprzeczył. - Ja tylko… obserwowałem.
     - Niech ci będzie - zaśmiał się Dorian i wytłumaczył mu, co ich łączyło z leśnymi elfami. To była długa opowieść, ale Bilbo nadal nie zaspokoił ciekawości.
     - No dobrze, ale nadal nie odpowiedzieliście na jedno pytanie: dlaczego nas zostawiliście?
     Tym razem to on świdrował rodzeństwo wzrokiem. Ich twarze były pełne napięcia. Wyraźnie chcieli uniknąć odpowiedzi za wszelką cenę. W końcu Dorian powiedział:
     - Och, po prostu...
     - … zachorowałam i potrzebowałam pomocy pewnej elfiej uzdrowicielki - wtrąciła szybko Sybil.
     - Ojej! - Hobbit zatroskał się. - Co ci jest?
     - Wolałabym nie mówić, to dosyć… osobiste.
     - Rozumiem… ale czujesz się już lepiej?
     - O tak, znacznie lepiej, dziękuję.
     Zapanowała cisza, którą po paru chwilach przerwał Bilbo:
     - Macie kłopoty?
     - Mało powiedziane - burknęła dziewczyna.
     - Co robimy?- spytał pan Baggins.
     - Nie martw się - zachichotał Dorian. - Mam pewien plan… 
*** 
     Wszystko, co trzymał, wypadło mu z rąk. Wpatrywał się w kłęby dymu unoszące się ku czystemu niebu  i przeszyło go lodowate ostrze strachu. Potem puścił się biegiem. Gdy dotarł na miejsce, zobaczył tłum gapiów stojący przed płonącym budynkiem. Usłyszał krzyki oraz zawodzenia.
     - Wody!
     - Trzeba to jak najszybciej ugasić!
     - Straż, gdzie jest straż ogniowa?!
     - On jest w środku!
     Serce w nim zamarło.
     „Czy ja nigdy nie uwolnię się od ognia?” - pomyślał, ale bez dalszego zastanowienia wszedł do kuźni. Słyszał za sobą nawoływania innych. Próbowali go powstrzymać, ale nie zważał na to. Musiał uratować swojego przyjaciela.
     Rozejrzał się dookoła, ale nie zauważył nic oprócz płomieni i duszącego dymu.
     - Brandon!
     Cisza.
     - Bran, gdzie jesteś?! - krzyknął najgłośniej jak potrafił.
     Tuż obok upadła belka z walącego się stropu.
     Gdzieś w oddali rozległ się słaby jęk.
     - Thorinie…
     - Bran, Bran, powiedz mi, gdzie jesteś!
     - Tutaj… - wykrztusił z wysiłkiem.
     Schował się pod stołem, skulony.
     „Ty poddajesz się bez walki?”
     Zachowanie jego przyjaciela było zadziwiające, ale brakło czasu na dalsze zastanowienie. Podbiegł szybko do niego.
     - Ogień, Thorinie - wyszeptał. - Ogień… on…
     - Cii, nic nie mów! Najpierw musimy się stąd wydostać albo zginiemy obaj. Dasz radę wstać?
     Pokiwał głową, wyczołgał się spod stołu, po czym dźwignął się na nogi. Upadł. Thorin podał mu rękę i pomógł wstać. Razem brnęli do wyjścia. Gdy byli tuż przed drzwiami, zauważył, że z sufitu odrywała się kolejna deska. Wypchnął Brandona na zewnątrz, a sam został odgrodzony od jedynej drogi ucieczki.
     „Przeklęty ogień”.
     Cofnął się kilkanaście kroków do tyłu, nabrał rozbiegu i przeskoczył przez słup ognia zagradzający wyjście. Znalazł się na poza płonącym budynkiem. Usłyszał gromkie brawa 
i wiwaty. Poczuł, że jego ubranie się pali. Ktoś krzyknął i Thorin został schlustany wiadrem wody. Zaraz po tym podszedł do swojego przyjaciela, który leżał nieprzytomny na ziemi.
     Scena się zmieniła.
     Brandon został ułożony na kuchennym stole. Był w niezbyt dobrym stanie - trawiła go gorączka, a rany były rozległe. Dis zmieniała mu właśnie okład na czole, a Kora drżącymi rękami przemywała jego oparzenia, szlochając cicho. Nie mógł patrzeć na nią zrozpaczoną. Podszedł bliżej.
     - Koro…
     Podniosła obłąkany wzrok znad ciała męża. Kiedy ich oczy się spotkały, musiało minąć trochę czasu, zanim odzyskał zdolność mówienia.
     - On wyzdrowieje, zobaczysz. Jest silny. Wszystko będzie dobrze.
     - Wiem, jestem pewna, że przeżyje. Niech by tylko spróbował umrzeć… - Zapłakała. - Nie, nic nie będzie dobrze.
     Usiadła na krześle i ukryła twarz w dłoniach. Wybuchła ogromnym płaczem. Dis podbiegła do niej, po czym przytuliła bez słowa. Kora płakała długo, nie mogąc wydobyć
z siebie słowa. 
W końcu wykrztusiła:
     - Kuźnia doszczętnie spłonęła, Thorinie… Nie rozumiesz?  Nie mamy teraz z czego żyć. Nie mamy wystarczająco pieniędzy na odbudowę… Czeka nas nędza. - Załkała.
     - Nieprawda - zaprzeczył.
     Spojrzała na niego ze zdziwieniem.
     - Dam wam pieniądze na zbudowanie nowej - oświadczył.
     Kobiecie opadła szczęka. Wyraźnie nie wiedziała, co powiedzieć.
     - Nie przyjmę tego - stwierdziła po chwili. - Nie mogę …
     - Możesz - przerwał szybko. - I przyjmiesz.
     Posłała mu zakłopotane spojrzenie.
     - Thorinie, to będzie kosztowało bardzo dużo.
     - Stać mnie - odparł.
     Przewróciła oczami.
     - Ależ ty jesteś uparty - jęknęła, po czym, niespodziewanie, wpadła mu w ramiona.
     Przeszedł go dreszcz.
     - Jak ja ci się odwdzięczę? - szepnęła.
     „Już to zrobiłaś”.  
     Thorin obudził się zdyszany. W celi było ciemno i cicho, co wcale nie pomagało mu
w uspokojeniu 
się. Minęło dużo czasu, zanim udało mu się to. Nawiedzały go coraz dziwniejsze i straszniejsze sny. Albo to przez jakieś kolejne czary elfów, albo on po prostu wariował. Tkwienie w niewoli doprowadzało go do szału. Świadomość, że Dzień Durina zbliża się nieubłaganie, a on i jego ludzie bezradnie tkwili w niewoli rozwścieczała go. Czasem starał się o tym nie myśleć i powspominać coś miłego.
     To nie był jego pierwszy raz w Ettinor. Pp raz pierwszy był na samym początku, jeszcze w roku ataku Smauga na Erebor. To było zanim on sam został Dębową Tarczą. Dziad wtedy żył i był Królem, ojciec i Frerin tam byli,  Dis także, jako młodziutka panienka. Thrór udał się z prośbą o udzielenie pomocy do rządcy Ettinor i okolicznych wiosek. Spotkał się
z odmową. Wybuchły zamieszki i polała się krew, a po stronie ludzi, jak i krasnoludów. padły ofiary śmiertelne. Krasnoludy odeszły stamtąd jak najprędzej. Przez pewien czas rodzina Thorina oraz lud mieszkali w Dunladzie, ale na stałe osiedlili się w Ered Luin. Throin został królem, jego plemię rozrosło się 
i wzbogaciło. Wcale nie chciał opuścić nowego domu. Jednak myślami coraz częściej zwracał się w stronę Samotnej Góry, Arcyklejnotu i sosen płonących niczym pochodnie…
     Zapragnął się zorientować, jak się miały sprawy na Wschodzie. To miała być krótka wycieczka, na którą, do tej pory nie wiedział jakim cudem, namówił też Dis. Filiego i Kiliego nie trzeba było przekonywać. Wybrali się po cichu, nawet potajemnie. Coś podkusiło jego oraz jego siostrę, żeby zajrzeć do Ettinor. Zjawili się tam pod przykrywką - „zwykła rodzina krasnoludów, chcąca zarobić trochę pieniędzy”.  Chciał świadczyć usługi kowala, więc skierowano go do Brandona, który cieszył się opinią najlepszego w okolicy. I tak wszystko się zaczęło.
     Nie wyjawił tej rodzinie swojego prawdziwego pochodzenia od razu. Z resztą, sami się tego domyślili, po jego postawie oraz manierach, zaraz po tym, jak Thorin udał się na prywatną rozmowę z rządcą. Chciał się przekonać, czy pamiętano jeszcze o dawnych wydarzeniach. Ludzie nic nie mówili o tamtej tragedii - historia stała się legendą, legenda stała się mitem, mit został zapomniany. Okazało się jednak, że rządcom ta opowieść była przekazywana, ale w tajemnicy. Kiedy Król pod Górą wrócił po ponad stu trzydziestu latach, rządca Ettionr, o dziwo, nie starał się rozdrapywać dawnych ran. Thorin, Dis, Fili
i Kili poznali, co to szczęście, lecz musieli odejść.
     Thorin potrząsnął głową. Nie... to nie było do końca miłe wspomnienie.
     Pomyślał więc o Arcyklejnocie oraz Ereborze… wielkich kamiennych salach świecących blaskiem złota…
     Nie… to wspomnienie go zasmucało.
     Dlatego właśnie wróciłem. Bo wy nie macie domu. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by pomóc go wam odzyskać.
     Uśmiechnął się. Wspominanie Bilba było miłe. Hobbit był niezwykle zaskakującą istotą. Thorin łamał sobie głowę, gdzie się teraz podziewa. Bilbo był ich ostatnią nadzieją na wydostanie się z niewoli.   
     I oczywiście nie zawiódł. 
______________________________
Dorian, Sybil i Bilbo... tacy spiskowcy... być może już ktoś się domyśla, co wykombinują. Już wiadomo, jak Thorin uratował Brandona.
Płonąca kuźnia… można mi zarzucić, że to zbyt proste i mało oryginalne, ale proszę mi wierzyć, to, w jaki sposób Brandon prawie zginął będzie miało duże znaczenie. 
I być może, że taki potajemny wypad Dziedziców Durina z Ered Luin byłby niemożliwy, no ale w mojej fikcji literackiej tak zrobili.
Pierwszy pobyt w Ettinor nie był zbyt miły. Tak, Thorin to ukrywa.
Nie tylko on ma wiele tajemnic. 
Szykuje się zorganizowana akcja uwolnienia Kompanii. Na to wena mi jeszcze jakiegoś powalającego pomysłu nie podsunęła, więc nie wiem, za ile będzie kolejny rozdział.

wtorek, 4 marca 2014

Rozdział 2.

UWAGA! W TYM ROZDZIALE JEST BARDZO DUŻO MIŁOŚCI. OSOBIŚCIE RZYGAM TĘCZĄ.
____________________________
 
     Piękna srebrzystoszara kocica wpatrywała się w nią swymi wielkimi, złotymi oczami. Sybil czuła na sobie jej spojrzenie, które nie pozwalało dziewczynie jeść w spokoju. Podniosła wzrok znad talerza i ujrzała, że zwierze siedziało na stole, tuż obok usadowionego naprzeciwko Sybil Bifura. Kompania spożywała właśnie podwieczorek. Thorina nie było ani śladu, Kili i Dorian też gdzieś zniknęli. Sybil nie przejmowała sie tym. Stworzenie naprzeciw niej do reszty przykuło jej uwagę. Dziewczyna doskonale rozumiała, jakie były zamiary kocicy. 
     - Ú, cath - mruknęła, patrząc w jej ślepia. Powiedziała to po elficku, żeby zwierzę na pewno zrozumiało.    
     Ślicznotka jakby na złość podeszła bliżej, zaintrygowana, że ktoś oprócz jej pana potrafił się z nią porozumieć. Miauknęła bardzo uroczo. 

     - Ego, cath - powiedziała Sybil, nie mogąc powstrzymać się od uśmiechu. 
     Kocica zaczęła mruczeć, po czym śmiało wdrapała się po ręce na ramiona Sybil
i bezczelnie łasiła się o jej głowę. Dziewczyna zaśmiała się ciepło. 

     - Daro! - zachichotała.
     Ślicznotka zaczęła mruczeć jeszcze głośniej i ocierać się 
o jej głowę mocniej. 
     - Il matha, bain - szepnęła Sybil, rzucając kawałek chleba na podłogę.
     Kocica zamiauczała 
z wdzięcznością i spektakularnie skoczyła po zdobyty kąsek. Nawet nie zdążyła dotknąć jedzenia, kiedy znikąd pojawił się duży pies. Biegł prosto na kocicę, warcząc głośno. Ślicznotka uratowała się w ostatniej chwili, wdrapując się na ramiona Sybil. Psisko szczekało wściekle, bezsilnie skacząc i próbując złapać kotkę. Psu brakowało bardzo niewiele do osiągnięcia tego celu, co denerwowało go jeszcze bardziej. Dziewczyna siedziała spokojnie, wiedząc, że nic jej się nie stanie, jednak po pięciu minutach szczekania i prychania za uchem miała tego dość. 
     - Far! - krzyknęła.
     Zwierzęta uspokoiły się natychmiast. Ślicznotka zeskoczyła z jej pleców na stół, siadając obok jej talerza. Pies zaczął warować u jej stóp z pokornym skomleniem. Przyjrzała się mu. To był bardzo piękny pies, z długą, gładką, lśniącą sierścią w kolorze kasztanowym. Jego bursztynowe oczy patrzyły na nią z szacunkiem.

     - Maer hû - powiedziała cicho, głaszcząc go po łbie.
     On polizał jej dłoń, a ona z uśmiechem rzuciła mu kawałek chleba. Pies zjadł go błyskawicznie, po czym, merdając ogonem, położył głowę na kolanach Sybil, która zaśmiała się lekko i wróciła do jedzenia.

     - Jak to zrobiłaś? - Usłyszała pytanie Glóina.
     Dopiero teraz Sybil spojrzała na krasnoludów siedzących przy stole. Wyglądali na nader zdumionych. 
     - Co? - Zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc. Co w tym dziwnego? Przecież tylko rozmawiała z psem i kotem.
     - To są zwierzęta Beorna i wyłącznie jego powinny słuchać - odparł ognistowłosy krasnolud.
     - Znowu jakieś elfickie czary - prychnął Bifur po Kuzdzulsku.
     - Sam widziałeś, co one potrafią - odpowiedziała mu w tym samym języku.
     Kompanii opadły szczęki. Ich miny wyrażające czysty szok oraz oburzenie były wprost bezcenne.                
     Krasnoludy skrywały swój 
język przed innymi plemionami. Chroniły go przed poznaniem przez inne rasy - wolały posługiwać się obcymi językami, niż uczyć inne istoty własnego. Jakże to było niedopuszczalne, że posługiwała się nim jakaś prosta, młoda dziewczyna. A co by było, gdyby Sybil powiedziała im, że sam Thorin nauczył ich trochę krasnoludzkiego... Zachciało jej się śmiać na tę myśl, ale była zbyt głodna, by wcielić ów pomysł w życie. Wykorzystała moment ciszy i zabrała się za jedzenie.
     Wtedy na kolację jak burza wpadli Dorian i Kili i usiedli siedli obok niej. Wystarczyło, że raz na nich spojrzała, a już wzrosła w niej podejrzliwość. 
     - No dobra, co knujecie? - spytała.  
     - Ależ nic! - odrzekł Dorian z uśmieszkiem. - Skąd takie przypuszczenia, siostrzyczko?
     Nie chciała wdawać się z nimi w dyskusje. Wolała jeść, co też uczyniła. W trakcie spożywania posiłku cały czas czuła, że Kili bacznie się jej przyglądał. Młody krasnolud zagwizdał z wrażenia. 
     - Uau, Sybil, co za apetyt! - wykrzyknął. 
     W tamtym momencie zakręciło jej się w głowie. Miała wrażenie, że zaraz zemdleje. Wstała od stołu i wybiegła na werandę. Powietrza! Złapała się drewnianego filara, próbując opanować ataku nudności.
     To niemożliwe. Przecież to niemożliwe.
     - Wszystko w porządku? - Usłyszała za plecami zatroskany głos Filiego.
     „Odejdź” - pomyślała.
     - Nic mi nie jest - odpowiedziała szorstko, nawet się do niego nie odwracając.
     - Sybil, czy coś się zmieniło? - zapytał odrobinę urażonym tonem
     - Nie… Fili, nic się nie zmieniło. Po prostu… - Spojrzała na niego. Co miałą mu powiedzieć? - Boję się. 
     Usiadła na najbliższej ławce i ukryła twarz w dłoniach. Zbierało jej się na płacz.
     „Co się ze mną dzieje?”
     Fili stanął tuż przed nia. Bez namysłu, Sybil schroniła się w jego silnych ramionach. Położyła głowę na jego piersi i szlochała.
     - Przepraszam za moje zachowanie, Fili…  Ja się zwyczajnie boję. I nie wiem czego… - „Czyżby?” - Strach nie daje mi spokoju…
     - Cśś, już dobrze. Już nic nie mów - szepnął.
     Pocałował Sybil w czoło i zaczął delikatnie głaskać ją po głowie. Westchnęła. Czuła się bezpiecznie w jego ramionach. Już się nie bała. Sybil zdała sobie sprawę, jak bardzo tego potrzebowała. Cieszyła się jego bliskością i dopiero po dłuższym czasie wyswobodziła się
z uścisku i spojrzała na Filiego.

     Te oczy… Tata miał podobne. Też były lodowato niebieskie, ale na nią zawsze patrzyły czule. Tata potrafił mieć taki straszny wzrok, kiedy był zły. Ale nie potrafił się złościć na swoją córeczkę.
     Tęskniła za tym. Za tym, jak na nią patrzył. Za tym, jak się o nią troszczył. Za nim.
      - Fili, tęskniłam za tobą.
     Uśmiechnął się. Wytarł łzy z jej policzków, po czym odgarnął włosy na jej plecy
i pocałował
w odsłoniętą szyję. Potem składał na niej delikatne pocałunki od dołu do góry, a kiedy dotarł do ucha, szepnął:
     - Ja za tobą bardziej.
     „Och, słodka Yvanno, jak ja mam nad sobą panować?”
     Znowu wypełniał ją ogień. Oczywiście uznała, że nie było mowy, aby się powstrzymała. Pocałowała Filiego w usta zaciekle. Poczuła, że był tą zachłannością zaskoczony, ale szybko się dostosował. Na szczęście po krótkim czasie wyczerpali zapasy powietrza. Sybil była bliska zaczęcia rozbierania krasnoluda.
     - Co jeśli ktoś zobaczy? - wydyszał Fili, kiedy opierał swoje czoło o jej.
     - Pytasz dla zasady - stwierdziła z uśmiechem.
     - Oczywiście. - Z tymi słowami pocałował ją znowu, lecz tym razem cieszyli się sobą powoli.                    
     Czuła przyjemne dreszcze, kiedy Fili dłońmi zataczał kręgi na jej plecach. Ona
w zamian masowała mu kark. 
Nie trzeba dodawać, że było im idealnie.
     Jednak nagle Fili przerwał pocałunek. Odsunąwszy się od dziewczyny, jęknął z bólem. Widząc jej pytające spojrzenie, pokazał Sybil swoje dłonie. Były całe ubrudzone we krwi.
     - Wybacz! - krzyknął. - Musiałem otworzyć twoje rany! Tak mi przykro! Co ja narobiłem?! Ale ze mnie idiota!
     - Rzeczywiście, jesteś idiotą - odparła sarkstycznie. - Zachowujesz się, jakby świat miał się skończyć. To nic wielkiego. Chodź, pójdziemy do Oina, on się mną zajmie. 
     Tak więc wrócili do domu, przywołali uzdrowiciela, który momentalnie przystąpił do działania. Zabrał Sybil i Filiego  za parawan. Rozkazał przynieść misę z gorącą wodą, którą Bilbo błyskawicznie dostarczył. Później Oin szybko zrobił napar z ziół. 
     - Fili, Bilbo, wyjdźcie, zaraz zdejmę jej bandaże - powiedział krasnolud.
     Hobbit wyszedł, ale Fili nie ruszył się z miejsca.
     - Chcę zobaczyć - rzekł. 
     - Przecież już widziałeś - warknęła Sybil
     - Chcę zobaczyć - powtórzył uparcie.
     Dziewczyna prychnęła z irytacją, ale zrzuciła z siebie zakrwawiony koc. Cały jej tułów, pierś i ramiona były zabandażowane. W miarę jak Oin sprawnie ściągał bandaże, oczy Filiego zaszły łzami. Patrzył na plecy Sybil i czuł na sobie jej razy. Zdał sobie sprawę, że kiedy widział jej rany po raz pierwszy, nie zobaczył wszystkiego. Myślał, że jej plecy były praktycznie obdarte ze skóry. Ale one faktycznie zostały jej pozbawione.
     Oin szybko przemył rany naparem i zabandażował Sybil tak mocno, że zdawało jej się, iż założono jej gorset. Przed oddaleniem się, uzdrowiciel przykazał jej się położyć i nie ruszać oraz dużo pić. Bardzo chętnie to uczyniła. Poczuła się zmęczona. Ułożyła się wygodnie na miękkim sianie, a jej nowy przyjaciel, piękny pies o kasztanowej sierści, od razu przyniósł jej wielki kufel pełen mleka. Pijąc je łapczywie, nagle zauważyła, że Fili stał w miejscu jak posąg z zaciętym wyrazem twarzy. 
     - Fili? - spytała niepewnie. 
     - Gorbag mi za to zapłaci - powiedział załamującym się głosem.
     - Tak...
     - Jak ty w ogóle wyszłaś z tego żywa? Przecież ludzie są słabi…
     - Dziękuję ci bardzo…
     - I to wszystko dla nas! Tyle cierpisz…
     - Menu tessu, Fili.
     To zdołało go uciszyć. Wpatrywał się w nią z uwielbieniem, milcząc.
     - Fili? - zapytała po chwili. - Zostaniesz ze mną? 
     Nie musieli się obawiać gadania. Za parawan nie wchodził nikt oprócz Doriana, który
o wszystkim wiedział, oraz Bilba i Oina, a oni sprawiali wrażenie, że można było im zaufać.

     - Zawsze - odpowiedział. 
     Położył się obok niej. Po niedługim czasie obydwoje zasnęli, wtuleni w siebie. 
***
     Kiedy znowu otworzył oczy, odkrył, że słońce zachodziło. Wziął głęboki, drżący oddech
i podniósł się na nogi z najwyższym wysiłkiem. Przez ostatnie godziny tylko leżał na ziemi w bezruchu, w myślach wspominając swych drogich przyjaciół i w ciszy oddając im hołd,
a mimo to czuł 
się wyczerpany. Dotarło jednak do niego, że musi żyć. Nie dla Filiego
i Kiliego. Ani dla Dis, Sybil czy Doriana. Nawet nie dla Ereboru. Dla zemsty. Brandon
i Kora zostaną przez niego pomszczeni, a w Królestwie Ereboru każdy będzie znał ich imię. 

     Powlókł się powrotem do domu Beorna. Nie spieszył się - musiał się ostatecznie opanować. Jego ludzie nie mogli go zobaczyć w takim stanie. Musiał zachować kamienną twarz. Był Królem, nie można było go złamać. Niech jego ludzie pozostaną niezachwiani
w tym przekonaniu.

     Gdy wyszedł zza zakrętu, zobaczył Filiego i Sybil przytulających się na werandzie. Zaskoczył go ten widok, lecz tylko trochę. Nie było nic złego w obejmowaniu się. Ponadto, nie musiało być w tym zachowaniu nic więcej oprócz wyrazu przywiązania. W tym nie musi się nic kryć. Zupełnie tak jak z nim i Bilbem.
     Oczywiście, że podszedł bliżej. I to najciszej jak potrafił.
     - Fili, tęskniłam za tobą. - W głosie Sybil była nuta, której się nie spodziewał.
     Później Thorin ujrzał, jak jego siostrzeniec delikatnie całował szyję dziewczyny od dołu do góry, a potem szepcze coś do jej ucha. Król przewrócił oczami z irytacją.
     „Na litość Mahal, Fili,
znowu?!” .
     Thorin powoli miał tego dość. Gdziekolwiek się zjawili, Fili i Kili uwodzili młode panny. Ileż było z tego problemów!

     „A ile będzie problemów z tego!” - pomyślał, gdy ujrzał  Filiego i Sybil całujących się
z ewidentnym pożądaniem.
     Thorin odwrócił wzrok. To było dosyć niestosowne, aby oglądał takie sceny
z udziałem własnego siostrzeńca. On sam odwrócił się od miłości tego rodzaju. Miał zbyt wiele obowiązków, żeby zaprzątać sobie tym myśli. Kiedy odzyskają Samotną Górę, będzie musiał poślubić jakąś krasnoludzką kobietę. Miał już potomków, ale wymagany będzie od niego jakiś korzystny sojusz polityczny. To był kolejny królewski obowiązek. Być może miłość przyjdzie wraz z małżeństwem. A jeśli nie, to cóż, do tej pory dobrze się bez niej obchodził. Nie potrzebował jej. 
     Fili i Sybil przestali i dyszeli głośno, stykając się czołami. Thorin zastanawiał się, dlaczego Fili to robił. Przecież krzywdził Sybil. Nawet jeśli było między nimi coś więcej niż zwykłe młodzieńcze zauroczenie, związek krasnoluda i człowieka nie miał prawa bytu. To się zwyczajnie nie zdarzało.
     - Co jeśli ktoś zobaczy? - zapytał Fili.
     - Pytasz dla zasady - stwierdziła z uśmiechem.
     - Oczywiście.
     Tym razem Król był zdumiony. Fili i Sybil całowali się teraz bardzo czule oraz powoli.
     Thorin zmarszczył brwi.
     „Pytasz dla zasady? To ile razy wy to już robiliście?”.
     Przypomniał sobie, jak Fili kłócił się z Sybil. Mówił wtedy… powiedz mi kto, a go 
zabiję,
i jeszcze: dla mnie liczy się tylko to, że jesteś ranna. To były słowa wskazujące na ogromne przywiązanie. Fili był gotów zamordować dla Sybil, bardzo zależało mu na niej. Widoczne to było również teraz - zwyczajnie spanikował, odkrywając, że dziewczyna krwawiła. To oznaczało tylko jedno…
     Szok zalał Thorina potężną falą.
     „Fili, jak mogłeś być tak… młody?”.
     Przecież to bez sensu. Sybil to tylko człowiek. Zestarzeje się i umrze, zanim Fili przeżyje połowę życia. To się nie mogło skończyć szczęśliwie.

     „Jak to się stało, że akurat ją wybrałeś?”
***
     - Oni tak na poważnie? - spytał Kili z niedowierzaniem.
     - Na to wygląda - westchnął Dorian. 
     Gapili się na Sybil i Filiego śpiących obok siebie, trzymających się za ręce.
     Kili wiedział, że ten dzień kiedyś nadejdzie. Że pojawi się dziewczyna, która sprawi, że nie będzie już dla brata najważniejszy. Ale kompletnie nie spodziewał się, że stanie się to właśnie teraz i tą dziewczyną będzie Sybil. Dokładnie ta sama Sybil, którą jeszcze osiem lat temu nosił na rękach i śpiewał z nią wesołe piosenki. Której opowiadał bajki na dobranoc. To było surrealistyczne.
     To samo tyczyło się Doriana. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że kiedyś zjawi się chłopak, który zepchnie go na drugi plan. Ale za nic w świecie nie spodziewał się, że będzie to Fili. Ten sam Fili, z którym osiem lat temu układał plany unicestwienia firnakowego potwora i którego zadręczał pytaniami o wszystko. Ten sam Fili, który kołysał go do snu. To było niewiarygodne.
     Dorian i Kili chcieli zażartować z tej sytuacji, póki jeszcze mogli.
     - Jesteś pewny, że się nie obudzą? - spytał Dorian szeptem.
     - Jeśli się zamkniesz, to tak - odparł młody krasnolud i ostrożnie przystąpił do dzieła.

***
     Sybil napawała się chwilą. Czuła się po prostu dobrze. Fili leżał obok niej i trzymał ją za rękę. Przyjemne ciepło biło od jego ciała. Zapragnęła, by mogło tak zostać na zawsze - ona i Fili, sami.
     Ale odkryła, że były z nimi ktoś jeszcze. Leniwie otworzyła oczy i uśmiechnęła się. Ślicznotka leżała na brzuchu dziewczyny. 
     - Ai, bain! - powiedziała.
     Kocica zaczęła mruczeć, słysząc słowa powitania. Sybil pogłaskała kotkę po jej miękkim futerku. Potem próbowała usiąść, ale coś pociągnęło ją za włosy.

     - Fili! - syknęła, potrząsając nim.
     - Hmmm? - mruknął półprzytomny.
     - Puść moje włosy.
     - Hę? Przecież ja.. ała! - Próbował się od niej odsunąć, jednak coś go boleśnie powstrzymało.
     Oboje jednocześnie odkryli, ze ich włosy są zaplątane w jednym miejscu. I oczywiście
w tym samym momencie zderzyli się głowami, chcąc sprawdzić, co im się stało.

     - Czekaj, najpierw ja - powiedział Fili. Powoli odwrócił głowę, wybadując to miejsce rękami. - Oooo, nie… - warknął. - Małe dranie za to dostaną.
     - Co?
     - Sama sprawdź.
     Złote włosy Filiego przeplatały się z brązowymi włosami Sybil w długim, misternym warkoczu.
_____________________________
Hah, Kili i Dorian, tacy żartownisie, hahahah.
Wiem doskonale, że w powyższym rozdziale znajdują się pewne niezrozumiałe zdania. Och, no wiem, ja wiem, że nie powinnam ufać internetowi w tej sprawie, ale... no to jest elficki...
Ú
, cath. - No, cat. - Nie, kocie.
Ego, catch. - Go away, cat. - Odejdź kocie.
Daro! - Stop! - Przestań!
Il matha, bain. - You wield, beautiful. - Ty rządzisz, piękna.
Far! - Enough! Dosyć! Maer hû. - Good dog. - Dobry pies.
Ai, bain. - Ah/ Hail, beautiful. - Ach/ Witaj, piękna.